<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Czytam... &#187; Przeczytane, ocenione</title>
	<atom:link href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/category/przeczytane-ocenione/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam</link>
	<description>Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy...</description>
	<lastBuildDate>Tue, 01 Sep 2009 13:02:27 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>&#8220;Chrystus z karabinem na ramieniu&#8221;, Ryszard Kapuściński</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/chrystus-z-karabinem-na-ramieniu-ryszard-kapuscinski/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/chrystus-z-karabinem-na-ramieniu-ryszard-kapuscinski/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Jun 2009 20:20:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=828</guid>
		<description><![CDATA[Czy gdybym urodził się w Trzecim Świecie byłbym rewolucjonistą? Z moją nadpobudliwością i niewyparzoną gębą pewnie i u nas bym się łatwo kwalifikował. Problem w tym, że gdyby spojrzeć na &#8220;Chrystusa z karabinem na ramieniu&#8221;, jak na literalny zapis rzeczywistości Trzeciego Świata (tu rozumianego jako Palestyna-Gwatemala-Boliwia-Mozambik), to dla młodego człowieka istnieją tak naprawdę trzy drogi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy gdybym urodził się w Trzecim Świecie byłbym rewolucjonistą? Z moją nadpobudliwością i niewyparzoną gębą pewnie i u nas bym się łatwo kwalifikował. Problem w tym, że gdyby spojrzeć na <strong>&#8220;Chrystusa z karabinem na ramieniu&#8221;</strong>, jak na literalny zapis rzeczywistości Trzeciego Świata (tu rozumianego jako Palestyna-Gwatemala-Boliwia-Mozambik), to dla młodego człowieka istnieją tak naprawdę trzy drogi rozwoju: służba reżimowi (ty tańczysz na kurhanach wrogów), rewolucja (na twoim kurhanie tańczą oprawcy) lub pozornie spokojne życie obok (prawie na pewno dostaniesz po mordzie, a wielce prawdopodobne, że na twoim kurhanie też zatańczą oprawcy). Strasznie to sprostaczone, ale może to dlatego że mam takie poczucie, iż to pierwsza książka Kapuścińskiego, która nie do końca mi odpowiada.</p>
<p><img src="http://merlin.pl/Chrystus-z-karabinem-na-ramieniu_Ryszard-Kapuscinski,images_product,19,978-83-07-03127-9.jpg" alt=""Chrystus z karabinem na ramieniu", Ryszard Kapuściński" /></p>
<p>Kiedyś Kapuściński stwierdził, że aby dobrze oddać rzeczywistość, dla napisania jednego słowa niezbędne jest przeczytanie stu słów w tekstach innych. Aby pisać o świecie, konieczne jest nie tylko obejrzenie go na własne oczy, ale zrozumienie go, poznanie głębiej, dotarcie do samej istoty opisywanego zjawiska. Widać to według mnie doskonale w <strong>&#8220;Chrystusie z karabinem na ramieniu&#8221;</strong>, w którym Cesarz reportażu stara się wyjaśnić czytelnikowi całe tło zjawisk zachodzących na opisywanych terenach. Mnie taka forma reportażu, albo raczej eseju reporterskiego odpowiada, choć tak naprawdę w pełnej skali ujawni się w jego późniejszych książkach. Godzę się tym samym z tym, że prawda przefiltrowana jest przez wrażliwość dostarczyciela obrazów, a co za tym idzie traci na absolutnej wiarygodności. Z drugiej jednak strony, gdyby chcieć absolutnie wiernego opisu rzeczywistości, nienacechowanego emocjami trzeba by stworzyć jakąś nowomowę, a to zabiłoby literaturę faktu.<br />
<span id="more-828"></span><br />
Prawie czterdzieści lat minęło od kiedy Kapuściński napisał o sytuacji Palestyńczyków wygnanych z własnych terenów, a niewiele się w tej materii zmieniło. Naród żyje w większości poza ziemią ojczystą, bieda kwitnie, problem palestyńskiej &#8220;mniejszości&#8221; w ościennych państwach (Jordania) wciąż nie daje spać po nocach rządzącym, a terroryzm to nadal preferowana forma walki. Czterdzieści lat temu reporter stwierdził, że konflikt izraelsko-palestyński będzie trwał bez zewnętrznej interwencji:</p>
<blockquote><p>Jeżeli nie wkroczy świat, tej wojny nie zakończy żadna ze stron. Za dużo nienawiści, za dużo śmierci, zbyt wielka przepaść, zbyt dobra pamięć.</p></blockquote>
<p>Idealnie zdefiniował to, co trzydzieści lat później pod nazwą wojen kresowych i ich dynamiki określi Huntington w <strong>&#8220;Zderzeniu cywilizacji&#8221;</strong>. Dlatego chociażby cenię Kapuścińskiego &#8211; za &#8220;dawanie głosu ubogim&#8221;, ale jednocześnie wyjście poza zamknięte mentalnościowo pudełko tylko jednego możliwego punktu widzenia i spojrzenie na sprawę z góry, z pewnego oddalenia. Tak zwana sprawa palestyńska, to wdzięczny temat dla prezentowania jedynie słusznego poglądu, ale Kapuścińskiemu w moim przekonaniu udaje się tu uniknąć banałów i stawania wyłącznie po jednej stronie. Co zważywszy na okres powstania książki i sympatie geopolityczne łatwe na pewno nie było. W części książki poświęconej Palestynie opisuje fakty i prezentuje rzeczywistość pozbawioną naleciałości, nazwijmy to ideologicznych. Owszem, w zasadzie stoi po stronie Palestyńczyków (jestem gotów to zrozumieć), ale ich nie rozgrzesza.</p>
<p>Dlatego tak ciężko przyjmuję zasadniczą część książki poświęconą sytuacji w Ameryce Łacińskiej (Boliwia i Gwatemala). Z jednej strony wciąż Kapuściński genialnie potrafi uchwycić i wyłuścić kwintesencję autorytaryzmu, jak chociażby w tych słowach:</p>
<blockquote><p>Byłoby ciekawe, gdyby ktoś zbadał, w jakim stopniu światowe systemy masowego przekazu pracują w służbie informacji, a w jakim &#8211; w służbie ciszy i milczenia. Czego jest więcej: tego ci się mówi, czy tego, czego się nie mówi? Można obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie reklamy, ale gdyby obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie utrzymania ciszy? Których byłoby więcej? Jeżeli w Gwatemali nastawiam lokalna radiostację i słyszę tylko piosenki, reklamę piwa oraz jedyną wiadomość ze świata, że w Indiach urodzili się bracia syjamscy, wiem, że ta radiostacja pracuje w służbie ciszy. W służbie ciszy pracują kolejni dyktatorzy tego kraju, ich protektorzy z Miami i Bostonu, lokalna armia i policja&#8230;</p></blockquote>
<p>Z drugiej zaś, co i rusz pojawia się, jednoznacznie emocjonalnie nacechowane, potępianie polityki Stanów Zjednoczonych i imperializmu. Nie od dziś wiadomo, i wiadome to było również w chwili powstawania książki, że już od XIX w. Stany specjalnie traktowały region obu Ameryk, co znajdywało odzwierciedlenie w doktrynie Monroe&#8217;a, potem z uwzględnieniem komunizmu w doktrynie Trumana czy doktrynie powstrzymywania. Wiadomo też przecież, że na poziomie państwa, jednostki nie mają znaczenia i wszelkie narzędzia są podporządkowane celom nadrzędnym. Nie chce przez to idealizować polityki amerykańskiej, bo np. do szewskiej pasji doprowadziło mnie wożenie przez Tomasza Wołka ryngrafu takiemu oprawcy jak Pinochet, ale po lekturze <strong>&#8220;Chrystusa z karabinem na ramieniu&#8221;</strong> mam poczucie, że Kapuściński dając głos ubogim, przekroczył tutaj granicę, która dla mnie osobiście jest ciężka do zaakceptowania, a manifestuje się w tym konkretnym przypadku wyjściem poza status obserwatora i tłumacza oraz wkroczeniem w buty moralizatora. I to z jedynie słusznej strony. Nie wiem, być może była to koncesja poczyniona w stronę cenzora &#8211; nie potrafię na to odpowiedzieć. Wiem, że obniżyło to moją ocenę całości.