“Tajemna historia Moskwy”, Ekaterina Sedia

Niezbyt wesoła powieść napisana przez Rosjankę, o Rosjanach, z akcją umieszczoną w Rosji. Nic zatem dziwnego, że trudno by niosła ze sobą radosne treści. “Tajemna historia Moskwy” Ekateriny Sedii nie dorasta “Nigdziebądź” Gaimana, mało tego, w moim przekonaniu słabsza jest także od naszej polskiej “Herbaty z kwiatem paproci” Studniarka. W zasadzie jakby się zastanowić, nie jest to nic specjalnego.

Oczywiście każda z tych książek ma zuepłnie inny wydźwięk i nastrój, od zabawnego, groteskowo makabrycznego momentami, “Nigdziebądź”, przez wypośrodkowaną “Herbatę…”, do dołującej “Tajemnej historii Moskwy”. Bo w Moskwie lub też pod nią albo gdzieś obok niej, istnieje drugi świat, matecznik istot przegranych, które będąc starymi bóstwami musiały ustąpić nowym lub też odrzucone przez świat powierzchniowy, wybrały wieczne życie poza czasem. Tam też szybko przenosi się akcja powieści Sedii, w której główną osią jest poszukiwanie przez chorą na schizofrenię Galinę, jej siostry Maszy, zamienionej, przez jakąś złą siłę, w kawkę. Dołącza do niej dwójka innych bohaterów odtrąconych przez świat na powierzchni i razem wyruszają wyjaśnić tajemnicę zniknięcia Maszy, a wraz z nią rosnącej liczby innych mieszkańców Moskwy.

Na dobrą sprawę, mam trudność z nazywaniem “Tajemnej historii Moskwy” powieścią, bo tak w zasadzie, to zlepek scen z bohaterami rosyjskich baśni i podań ludowych, z lekka tylko spojonych osią fabularną, czyli poszukiwaniem Maszy. I to stanie autorki w rozkroku, pomiędzy zbiorem opowiadań, a spójną powieścią, zdecydowanie całości nie służy. Poszczególne rozdziały mogłyby swobodnie funkcjonować jako samodzielne opowiadania i jako takie bardzo dobrze spełniałyby swoją rolę. Ba, może nawet warto było zamiast na siłę tworzyć powieść, opublikować zbiór tematycznie powiązanych opowiadań, tekstów złączonych wspólnym motywem okrutnych doświadczeń powodowanych przez niełatwą historię Moskwy i narodów Rosji. Historia Maszy, a w zasadzie jej siostry, jest bowiem niczym w zestawieniu z życiem żony dekabrysty, Anglika, który miał nieszczęście trafić do Moskwy w niewłaściwym momencie historii (jak gdyby w historii Rosji był kiedykolwiek jakiś “właściwy” moment), Cyganki czy żydów, którym nie dane było zaznać w Rosji spokoju i zrozumienia.

Nagromadzenie tego przygnębienia po krótkim czasie wywołało we mnie niechęć, bo pomijając samą kwestię pokazania jaka to Moskwa potrafi być dla niewinnych niesprawiedliwa, niczemu się nie przysłuża. Są książki dołujące, doprowadzające niemal do depresji, ale są też takie, które snują się bez celu, dla pozoru ważności przedstawiając losy ludzi niezasłużenie pokaranych przez los. I właśnie taka jest “Tajemna historia Moskwy”, powieść o życiowych rozbitkach, których Sedii jest żal. Ja natomiast mam ich dość; dość użalania się nad sobą, nad losem, nad okrucieństwem Moskwy Nad i ogólnej niesprawiedliwości świata. Bo poirytowanie na tą miałkość rzekomej powieści doprowadziło mnie do satysfakcji z losu tych nieudaczników. Widać taka już Moskwa i Rosja są.

**½

Posted on luty 15, 2009 at 17:05 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

4 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Cintryjka
    on 15/02/2009 at 23:09
    Permalink

    No, to tym razem znacznie bliżej Ci w ocenie do Anneke niż do mnie:)

  2. Written by Maeg
    on 16/02/2009 at 01:47
    Permalink

    Ja już po parunastu pierwszych THM byłem nastawiony negatywnie do książki. Nie spodobało mi się te naiwne splecenie losów trójki bohaterów. Ciężko mi w coś takiego uwierzyć w świecie NAD. Później było już tylko gorzej, książka okazała się nuda, tak naprawdę wiele tej Moskwy w niej nie było ale trudno wymagać tego od Sedii jak od kilku lat na stałe mieszka w Stanach. Oczekiwałem takiej trochę “magicznej” opowieści, nawet mogłaby być ponura. Bohaterowie jacyś tacy nijacy, jedynie Dziadek Mróz w formie. Książka Studniarka na pewno lepsza. A gdybym nie poznał innych książek Gaimana, to porównanie z Nigdziebadź tylko by mnie zniechęciło.

  3. Written by C.
    on 21/02/2009 at 16:46
    Permalink

    Ja też po lekturze THM jestem daleka od zachwytów. Owszem, dało się przeczytać, ale na dłuższą metę nie chciało mi się nawet nic o tym napisać na stronkę.

  4. Written by asł
    on 25/02/2009 at 18:40
    Permalink

    Pif paf!
    http://aselniczka.blox.pl/2009/02/kreatywna-blogobrandzlerka.html
    Tylko się nie złość, kochanieńki :) )

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply