“Męty Końca Śmiechu”, Steven Erikson

Jedno z przyjemniejszych, bo całkowicie bezpretensjonalnych, doznań czytelniczych ostatnimi czasy. To już trzecia mikropowieść o dwóchtrzech drugo-, a wręcz trzecioplanowych postaciach, które pojawiły się na kartach monumentalnej “Malazańskiej Księgi Poległych” Eriksona. I wielu pokochało ich od pierwszego czytania, w tym ja.

No bo trudno ich nie polubić, pomimo iż dwóch z nich jest, co tu dużo pisać, paskudnymi draniami, ciągnącymi za sobą pogodzonego ze swoim losem służącego. “Męty Końca Śmiechu” to kolejna krótka opowiastka o przygodach nekromantów: Korbala Broucha i Bauchelaina oraz ich służącego Emancipora Reesa, zwanego Niefartownym Mancym. Akcja tej nowelki toczy się tuż po wydarzeniach znanych z “Krwawego tropu”, pierwszej mikropowieści z serii. Oto nasi cudacy zaokrętowali się na statek komenderowany przez co najmniej dziwnego kapitana i jego równie podejrzanych oficerów. A zmierzają… no, zmierzają do Końca Śmiechu, co z perspektywy całej historii brzmi wcale nieszyderczo, choć jak pokaże akcja, śmiechu (dla czytającego, w przeciwieństwie do samych postaci) będzie pewnie co niemiara.

Można tę opowiastkę czytać bez jakiejkolwiek znajomości zarówno zasadniczych powieści, jak i dotychczasowych dwóch nowelek o nekromantach, choć może się okazać, że ten styl pisarstwa nie każdemu przypadnie do gustu. Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości – Erikson pisząc te krótkie historyjki musi mieć niezłą zabawę, bo to wprost wylewa się z tekstu. Koniec Śmiechu (prawie że literalny), kapitan który nie ma pojęcia o żeglowaniu plus dwójka szalonych nekromantów. To wszystko zmieszane w jakiś niemal bezsensowny koktail, z piramidalnym nagromadzeniem absurdów w quasi-slapstickowym stylu – takie są “Męty Końca Śmiechu”. Jeśli to kogoś nie przeraża, to polecam, bo godzina czytania przerywana wybuchami śmiechu gwarantowana.

****½

PS. Właśnie sobie uświadomiłem z czym, a właściwie z kim mi się kojarzą Korbal Broach i Bauchelain – to tacy eriksonowscy Pan Croup i Pan Vandemar. Tylko bardziej straszni, bo nie traktowani serio.


Zobacz także:

  • Lista zaległości – grudzień
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2008 roku
  • “Zdrowe zwłoki”, Steven Erikson
  • Spis książek
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2006 roku
  • grudzień 8, 2008 • Tagi: , • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Zostaw komentarz