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/chrystus-z-karabinem-na-ramieniu-ryszard-kapuscinski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;W rajskiej dolinie wśród zielska&#8221;, Jacek Hugo-Bader</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/w-rajskiej-dolinie-wsrod-zielska-jacek-hugo-bader/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/w-rajskiej-dolinie-wsrod-zielska-jacek-hugo-bader/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Jun 2009 20:49:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[reportaż]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=810</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;W rajskiej dolinie wśród zielska&#8221; przeczytałem rok temu, ale dopiero teraz usiadłem, żeby wreszcie spisać moje wrażenia. Musiałem jednak ponownie całość przeczytać, ale okazja tym zacniejsza, że czekam na dostawę najnowszej książki Hugo-Badera z kolejnym zestawem reportaży z postsowieckiej Rosji, &#8220;Biała gorączka&#8221;. Mam taką cichą nadzieję, że to będzie zresztą powrót do czytania. Tak czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>&#8220;W rajskiej dolinie wśród zielska&#8221;</strong> przeczytałem rok temu, ale dopiero teraz usiadłem, żeby wreszcie spisać moje wrażenia. Musiałem jednak ponownie całość przeczytać, ale okazja tym zacniejsza, że czekam na dostawę najnowszej książki Hugo-Badera z kolejnym zestawem reportaży z postsowieckiej Rosji, <strong>&#8220;Biała gorączka&#8221;</strong>. Mam taką cichą nadzieję, że to będzie zresztą powrót do czytania. Tak czy inaczej, jedno nie ulega dla mnie wątpliwości &#8211; <strong>&#8220;Gazeta Wyborcza&#8221;</strong> ma szczęście do znakomitych reportażystów: <a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2007/12/gottland-mariusz-szczygiel/">Szczygieł</a>, <a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?s=jagielski+reporta%C5%BC">Jagielski</a>, Hugo-Bader. Mają inny styl, ale wszyscy są doskonałymi obserwatorami rzeczywistości, a co więcej potrafią ją wyśmienicie opisywać.</p>
<p><img src="http://merlin.pl/W-rajskiej-dolinie-wsrod-zielska_Jacek-Hugo-Bader,images_product,4,83-7337-117-6.jpg" alt=""W rajskiej dolinie wśród zielska", Jacek Hugo-Bader" /></p>
<p>Zanim jeszcze zacząłem poszukiwać tej trudnej do dostania książki, Hugo-Badera pamiętałem z <strong>&#8220;Magazynu Gazety Wyborczej&#8221;</strong>, a zwłaszcza z jego reportaży o podróży koleją transsyberyjską. To wtedy zrodziło się we mnie pragnienie wyprawy tym środkiem lokomocji i zwiedzenia przepastnych obszarów azjatyckiej części Rosji. Z drugiej jednak strony, Rosja, jakkolwiek by nie była fascynująca, jest dla mnie jednak krajem zła, nieczającego się być może w pojedynczych jednostkach, ale głęboko zakodowanego na poziomie społeczeństwa, krajem, który najlepiej by było, gdyby nie istniał, tak wiele złego wyrządził na poziomie pojedynczego człowieka, jak też i całych grup. Tym niemniej w tych dwóch sprzecznościach można chyba znaleźć coś fascynującego, co nie pozwala się od Rosji uwolnić, a najlepszym przykładem na to jest przecież sam Hugo-Bader, powracający do postsowietów od kilkunastu lat (reportaże ze zbioru <strong>&#8220;W rajskiej dolinie wśród zielska&#8221;</strong> powstawały na przestrzeni 8-9 lat).<br />
<span id="more-810"></span><br />
Co prawda na początku napisałem, że Szczygieł i Hugo-Bader mają różne style, ale na swój sposób <strong>&#8220;Gottland&#8221;</strong> i <strong>&#8220;W rajskiej dolinie&#8230;&#8221;</strong> są bardzo do siebie podobne. Obie opisują społeczeństwo żyjące przez lata w zakłamaniu i strachu, niegotowe do zaakceptowania zmian nawet pomimo upadku poprzedniego, represyjnego systemu. To wprost przerażające, jak bardzo <em>homo sovieticus</em> nie chciał dopuścić do siebie prawdy o świecie, jak głęboko chował chęć życia w normalności, jak unikał jakichkolwiek form &#8220;buntu&#8221; (vide przyszły generał, specjalista od radiolokacji, który stacjonując w NRD przerobił telewizor tak by było możliwe odbieranie zachodnioniemieckich kanałów TV). Hugo-Bader doskonale zakończył reportaż o gen. Lebiedziu, który utrzymywał, że jako młody chłopak widział pacyfikację robotniczej demonstracji w Nowoczerkasku &#8211; po latach od upadku systemu, nawet ludzie na eksponowanych stanowiskach nie potrafili do siebie dopuścić prawdy o własnej przeszłości, mitologizowali ją nawet na tak niskim poziomie. A wszystko powodowane było być może genetycznie już zakodowanym strachem przed ludźmi stojącymi wyżej w hierarchii. Ruski człowiek od zawsze bity po pysku przez władzę zwierzchnią, krótko trzymany, przyzwyczaił się do potulności, akceptowania bylejakości, bo:</p>
<blockquote><p>dla ludzi naczalstwo było straszniejsze od śmierci. Oni czyli naczalstwo, też się bali zadzwonić do Moskwy. Każdy ma swoje naczalstwo i się go boi. Ot, radziecka psychologia.</p></blockquote>
<p>Nie wiem ile lat, dziesiątków lat, setek lat, musi minąć, zanim na zgliszczach najpierw carskiej Rosji, a potem ZSRR, wyrośnie społeczeństwo prawdziwie wolne od strachu, samodzielnie myślące, nowoczesne, akceptujące innych i jednocześnie nieakceptujące chaosu, bałaganu, brudu i korupcji. Takie książki jak <strong>&#8220;W rajskiej dolinie wśród zielska&#8221;</strong> raczej nie nastrajają optymistycznie, ale napisane są w taki sposób, że nie sposób się im oprzeć, i nie sposób przejść wokół nich obojętnie. Zazdroszczę Hugo-Baderowi tego, że zjeździł byłe ZSRR wzdłuż i wszerz i podziwiam go za to, że potrafił taką krainę pokochać, ale to jest chyba tak jak w tym stwierdzeniu, które pada w jednym z reportaży:</p>
<blockquote><p>(&#8230;) Rosja to taki kraj, który jak wciągnie, to już nie odpuści. Że jak cię zauroczy, to już nie będziesz mógł wyjechać.</p></blockquote>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/06/w-rajskiej-dolinie-wsrod-zielska-jacek-hugo-bader/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Samo ostrze&#8221;, Joe Abercrombie</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/03/samo-ostrze-joe-abercrombie/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/03/samo-ostrze-joe-abercrombie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Mar 2009 15:29:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[Abercrombie]]></category>
		<category><![CDATA[fantasy]]></category>
		<category><![CDATA[trylogia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=773</guid>
		<description><![CDATA[Po lekturze &#8220;Samego ostrza&#8221;, moje priorytety czytelnicze uległy pewnemu przeszacowaniu. Na pewno nie będę się spieszył z zerknięciem do drugiego tomu trylogii &#8220;Pierwsze prawo&#8221;, czyli &#8220;Before They Are Hanged&#8221;. Skończone właśnie &#8220;Samo ostrze&#8221;, absolutnie nie zaostrzyło wystarczająco moich apetytów, bo nie jest to żadna rewelacja. Ot, książka, która powinna być dzisiaj standardem, ale nie wyznacznikiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po lekturze <strong>&#8220;Samego ostrza&#8221;</strong>, moje priorytety czytelnicze uległy pewnemu przeszacowaniu. Na pewno nie będę się spieszył z zerknięciem do drugiego tomu trylogii <strong>&#8220;Pierwsze prawo&#8221;</strong>, czyli <strong>&#8220;Before They Are Hanged&#8221;</strong>. Skończone właśnie <strong>&#8220;Samo ostrze&#8221;</strong>, absolutnie nie zaostrzyło wystarczająco moich apetytów, bo nie jest to żadna rewelacja. Ot, książka, która powinna być dzisiaj standardem, ale nie wyznacznikiem nowej jakości.</p>
<p><img src="http://farm4.static.flickr.com/3374/3319440016_1b538c8959_m.jpg" alt=""Samo ostrze", Joe Abercrombie" /></p>
<p>W zasadzie wszystko jest tu takie same, jak w każdej typowej dla tego gatunku powieści. Gdzieś w środku świata<sup>[<a href="#footnote-1-773" id="footnote-link-1-773" title="Zobacz przypis.">1</a>]</sup>istnieje sobie Unia. Państwo, które czasu świetności ma raczej za sobą, choć usilnie stara się przekonać świat i samo siebie, że jest inaczej. Unia ta już wkrótce znajdzie się w stanie wojny nie tylko z groźnym, dzikim i nieobliczalnym sąsiadem z północy, ale także z ekspansjonistycznie nastawionym starym wrogiem z południa. I jakby tego było mało, o władzę nad samą Unią, toczy się permanentna zakulisowa walka wśród najważniejszych dostojników królestwa, w którym monarcha jest stetryczałą, zaślinioną i ubezwłasnowolnioną marionetką.<br />
<span id="more-773"></span><br />
I jak to zwykle w takich <del>sytuacjach</del>książkach bywa, pojawia się szansa na ratunek, chociaż mglista i bardzo tajemnicza. Zanosi się na to, że zbawcą ma szansę zostać, mityczny niemal Mag (w zasadzie Pierwszy z Magów, Bayaz), który gromadzi drużynę przeznaczoną do walki ze Złem. Pod tym względem, <strong>&#8220;Samo ostrze&#8221;</strong> jest, nieznośnie wręcz, oklepane i banalne. Trochę lepiej wygląda kwestia głównych członków tworzonej Drużyny. Otóż w jej skład wchodzi barbarzyńca, Logen Dziewięciopalcy, który swoją dojrzałością i rozsądkiem zawstydzić by mógł niejednego przedstawiciela cywilizacji; dandys, lekkoduch i arystokrata Luthar; wspomniany wcześniej, pełen tajemnic Bayaz plus bliżej jeszcze nie określona, ale nie mniej zagadkowa kobieta imieniem Ferro, w której Mag upatruje szczególnych zdolności.</p>
<p>W zasadzie są to typowe charaktery z banalnych powieści fantasy, którym jednak Abercrombie nadał, w miarę unikalny, sznyt, na plus wyróżniający spośród całego morza klisz. Co i rusz okazuje się, że pierwsze wrażenia mogą w stosunku do nich być złudne, a ujawniane stopniowo szczegóły, dodają im smaczku. Nie będę zapewne oryginalny jeśli stwierdzę, że najlepszym bohaterem ze wszystkich (choć nie członek powstałej drużyny, przynajmniej na razie), jest zbolały inkwizytor Glokta, mający z racji swych przeżyć, pełne prawo do cynicznego stosunku do życia i otaczającej go rzeczywistości. Przypuszczam, że ten cynizm czyni go tak interesującym.</p>
<p>I to tak naprawdę w moich oczach jedyny plus powieści &#8211; tajemniczość i niejednoznaczność postaci. Szkoda, że coś co dzisiaj powinno być już standardem, wciąż traktuje się jako wyróżnik w morzu banalnych, eskapistycznych tekstów. Być może potrzeba jeszcze trochę czasu, by zmiana pokoleniowa przyniosła prawdziwą i stałą przemianę gatunku. </p>
<p>Niestety, poza konstrukcją postaci, książka nie daje satysfakcji w warstwie fabularnej. <strong>&#8220;Samo ostrze&#8221;</strong> bazuje na utartym schemacie i zbieraniu Drużyny do ambitnego i groźnego <em>questu</em>, którego wypełnienie przyniesie światu ocalenie. W połączeniu z ciekawymi postaciami, można by się jednak było wyzwolić z tych nieszczęsnych gatunkowych ograniczeń, gdyby dobrze skonstruowana była część związana z akcją. Tymczasem całość powieści to albo długie przedstawienie postaci, albo niebywale powolne zawiązywanie zarysu jakiejś akcji. Zazwyczaj bywało chociaż tak, że przynajmniej na ostatnich stronach powieści, nawet jeśli była częścią składową większej całości, toczyła się wartka akcja, kończąca się rozwiązaniem pewnych wątków lub też interesującym cliffhangerem. U Abercrombiego blisko sześćset stron to wstęp i tylko wstęp. Autor lubi przywoływać George&#8217;a R.R. Martina jako swoją inspirację. Cóż, Martin, choć przechodzi ciężki, kilkuletni już kryzys twórczy, potrafi konstruować dobrą, wielowątkową fabułę, pełną zmyłek i zwrotów akcji. Abercrombie w <strong>&#8220;Samym ostrzu&#8221;</strong> pod tym względem nawet do pięt mu nie dorasta.</p>
<p>Powieść nie przynosi rewolucji, co gorsza nie przynosi satysfakcji i nie robi smaku na dalszy ciąg. A to już, w moim przekonaniu, porażka. Joe Abercrombie, bazując na moich obserwacjach, to zdecydowanie lepszy partner do dyskusji na forum internetowym, niż pisarz, którego kolejnej książki wyczekiwałbym z niecierpliwością.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/></p>
<br /><ol class="footnotes"><li id="footnote-1-773">tak mniemam, bo co i rusz słychać o tym, że na południu i północy coś się dzieje, a nawet gdzieś stało napisane, że Adua zbudowana została dokładnie pośrodku świata. Trudno jednak to potwierdzić, bo brak jakiejkolwiek mapy &#8211; i to akurat dla fantasy typowe nie jest  [<a href="#footnote-link-1-773">↩</a>]</li></ol>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/03/samo-ostrze-joe-abercrombie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Tajemna historia Moskwy&#8221;, Ekaterina Sedia</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/02/tajemna-historia-moskwy-ekaterina-sedia/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/02/tajemna-historia-moskwy-ekaterina-sedia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Feb 2009 16:05:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[urban fantasy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=741</guid>
		<description><![CDATA[Niezbyt wesoła powieść napisana przez Rosjankę, o Rosjanach, z akcją umieszczoną w Rosji. Nic zatem dziwnego, że trudno by niosła ze sobą radosne treści. &#8220;Tajemna historia Moskwy&#8221; Ekateriny Sedii nie dorasta &#8220;Nigdziebądź&#8221; Gaimana, mało tego, w moim przekonaniu słabsza jest także od naszej polskiej &#8220;Herbaty z kwiatem paproci&#8221; Studniarka. W zasadzie jakby się zastanowić, nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niezbyt wesoła powieść napisana przez Rosjankę, o Rosjanach, z akcją umieszczoną w Rosji. Nic zatem dziwnego, że trudno by niosła ze sobą radosne treści. <strong>&#8220;Tajemna historia Moskwy&#8221;</strong> Ekateriny Sedii nie dorasta <strong>&#8220;Nigdziebądź&#8221;</strong> Gaimana, mało tego, w moim przekonaniu słabsza jest także od naszej polskiej <strong>&#8220;Herbaty z kwiatem paproci&#8221;</strong> Studniarka. W zasadzie jakby się zastanowić, nie jest to nic specjalnego.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3100/3197474222_91c44aec64_m.jpg" alt=""Tajemna historia Moskwy", Ekaterina Sedia" /></p>
<p>Oczywiście każda z tych książek ma zuepłnie inny wydźwięk i nastrój, od zabawnego, groteskowo makabrycznego momentami, <strong>&#8220;Nigdziebądź&#8221;</strong>, przez wypośrodkowaną <strong>&#8220;Herbatę&#8230;&#8221;</strong>, do dołującej <strong>&#8220;Tajemnej historii Moskwy&#8221;</strong>. Bo w Moskwie lub też pod nią albo gdzieś obok niej, istnieje drugi świat, matecznik istot przegranych, które będąc starymi bóstwami musiały ustąpić nowym lub też odrzucone przez świat powierzchniowy, wybrały wieczne życie poza czasem. Tam też szybko przenosi się akcja powieści Sedii, w której główną osią jest poszukiwanie przez chorą na schizofrenię Galinę, jej siostry Maszy, zamienionej, przez jakąś złą siłę, w kawkę. Dołącza do niej dwójka innych bohaterów odtrąconych przez świat na powierzchni i razem wyruszają wyjaśnić tajemnicę zniknięcia Maszy, a wraz z nią rosnącej liczby innych mieszkańców Moskwy.<br />
<span id="more-741"></span><br />
Na dobrą sprawę, mam trudność z nazywaniem <strong>&#8220;Tajemnej historii Moskwy&#8221;</strong> powieścią, bo tak w zasadzie, to zlepek scen z bohaterami rosyjskich baśni i podań ludowych, z lekka tylko spojonych osią fabularną, czyli poszukiwaniem Maszy. I to stanie autorki w rozkroku, pomiędzy zbiorem opowiadań, a spójną powieścią, zdecydowanie całości nie służy. Poszczególne rozdziały mogłyby swobodnie funkcjonować jako samodzielne opowiadania i jako takie bardzo dobrze spełniałyby swoją rolę. Ba, może nawet warto było zamiast na siłę tworzyć powieść, opublikować zbiór tematycznie powiązanych opowiadań, tekstów złączonych wspólnym motywem okrutnych doświadczeń powodowanych przez niełatwą historię Moskwy i narodów Rosji. Historia Maszy, a w zasadzie jej siostry, jest bowiem niczym w zestawieniu z życiem żony dekabrysty, Anglika, który miał nieszczęście trafić do Moskwy w niewłaściwym momencie historii (jak gdyby w historii Rosji był kiedykolwiek jakiś &#8220;właściwy&#8221; moment), Cyganki czy żydów, którym nie dane było zaznać w Rosji spokoju i zrozumienia.</p>
<p>Nagromadzenie tego przygnębienia po krótkim czasie wywołało we mnie niechęć, bo pomijając samą kwestię pokazania jaka to Moskwa potrafi być dla niewinnych niesprawiedliwa, niczemu się nie przysłuża. Są książki dołujące, doprowadzające niemal do depresji, ale są też takie, które snują się bez celu, dla pozoru ważności przedstawiając losy ludzi niezasłużenie pokaranych przez los. I właśnie taka jest <strong>&#8220;Tajemna historia Moskwy&#8221;</strong>, powieść o życiowych rozbitkach, których Sedii jest żal. Ja natomiast mam ich dość; dość użalania się nad sobą, nad losem, nad okrucieństwem Moskwy Nad i ogólnej niesprawiedliwości świata. Bo poirytowanie na tą miałkość rzekomej powieści doprowadziło mnie do satysfakcji z losu tych nieudaczników. Widać taka już Moskwa i Rosja są.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.half.gif' alt='&frac12;'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2009/02/tajemna-historia-moskwy-ekaterina-sedia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Steampunk&#8221;, Ann Vandermeer, Jeff Vandermeer (red.)</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/steampunk-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/steampunk-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Dec 2008 14:01:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura w sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[audiobooki]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[steampunk]]></category>
		<category><![CDATA[vandermeer]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=485</guid>
		<description><![CDATA[Być może nie tak ambitny projekt jak wydana niemal równolegle antologia &#8220;The New Weird&#8221; pod redakcją tegoż samego małżeństwa, ale co najmniej równie interesujący. Moje doświadczenia ze steampunkiem były do tej pory minimalne, tym bardziej się cieszę, że za jednym zamachem poznałem jego przekrój. I choć &#8220;Steampunk&#8221; nie jest tak logicznie usystematyzowany jak &#8220;The New [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Być może nie tak ambitny projekt jak wydana niemal równolegle antologia <strong><a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/the-new-weird-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/">&#8220;The New Weird&#8221;</a></strong> pod redakcją tegoż samego małżeństwa, ale co najmniej równie interesujący. Moje doświadczenia ze <em>steampunkiem</em> były do tej pory minimalne, tym bardziej się cieszę, że za jednym zamachem poznałem jego przekrój.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3233/3144325397_fe12b4ed03_m.jpg" alt=""Steampunk", Ann Vandermeer, Jeff Vandermeer" /></p>
<p>I choć <strong>&#8220;Steampunk&#8221;</strong> nie jest tak logicznie usystematyzowany jak <strong>&#8220;The New Weird&#8221;</strong>, to nie zabrakło krótkich esejów pokazujących źródła gatunku (w XIX-wiecznej literaturze wagonowej &#8211; ha!), ale także pokazujących jego obecność w pop-kulturze i komiksie (tutaj wydzielonym z pop kultury). Sam <em>steampunk</em> z racji wieloletniej już obecności nie ma potrzeby takiego zdefiniowania, jak próbowano to uczynić w <strong>&#8220;The New Weird&#8221;</strong>, a i rdzeń jest w końcu w miarę łatwy do określenia (w końcu para dominuje), więc i nie było potrzeby dzielenia antologii na takie części. Grunt, że udało się tak dobrać teksty, że pokazano na czym opiera się gatunek, a jednocześnie redaktorzy ukazali zróżnicowanie stylistyczne twórców, jak i szeroki zakres ich zainteresowań.<br />
<span id="more-485"></span><br />
Tym razem <em>na szczęście</em>, otrzymujemy tylko jeden fragment powieści, zaledwie kilkustronicowy (<strong>&#8220;The Warlord of the Air&#8221;</strong> Moorcocka), co <em>na szczęście</em> nie powoduje już takiego dysonansu jak w antologii <strong>&#8220;The New Weird&#8221;</strong>. Na <em>nieszczęście</em> jednak, fragment choć krótki, jest bardzo widowiskowy i rozbudził we mnie chęć posiadania prezentowanej powieści &#8211; pytanie tylko, czy całość będzie tego warta? Jak to z fragmentami bywa, nigdy nic nie wiadomo.</p>
<p>Spora część tekstów, jakby je odnieść do szkolnych porównań z lekcji języka polskiego, ma w sobie sporo z pozytywizmu, z wiary w potęgę ludzkiego umysłu, ale i obaw przed konsekwencjami dokonań ludzkich, które choć przynosząc postęp, pociągają za sobą określone skutki. Takie jest <strong>&#8220;Lord Kelvin&#8217;s Machine&#8221;</strong> Blaylocke&#8217;a, takie są <strong>&#8220;A Sun in the Attic&#8221;</strong> Gentle, <strong>&#8220;The God-Clown is Near&#8221;</strong> Lake&#8217;a, <strong>&#8220;72 litery&#8221;</strong> Chianga (tekst znany u nas chociażby ze zbioru <strong><a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2006/06/historia-twojego-zycia-ted-chiang/">&#8220;Historia twojego życia&#8221;</a></strong>), <strong>&#8220;Minutes of the Last Meeting&#8221;</strong> Chapmana.</p>
<p>Chociaż nie ma tutaj tekstów, które uznałbym za ewidentnie słabe, to od całości odstawały opowiadanie Chabona, które dla mnie było jednak albo ukończone w niewłaściwym miejscu, albo mogłoby stanowić wstęp do czegoś większego &#8211; w takiej postaci, zdecydowanie <em>in minus</em> od reszty, podobnie jak <strong>&#8220;Reflected Light&#8221;</strong> Pollack. W ogóle dyskusyjne czy to jeszcze opowiadanie, czy trochę fabularyzowany esej polityczny.</p>
<p>Ale oprócz poważniejszych tonów, trafiły do tej antologii także teksty mniej poważne, zabawniejsze, z rodzaju <em>tribute to&#8230;</em>. Pierwszy to, mocno zainspirowany <strong>&#8220;Wokół Księżyca&#8221;</strong> Verne&#8217;a, <strong>&#8220;The Selene Garndening Society&#8221;</strong> &#8211; tekst niedorzeczny od strony naukowej, ale przeuroczy, z ostatnim zdaniem wywołującym eksplozję śmiechu. Drugi, to przypadek bardziej skomplikowany, bo jego odbiór jest chyba bezwzględnie determinowany krótkim wprowadzeniem przed opowiadaniem. Otóż <strong>&#8220;The Steam Man of the Prairie and the Dark Rider Get Down: A Dime Novel&#8221;</strong> Lansdale&#8217;a jest (<em>bardzo</em>) specyficznym hołdem złożonym dziewiętnastowiecznym źródłom <em>steampunku</em>, czyli literaturze wagonowej. I to jak się to opowiadanie przyjmie, musi być tym zastrzeżeniem obwarowane, bo z pozoru nie jest tak źle. Bohater wellsowskiego <strong>&#8220;Wehikułu czasu&#8221;</strong> swoimi podróżami naruszył czasoprzestrzeń, co powoduje narastanie coraz to poważniejszych konsekwencji. Problem w tym, że to tylko punkt wyjścia, do niebywale, ale naprawdę niebywale kiczowatego opowiadania, z nagromadzeniem bardzo obrazowej przemocy i wulgarnego seksu. I tylko mając świadomość tego skąd i dlaczego jest taka treść tego tekstu, można się bawić.</p>
<p>Opowiadanie MacLeoda to dowód na to, że odbiór pisarza i ewentualne zrażenie się do niego, zależy tylko od rozpoczęcia lektury od tego właściwego dzieła. Gdybym ponownie miał rozpoczynać swoją z nim przygodę, i gdyby ktoś dał mi wybór dwóch utworów (<strong>&#8220;The Giving Mouth&#8221;</strong> vs. <strong><a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2006/07/wieki-swiatla-ian-r-macleod/">&#8220;Wieki światła&#8221;</a></strong>), wiem z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że tylko po tymże opowiadaniu, więcej po MacLeoda bym nie sięgał. A przecież to nie jest złe opowiadanie, ba, skłonny byłbym nawet stwierdzić, że należy do najlepszych z tego tomiku, a już na pewno pod względem literackim, tyle że jako steampunkowa baśń, dodatkowo jeszcze obnaża naczelną chyba cechę pisarstwa MacLeoda &#8211; nieśpieszny rytm i hipnotyzowanie słowem. W obu powieściach z eterem w tle sprawdzało się to bardzo dobrze, tutaj zbyt wyróżnia się z tła i może być trudne do przełknięcia. I przez tą nieporównywalność do innych, można odnieść negatywne wrażenie.</p>
<p>Są tutaj i teksty poważniejsze, i humorystyczne, i takie, które chciałbym uznać ze esencję <em>steampunku</em>, a także takie z pogranicza, gdzie wiek pary jest tylko dyskretnym tłem. Reasumując, jeśli ktoś poszukuje takiej jednorazowej dawki literatury, by w pigułce poznać czym ten nurt/podgatunek jest &#8211; <strong>&#8220;Steampunk&#8221;</strong> pod redakcją Vandermeerów spełnia, moim zdaniem, swoją rolę znakomicie.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.half.gif' alt='&frac12;'/></p>
<p>PS. Nie ma co prawda udostępnianych w sieci tekstów, ale znalazłem nagranie opowiadania <strong>&#8220;Victoria&#8221;</strong> Paula di Filippo (przesympatyczne i w ogóle bardzo, bardzo fajne, o czym chyba nie napisałem &#8211; di Filippo trzeba będzie czegoś jeszcze poszukać). Audiobooki zyskują na popularności (sam ostatnio w samochodzie sporo ich słucham), więc dlaczego nie spróbować?<br />
<a href="http://steampod.org/2008/06/episode-2-victoria-by-paul-di-filippo-part-1-of-4/">Część 1</a><br />
<a href="http://steampod.org/2008/07/steampod-episode-3-victoria/">Część 2</a><br />
<a href="http://steampod.org/2008/07/episode-5-victoria-part-4/">Część 3</a><br />
<a href="http://steampod.org/2008/08/steampod-episode-6-victoria/">Część 4</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/steampunk-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Magia dla początkujących&#8221;, Kelly Link</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/magia-dla-poczatkujacych-kelly-link/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/magia-dla-poczatkujacych-kelly-link/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Dec 2008 23:07:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura w sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[ebook]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=443</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy skończyłem ten zbiorek opowiadań przyznałem mu w myślach pewną subiektywną ocenę. Niską. I teraz kiedy zabrałem się za spisanie tego, co o wydanych w Polsce tekstach Link myślę, opinię zmieniłem znacząco. Bo z prozą Kelly Link chyba jest tak, że trzeba trochę czasu na jej przetrawienie, czasu by uświadomić sobie o czym ona tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy skończyłem ten zbiorek opowiadań przyznałem mu w myślach pewną subiektywną ocenę. Niską. I teraz kiedy zabrałem się za spisanie tego, co o wydanych w Polsce tekstach Link myślę, opinię zmieniłem znacząco. Bo z prozą Kelly Link chyba jest tak, że trzeba trochę czasu na jej przetrawienie, czasu by uświadomić sobie o czym ona tak naprawdę pisze, czasu by wsiąkła w świadomość.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3195/3127325453_5f01f6f712_m.jpg" alt=""Magia dla początkujących", Kelly Link" /></p>
<p><strong>&#8220;Magia dla początkujących&#8221;</strong> to tak naprawdę drugi zbiór opowiadań Kelly Link, po niewydanym w Polsce <a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2006/05/stranger-things-happen-kelly-link/"><strong>&#8220;Stranger Things Happen&#8221;</strong></a>. I równie dobry, choć jednocześnie trochę inny. Link wciąż posługuje się tą samą stylistyką, jest równie oszczędna w słowach, każąc się więcej domyślać lub <em>dowyobrażać</em>, niż podając czytelnikowi wprost, ale wrażenie pozostaje równie silne.<br />
<span id="more-443"></span><br />
W <strong>&#8220;Stranger Things Happen&#8221;</strong> sporo tekstów bazowało na mniej lub bardziej u nas znanych klasycznych baśniach i bajkach, a w <strong>&#8220;Magii dla początkujących&#8221;</strong> (zbiorku) od tego autorka odchodzi, choć całkowicie nie porzuca. Jeśli chciała udowodnić, że potrafi zrobić krok naprzód, to wyszło jej to bardzo dobrze i doskonale wróży na przyszłość. Podobnie jednak jak w poprzednim tomiku opowiadań, elementy nadnaturalne są tylko narzędziem do tego, by w pewien alegoryczny sposób opowiedzieć o codziennych problemach. Bez fantastyki można byłoby o nich powiedzieć coś równie sprawnie, ale&#8230; ale to nie byłoby już to samo. Doskonały przykład realizmu magicznego.</p>
<p>To co w prozie Link uderza, to wykorzystanie młodych bohaterów. Większość z jej postaci, to dzieci lub młodzież, jak gdyby tylko przez nich świat dało się opisać wykorzystując nadnaturalność. A przecież Link pisze także o tym, co dotyka dorosłych.</p>
<p>Nie wiem czy w <strong>&#8220;Magii dla początkujących&#8221;</strong> są słabe teksty. Na pewno dla mnie bardzo problematyczna &#8211; z powodu swej surrealistycznej formy &#8211; była <strong>&#8220;Armata&#8221;</strong>. Jedyny tekst, która całkowicie do mnie nie trafił i którego nic a nic nie zrozumiałem. Pocieszam się za to tym, że przeczytałem takie perełki jak opowiadanie tytułowe, o szaleńczym, fanowskim uwielbieniu serialu telewizyjnego, ale też o rodzinnych kłopotach i pierwszych miłościach (jak ona to wszystko tam zmieściła&#8230;), albo <strong>&#8220;Magiczna torebka&#8221;</strong>, cudownie przywracająca dzieciństwo<sup>[<a href="#footnote-1-443" id="footnote-link-1-443" title="Zobacz przypis.">1</a>]</sup>, czy chociażby zaskakujące studium szaleństwa, czyli <strong>&#8220;Plany awaryjne na wypadek ataku zombie&#8221;</strong>.</p>
<p>Jednego można być pewnym &#8211; to dziwna proza, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale może po pewnym czasie coś się przypomni, coś &#8220;zaskoczy&#8221; i koniec końców ten kto po Kelly Link sięgnie, nie będzie żałował.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/></p>
<p>PS. Zbiorek jest bezpłatnie udostępniany przez autorkę w wersji oryginalnej, pod <a href="http://lcrw.net/kellylink/mfb/index.htm">tym adresem</a>. Co prawda jest okrojony o dwa opowiadania, tytułowe <strong>&#8220;Magia dla początkujących&#8221;</strong> oraz <strong>&#8220;Czarodziejska torebka&#8221;</strong>, ale to ostatnie i tak można znaleźć w sieci <a href="http://www.lcrw.net/fictionplus/link-handbag.htm">tutaj</a>.</p>
<br /><ol class="footnotes"><li id="footnote-1-443">miałem od razu skojarzenie z dwoma świetnymi tekstami o cudownych latach dzieciństwa &#8211; <strong>&#8220;Tramwaj&#8221;</strong> Bradbury&#8217;ego i <strong>&#8220;A Night in the Tropics&#8221;</strong> Jeffreya Forda.  [<a href="#footnote-link-1-443">↩</a>]</li></ol>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/magia-dla-poczatkujacych-kelly-link/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;The New Weird&#8221;, Ann Vandermeer, Jeff Vandermeer (red.)</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/the-new-weird-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/the-new-weird-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Dec 2008 15:26:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura w sieci]]></category>
		<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[New Weird]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[vandermeer]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=401</guid>
		<description><![CDATA[Chociaż nie w pełni usatysfakcjonowany, jestem koniec końców (po długiej lekturze) zadowolony, że w moje ręce trafiła antologia pod redakcją małżeństwa Vandermeerów. Z jednej strony liczyłem na interesujące literackie przeżycia, które zapewnić mieli przedstawiciele nurtu w fantastyce, uważanego za jedno z najciekawszych zjawisk ostatnich lat. Z drugiej strony, chciałem się czegoś o tymże nurcie dowiedzieć, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chociaż nie w pełni usatysfakcjonowany, jestem koniec końców (po długiej lekturze) zadowolony, że w moje ręce trafiła antologia pod redakcją małżeństwa Vandermeerów. Z jednej strony liczyłem na interesujące literackie przeżycia, które zapewnić mieli przedstawiciele nurtu w fantastyce, uważanego za jedno z najciekawszych zjawisk ostatnich lat. Z drugiej strony, chciałem się czegoś o tymże nurcie dowiedzieć, co wykraczałoby poza zwykłe teksty literackie.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3109/3125380614_a405398238_m.jpg" alt=""The New Weird", Ann Vandermeer, Jeff Vandermeer" /></p>
<p>Antologia pod redakcją małżeństwa Vandermeerów to pierwsza próba całościowego zdefiniowania gatunku/nurtu<sup>[<a href="#footnote-1-401" id="footnote-link-1-401" title="Zobacz przypis.">1</a>]</sup>, pokazania jego głównych twórców i ich zróżnicowanych dzieł, być może próba (kompletnie jednak według mnie nieudana, nie z przyczyny edytorów co prawda), pokazania tego co New Weird chce powiedzieć. I choć w przeważającej mierze, <strong>&#8220;The New Weird&#8221;</strong> jest oparte na tekstach już dawno opublikowanych, to doceniam ogromną ilość pracy jaką redaktorzy musieli włożyć w tak profesjonalnie skonstruowaną antologię. Bo całość ustrukturyzowana jest bardzo interesująco i obejmuje cztery zasadnicze bloki: Stimuli, Evidence, Symposium oraz Laboratory. Pierwszy z nich, <em>Stimuli</em>, to prezentacja tekstów kilku autorów, uważanych za twórców bądź też prekursorów nurtu, po to by pokazać jego korzenie (chociaż tekstu Moorcocka za diabły nie udaje mi się wpasować w ramy tego, co dzisiaj nazywa się <em>new weird</em>). Na pewno za to tekst Harrisona zaostrzył moje apetyty na, planowane przez Maga na 2009 rok, wydanie <strong>&#8220;Viriconium&#8221;</strong>. Ogólnie rzecz biorąc, inspiracje dają radę.<br />
<span id="more-401"></span><br />
<em>Evidence</em> przynosi z kolei prezentację opowiadań oraz (niestety) fragmentów powieści autorów młodszych, którzy stanowili o sile zjawiska kilka lat temu i których de facto uważa się za najbardziej prominentnych i głośnych reprezentantów <em>new weird</em>. Tą część otwiera opowiadanie <strong>&#8220;Jack&#8221;</strong> Chiny Mieville&#8217;a i muszę przyznać, że zaskakująco ma (w przeciwieństwie do jego powieści) sens. Ta część jest zaskakująco niezbalansowana, bo po jednej stronie stoją dobre <strong>&#8220;Jack&#8221;</strong> Mieville&#8217;a, <strong>&#8220;Immolation&#8221;</strong> Thomasa, <strong>&#8220;Lizard of Ooze&#8221;</strong> Lake&#8217;a, <strong>&#8220;The Gutter Sees the Light That Never Shines&#8221;</strong>, no i wyśmienite <strong>&#8220;The Art of Dying&#8221;</strong> K.J. Bishop (w którym można rozpoznać pierwowzór bohatera <strong>&#8220;Akwaforty&#8221;</strong>) oraz <strong>&#8220;At Reparata&#8221;</strong> (cudownie optymistyczne &#8211; wręcz <em>antynewweirdowskie</em>), a z drugiej całkowicie ulotny (i dla mnie przynajmniej niezrozumiały i graniczący z bezsensem) <strong>&#8220;Watson&#8217;s Boy&#8221;</strong>) czy dwa fragmenty powieści Krohn oraz Swainston. Zwłaszcza umieszczanie tych dwóch ostatnich tekstów jest według mnie wielce dyskusyjne, bo czyż może cokolwiek wnieść wartościowego? To trochę tak jak lizanie ciastka przez wystawę sklepu.</p>
<p>Trzeci blok, to przynajmniej jeśli o mnie chodzi, najciekawsza część antologii &#8211; <em>Symposium</em>, złożone z jednej strony z zapisu internetowej dyskusji samych autorów, o tym czym według nich samych jest tenże nurt i jak go zdefiniować oraz kilka esejów. Można się spierać o to, czy, podobnie jak w przypadku fragmentów powieści, jest sens wkładać do antologii coś takiego jak dyskusja z forum dyskusyjnego, ale tutaj jest to doskonale uzasadnione całą (bardzo spójną) koncepcją antologii i celem, któremu ma ona służyć. Największym rozczarowaniem tej części książki były dla mnie wypowiedzi kilku europejskich edytorów, w tym Konrada Walewskiego.</p>
<p>Ostatnia część to eksperyment (i jak każdy eksperyment niesie ze sobą ryzyko niepowodzenia) &#8211; <em>Laboratory</em> to tak naprawdę zabawa słowem, w której nowe głosy poproszono o twórcze rozwinięcie fragmentu tekstu. Brak w tym, podzielonym siłą rzeczy na podrozdziały, opowiadaniu sensu i jakiejś przewodniej myśli, ale czegóż się spodziewać po tekście, który tworzyło siedniu autorów? No, poza tym, że jest stylistycznie niebywale zróżnicowany, co, podobnie jak cała antologia, pokazuje, że new weird ma wiele różnych oblicz, niezależnie od tego, co twierdzi ukuta przez edytorów definicja:</p>
<blockquote><p>New Weird is a type of urban, secondary-world fiction that subverts the romanticized ideas about place found in traditional fantasy, largely by choosing realistic, complex real-world models as the jumping off point for creation of settings that may combine elements of both science fiction and fantasy. New Weird has a visceral, in-the-moment quality that often uses elements of surreal or transgressive horror for its tone, style, and effects– in combination with the stimulus of influence from New Wave writers or their proxies (including also such forebears as Mervyn Peake and the French/ English Decadents). New Weird fictions are acutely aware of the modern world, even if in disguise, but not always overtly political. As part of this awareness of the modern world, New Weird relies for its visionary power on a “surrender to the weird” that isn’t, for example, hermetically sealed in a haunted house on the moors or in a cave in Antarctica. The “surrender” (or “belief”) of the writer can take many forms, some of them even involving the use of postmodern techniques that do not undermine the surface reality of the text.</p></blockquote>
<p>Jestem zwolennikiem upraszczania spraw, więc tak długa definicja niemal <em>z definicji</em>, jest dla mnie niejako bełkotem i próbą zaciemnienia stanu faktycznego. Najsmutniejsze jednak jest dla mnie to, że o ile zgadzam się co do środków wyrazu (które określiłbym wręcz hiperbarokową orgią potworności), to nie widzę w tymże nurcie jakiegokolwiek sensu lub myśli przewodniej. Nie wiem tak naprawdę, co autorzy chcą czytelnikom przekazać, a w większości przypadków mam wrażenie, że brak jakiegokolwiek przesłania jest skrywany za zasłoną kontestacji tradycyjnej, tolkienopodobnej fantasy.</p>
<p>Tak czy inaczej, można sobie tylko życzyć, by takich antologii pojawiało się więcej (na autorskie polskie raczej jednak nie liczę &#8211; była jedna raczej nieudana próba kilka lat temu &#8211; <strong>&#8220;PL+50&#8243;</strong>), bo skala projektu, jego drobiazgowość i logiczna konstrukcja zasługują na powtórzenie.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.empty.gif' alt=''/></p>
<p>PS. Trochę z tych tekstów (niedużo), można znaleźć w internecie:</p>
<li>Jay Lake, <a href="http://www.tachyonpublications.com/pdfs/Lizard_of_Ooze.pdf">&#8220;Lizard of Ooze&#8221;</a></li>
<li>K.J. Bishop, <a href="http://www.infinityplus.co.uk/stories/artofdying.htm">The Art of Dying&#8221;</a></li>
<li>Jeffrey Ford, <a href="http://web.archive.org/web/20031222034946/www.eventhorizon.com/sfzine/fiction/reparata/index.html">At Reparata</a></li>
<br /><ol class="footnotes"><li id="footnote-1-401">niepotrzebne skreślić  [<a href="#footnote-link-1-401">↩</a>]</li></ol>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/the-new-weird-ann-vandermeer-jeff-vandermeer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Dom burz&#8221;, Ian R. MacLeod</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/dom-burz-ian-r-macleod/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/dom-burz-ian-r-macleod/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Dec 2008 17:20:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[New Weird]]></category>
		<category><![CDATA[Uczta wyobraźni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=382</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Wieki światła&#8221; MacLeoda, były jedną z najlepszych książek 2006 roku. Nie dziwi więc, że po kolejnej, choć fabularnie i charakterologicznie niezwiązanej z nimi, książce tegoż autora, spodziewałem się wybitnego osiągnięcia. &#8220;Dom burz&#8221; &#8211; choć do końca nie spełnił pokładanych nadziei &#8211; był jednak bardzo przyjemną lekturą. Alternatywna historia Anglii, po raz pierwszy przedstawiona w &#8220;Wiekach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2006/07/wieki-swiatla-ian-r-macleod/">&#8220;Wieki światła&#8221;</a> MacLeoda, były jedną z najlepszych książek 2006 roku. Nie dziwi więc, że po kolejnej, choć fabularnie i charakterologicznie niezwiązanej z nimi, książce tegoż autora, spodziewałem się wybitnego osiągnięcia. <strong>&#8220;Dom burz&#8221;</strong> &#8211; choć do końca nie spełnił pokładanych nadziei &#8211; był jednak bardzo przyjemną lekturą.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3265/3098352520_5eed978d11_m.jpg" alt=""Dom burz", Ian R. MacLeod" /></p>
<p>Alternatywna historia Anglii, po raz pierwszy przedstawiona w <strong>&#8220;Wiekach światła&#8221;</strong>, ma tutaj swój dalszy ciąg. Mniej więcej wiek po wydarzeniach opisywanych już przez MacLeoda, naeteryzowana rzeczywistość wciąż stanowi o sile napędowej tego fikcyjnego świata. Pewnej zmianie i lekkiej poprawie uległo traktowanie Odmieńców, osób negatywnie dotkniętych przez magię eteru, przez resztę społeczeństwa, lecz wciąż są oni odrzutkami. Krajem nadal rządzą potężne Gildie oparte na magii eteru, a najpotężniejszą z nich jest Cech Telegrafistów. I właśnie Arcycechmistrzyni tego cechu, niezwykle inteligentna i bardzo urodziwa Alice Meynell, a przy tym kochająca matka, przybywa wraz ze swym śmiertelnie chorym synem na obrzeża Anglii, do zapomnianej rezydencji w Invercombe. Pełna desperackiej nadziei w możliwość przywrócenia zdrowia synowi, dopina swego, popełniając przy tym kilka kolejnych, złych uczynków.<br />
<span id="more-382"></span><br />
Wielkim przegranym <strong>&#8220;Domu burz&#8221;</strong> jest fabuła. Wydaje mi się, że MaLeod chciał przekazać wiele celnych obserwacji o społeczeństwie, jednak na drodze ku temu stanęło, dosyć zaskakujące przełamanie całości posiekanym wątkami historii dwojga zakochanych za młodu oraz owocu ich nastoletniej miłości. Nawet jeśli taki układ powieści uznać za w pełni zrozumiały i uzasadniony opowiadaną historią, to posługując się koślawą metaforą, można powiedzieć, że zawiodła spoina utrzymująca <strong>&#8220;Dom burz&#8221;</strong> w nienaruszonej całości. Gdyby nie źle wprowadzony wątek Klyde&#8217;a, książkę możnaby uznać za równą <strong>&#8220;Wiekom światła&#8221;</strong>, które może i miały swoje słabe strony, ale całościowo broniły się o niebo lepiej.</p>
<p>W dalszym jednak ciągu, siła pisarstwa MacLeoda tkwi w przecudnej urody języku jakim się posługuje. Fraza, niespieszne tempo i umiejętność wytworzenia właściwego nastroju, to dla mnie najważniejsza cecha jego pisarstwa. Minęło parę miesięcy odkąd ukończyłem książkę, a wciąż mam przed oczami dolinę Invercombe otoczoną lekką mgiełką i poświatą. I z tym mi się MacLeod kojarzy &#8211; jak filmy kręcone przy użyciu odpowiedniego filtra, tak i jego proza sprawia, że świat który kreuje, nabiera pewnej nierealności w samej wartwie językowej.</p>
<p>Drugim elementem ratującym powieść są postaci. Zarówno te drugoplanowe, przewijające się często tylko na kilku stronach, ale naznaczające sobą powieść, jak i te dominujące. I tu absolutnie wybija się demoniczna, niemal żywcem przeniesiona z szekspirowskich dramatów, Alice Meynell. W przeciwieństwie do swego miałkiego syna (zapewne wychodzą tu moje samcze uprzedzenia w stosunku do takich postaci), kradnie tę powieść. Choć to nie ona jest główną bohaterką, to nieustannie czuć jej złowieszczą obecność. Niemal perwersyjna przyjemność.</p>
<p>Tak więc, jest <strong>&#8220;Dom burz&#8221;</strong> słabszą książką od <strong>&#8220;Wieków światła&#8221;</strong>, a jednak&#8230; Uwodzi.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.half.gif' alt='&frac12;'/> &#8211; w zasadzie powinny być cztery gwiazdki, ale ten język i nastrój zasługują na coś więcej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/dom-burz-ian-r-macleod/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;451° Fahrenheita&#8221;, Ray Bradbury</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/451-fahrenheita-ray-bradbury/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/451-fahrenheita-ray-bradbury/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Dec 2008 23:07:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=321</guid>
		<description><![CDATA[Every burned book enlightens the world. - Ralph Waldo Emerson. Głęboko wierzę, że każda palona książka przybliża do ciemności, zatem ten cytat brzmi raczej cynicznie. Powieść, o której dzisiaj piszę, w żadnym wypadku nie jest jednak cyniczna &#8211; to jedna z najbardziej przeraźliwych wizji przyszłości z jakimi miałem do czynienia. Chyba bardziej okrutna, niż dziesiątki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Every burned book enlightens the world.</em><br />
- Ralph Waldo Emerson.</p></blockquote>
<p>Głęboko wierzę, że każda palona książka przybliża do ciemności, zatem ten cytat brzmi raczej cynicznie. Powieść, o której dzisiaj piszę, w żadnym wypadku nie jest jednak cyniczna &#8211; to jedna z najbardziej przeraźliwych wizji przyszłości z jakimi miałem do czynienia. Chyba bardziej okrutna, niż dziesiątki opowieści o apokaliptycznej zagładzie jaką ludzkość mogłaby sobie sama zafundować.<br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3008/3096293176_b9bc6211d1.jpg?v=0" alt=""451° Fahrenheita", Ray Bradbury" /></p>
<p><strong>&#8220;451° Fahrenheita&#8221;</strong> to doskonały przykład potęgi zdania otwierającego &#8211; <em>Przyjemnie było palić</em>. Krótkie, ale jakże treściwe, zwłaszcza w zestawieniu z zawodem wypowiadającego te słowa. W świecie opisywanym przez Bradbury&#8217;ego, zadaniem strażaków jest bowiem palić. Palić książki, palić czasopisma, palić słowo pisane, by dbać o czystość myśli ludzi zamieszkujących od dawna ognioodporne domy.<br />
<span id="more-321"></span><br />
Kojarzy się z totalitaryzmem? Niewątpliwie, choć sam autor zastrzega podobno, że to książka o ogłupiającej potędze telewizji. Telewizji, która w życiu ludzi zastąpiła całą rozrywkę, stała się niemal całym życiem, w którym jak im się wydaje, mogą aktywnie uczestniczyć, oglądając chyba nieustannie nadawaną <em>&#8220;Rodzinkę&#8221;</em>, krok po kroku zastępującą im tą prawdziwą. <strong>&#8220;451° Fahrenheita&#8221;</strong> ma z najsłynniejszymi antyutopiami trochę wspólnego. Przede wszystkim wizję społeczeństwa przyszłości poddanego terrorowi, tu może pozbawionego aż tak wielu represji fizycznych, jak chociażby w <strong>&#8220;1984&#8243;</strong>, ale nie mniej okrutnego. Jednocześnie jednak to świat trochę postawiony na głowie &#8211; tu bowiem to ludzie zdecydowali sami o swojej przyszłości, o braku potrzeby posiadania i poznawania literatury, uznając ją za szkodzącą prawomyślności, krzywdzącą coraz to nowe grupy społeczeństwa. W imię politycznej poprawności wybrali nie wolność myślenia, lecz wolność od myślenia (bo <em>nie można urazić nawet najmniejszej, z najmniejszych mniejszości</em>), ograniczając się do zaspokajania potrzeb fizjologicznych. Sami narzucili na siebie kajdany sprowadzające ich niemal do roślin, biernie funkcjonujących w tak zwanym społeczeństwie, przyczyniając się do strywializowania życia, a przede wszystkim upadku więzi rodzinnych i narastającego zdziczenia obyczajów. Jednocześnie jednak, o ironio (i zgrozo!), na straży tego systemu stoją ludzie, podobnie jak w <strong>&#8220;1984&#8243;</strong> czy <strong> &#8220;Nowym wspaniałym świecie&#8221;</strong>, intelektualnie ponad niego wyrastający, można wręcz rzec, kulturalni, humaniści, jak szef głównego bohatera, Beatty (<em>Szatan śmie nam cytować pismo</em> &#8211; ha).</p>
<p>Przyznam, że jestem trochę zafascynowany swoistą <em>idée fixe</em> Bradbury&#8217;ego i częstym powracaniem do motywu upadku cywilizacji człowieka, który odszedł od sztuki i literatury uznając, że albo stanowi ona zagrożenie, albo nie niosąc żadnych pożytecznych (w sensie materialnym) treści, nie jest warta uwagi. Ten temat przewijał się i w genialnych <strong>&#8220;Kronikach marsjańskich&#8221;</strong> (<em>Powiadali, że każdy musi stawić czoło rzeczywistości, temu, co dzieje się Tu i Teraz! Wszystko inne musi odejść. Piękne literackie kłamstwa i wybryki fantazji straciły rację bytu, toteż pewnego sobotniego ranka trzydzieści lat temu, w 1975 roku, ustawiono ich wszystkich pod ścianą biblioteki &#8211; świętego Mikołaja i Jeźdźca bez Głowy, Królewnę Śnieżkę, Rumpelstiltskina i Matkę Gąskę &#8211; och, jakiż podniósł się płacz! &#8211; i rozstrzelali ich, spalili zamki z papieru, księżniczki zaklęte w żaby i starych władców oraz ludzi, którzy żyli długo i szczęśliwie (bowiem, rzecz jasna, wszyscy wiedzieli, że nikt nie żyje długo i szczęśliwie!). „Dawno, dawno temu&#8221; przemieniło się w „nigdy więcej&#8221;. (&#8230;) Zmusili też Alicję, by wypiła napój, po którym zmniejszyła się tak, że nie mogła już wykrzyknąć: „zdziwniej i zdziwniej&#8221;; jednym uderzeniem młota rozbili lustro, Czerwonego Króla i ostrygi.</em>) i w innych opowiadaniach, jak np. <strong>&#8220;Słup ognia&#8221;</strong> (<em>- Czy może mi pan jeszcze raz podać nazwisko? &#8211; Edgar Allan Poe. &#8211; Nie mamy takiego autora w katalogu. &#8211; Bardzo proszę, niech pani sprawdzi jeszcze raz. Sprawdziła. &#8211; Och, tak. mam tu czerwony znaczek na karcie. To jeden z autorów z okresu Wielkiego palenia w 2265 roku.</em>). Bradbury jest lub był do tego stopnia opętany tym tematem, że jakiś czas temu ukazał się cały tomik tekstów jego autorstwa poświęconych tej kwestii. Uwielbiam go za ten jego głęboki humanizm i wszechstronność, a jednocześnie operowanie pozornie skromnymi, ale niezwykle wyrazistymi środkami, bardzo oddziałującymi na czytelnika.</p>
<p>Bradbury należy do tej nielicznej kategorii pisarzy sf amerykańskich, która dostarcza literatury będącej przede wszystkim pożywką dla myślenia, a nie będącej li tylko rozrywką. Nie ma takich wielu zresztą nie tylko w Stanach, ale w każdym innym miejscu. Teksty Bradbury&#8217;ego to nie tyle pomysł, co idea. Dość powiedzieć, że minęło pół wieku od napisania tejże powieści, a wciąż budzi ona dreszcz przerażenia z powodu potworności jakie opisuje. A co gorsza, zachowując wszelkie proporcje, wizja pisarza bliższa jest chyba (samo)spełnienia dzisiaj, niż pięćdziesiąt lat temu. Miejmy nadzieję, że za kolejne pół wieku wciąż pozostanie tylko wizją, oby dalej równie przerażającą, bo myśl że książki mogą być zakazane na własne życzenie ludzi jest straszna, zwłaszcza w takim miejscu jak ten blog. Och, nie mam wątpliwości, że dziewięćdziesiąt procent literatury nie niesie ze sobą nic, poza zlepkiem liter, ale ta reszta stanowi o tym, czym jako ludzie jesteśmy.</p>
<p>Po prostu nie można nie znać. Lektura <strong>absolutnie</strong> obowiązkowa.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/></p>
<blockquote><p><em>He who destroyes a good Booke, kills reason it selfe</em><br />
- J. Milton</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/451-fahrenheita-ray-bradbury/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Męty Końca Śmiechu&#8221;, Steven Erikson</title>
		<link>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/mety-konca-smiechu-steven-erikson/</link>
		<comments>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/mety-konca-smiechu-steven-erikson/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Dec 2008 20:28:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Majewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przeczytane, ocenione]]></category>
		<category><![CDATA[fantasy]]></category>
		<category><![CDATA[nowela]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.maciejmajewski.pl/czytam/?p=333</guid>
		<description><![CDATA[Jedno z przyjemniejszych, bo całkowicie bezpretensjonalnych, doznań czytelniczych ostatnimi czasy. To już trzecia mikropowieść o dwóchtrzech drugo-, a wręcz trzecioplanowych postaciach, które pojawiły się na kartach monumentalnej &#8220;Malazańskiej Księgi Poległych&#8221; Eriksona. I wielu pokochało ich od pierwszego czytania, w tym ja. No bo trudno ich nie polubić, pomimo iż dwóch z nich jest, co tu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jedno z przyjemniejszych, bo całkowicie bezpretensjonalnych, doznań czytelniczych ostatnimi czasy. To już trzecia mikropowieść o <del>dwóch</del>trzech drugo-, a wręcz trzecioplanowych postaciach, które pojawiły się na kartach monumentalnej <strong>&#8220;Malazańskiej Księgi Poległych&#8221;</strong> Eriksona. I wielu pokochało ich od pierwszego czytania, w tym ja.<br />
<span id="more-333"></span><br />
<img src="http://farm4.static.flickr.com/3110/3092717719_5d155522f6_m.jpg" alt=""Męty Końca Śmiechu", Steven Erikson" /></p>
<p>No bo trudno ich nie polubić, pomimo iż dwóch z nich jest, co tu dużo pisać, paskudnymi draniami, ciągnącymi za sobą pogodzonego ze swoim losem służącego. <strong>&#8220;Męty Końca Śmiechu&#8221;</strong> to kolejna krótka opowiastka o przygodach nekromantów: Korbala Broucha i Bauchelaina oraz ich służącego Emancipora Reesa, zwanego Niefartownym Mancym. Akcja tej nowelki toczy się tuż po wydarzeniach znanych z <strong>&#8220;Krwawego tropu&#8221;</strong>, pierwszej mikropowieści z serii. Oto nasi cudacy zaokrętowali się na statek komenderowany przez co najmniej dziwnego kapitana i jego równie podejrzanych oficerów. A zmierzają&#8230; no, zmierzają do Końca Śmiechu, co z perspektywy całej historii brzmi wcale nieszyderczo, choć jak pokaże akcja, śmiechu (dla czytającego, w przeciwieństwie do samych postaci) będzie pewnie co niemiara.</p>
<p>Można tę opowiastkę czytać bez jakiejkolwiek znajomości zarówno zasadniczych powieści, jak i dotychczasowych dwóch nowelek o nekromantach, choć może się okazać, że ten styl pisarstwa nie każdemu przypadnie do gustu. Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości &#8211; Erikson pisząc te krótkie historyjki musi mieć niezłą zabawę, bo to wprost wylewa się z tekstu. Koniec Śmiechu (prawie że literalny), kapitan który nie ma pojęcia o żeglowaniu plus dwójka szalonych nekromantów. To wszystko zmieszane w jakiś niemal bezsensowny koktail, z piramidalnym nagromadzeniem absurdów w quasi-slapstickowym stylu &#8211; takie są <strong>&#8220;Męty Końca Śmiechu&#8221;</strong>. Jeśli to kogoś nie przeraża, to polecam, bo godzina czytania przerywana wybuchami śmiechu gwarantowana.</p>
<p><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.solid.gif' alt='*'/><img src='http://www.maciejmajewski.pl/czytam/wp-content/plugins/rate-my-stuff/rating_star.half.gif' alt='&frac12;'/></p>
<p>PS. Właśnie sobie uświadomiłem z czym, a właściwie z kim mi się kojarzą Korbal Broach i Bauchelain &#8211; to tacy eriksonowscy Pan Croup i Pan Vandemar. Tylko bardziej straszni, bo nie traktowani serio.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.maciejmajewski.pl/czytam/2008/12/mety-konca-smiechu-steven-erikson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

