“Punktown”, Jeffrey Thomas
Krótkie, solidnie napisane opowiadania pełne mrocznej atmosfery. Akcja wszystkich osadzona na dalekiej planecie Oasis, w kolonii o nazwie Paxton, bardziej znanej jako Punktown. Jeśli miały zachwycać, to dlaczego nie zachwycają?

Thomas ma świetny warsztat, co do tego nie ma wątpliwości. Ma też wystarczająco wiele wyobraźni, by wykreować ciekawy świat, ale nie dać mu się całowicie zawładnąć. Bo Punktown, choć opisane w zadowalających szczegółach, jest jednocześnie na swój sposób ascetyczne i enigmatyczne. Thomas nie zagłębia się zanadto w nadmierne detale dotyczące miasta czy zamieszkujących go mieszkańców wielu różnych ras, niekoniecznie humanoidalnych. Zatrzymuje się dokładnie w tym momencie, który jest wystarczający do wprowadzenia czytelnika w atmosferę i szczegóły poszczególnych opowiadań. Zatem unikając nadmiernej koncentracji na budowaniu świata, skupia się na wykreowaniu właściwej atmosfery.
A ta jako żywo przypominała mi “Siedem” Finchera, w którym poza finałową sceną, ani razu nie świeci słońce, za to nieustannie pada deszcz lub panuje mrok/półmrok, a na ścianach pomieszczeń pozostają ślady krwi i odciski palców mordercy i jego ofiar. Praktycznie każde z opowiadań do tego się sprowadza – brutalność, głęboko tkwiąca w istotach zamieszkujących Punktown, przechodzi na samo miasto, jego ulice, budynki. Punktown, tygiel różnych ras, staje się siedliskiem zła, często nieuświadomionego, czasem obcego ludziom, lecz będącego naturalnym elementem życia innych ras, dziwnej dekadencji i tajemnicy rodem z opowieści Edgara Allana Poe, ale co najdziwniejsze, jest jednocześnie ostoją dla najbardziej ludzkich zachowań.
Zacząłem od tego, że Thomas ma doskonały warsztat pisarski. Dla mnie każdy z pisarzy, który niemal jednym zdaniem, otwierającym na przykład krótkie, ledwie dziecięciostronicowe opowiadanie, ustawia cały nastrój, zasługuje na uwagę. Bywa też tak, że w niewielkim objętościowo tekście, Thomas potrafi kilka razy “zakręcić” czytelnikiem, zwodząc go co do swoich intencji i finału opowiadania.
A jednak zabrakło mi jakiegoś “sensawunda”, jak mawiają Anglosasi. Przeszkadzało mi to, że w każdym z tekstów, człowiek stający w konfrontacji z obcymi, bądź z miastem, nieustannie tak naprawdę poddawany był próbie człowieczeństwa. Samo w sobie nie byłoby to złe, gdyby nie to, że zawsze, ale to zawsze (nawet w jednym dyskusyjnym przypadku rodzica), wychodził z takiej próby zwycięsko. W świecie Punktown, w świecie mroku, nieustannego konfliktu, rozgrywających się ciągle dramatów, było to dla mnie zbyt absurdalne, by dało się zaakceptować. Pierwotnie właśnie z tego powodu chciałem dać nawet pół gwiazdki mniej, ale jednak “Punktown” to dobry zestaw opowiadań – problem jest z moim poziomem wrażliwości. Tym niemniej, uważam, że to lektura na raz, a w zestawieniu z dotychczasowymi tytułami magowskiej “Uczty wyobraźni”, “Punktown” chyba się w tej serii nie powinien znaleźć.





Edit: PS. Zapomniałem, że kilka tekstów ze świata “Punktown” dostępnych jest w sieci za darmo.
Opowiadania:
i jedna z powieści:
.
Zobacz także:

Komentarzy (5) to ““Punktown”, Jeffrey Thomas”
Oo. Jak dla mnie brzmi interesująco. Mam inny poziom wrażliwości
Poooożyyyycz…..
No dobra Asioł. Ale kiedy my się spotkamy?
Mój drogi, z reguły mam czas we wtorki, czwartki i łykendy. Jak znajdziesz chwilę, to daj znać wcześniej
No dobrze moja droga, to wstępnie w weekend podjadę do ciebie moją cytrynową strzałą z jakimś soczkiem, a ty przygotuj smaczne ciasto
(Fakenszit, nie przyjęło mi komcia…)
Się odezwij do mnie na priv celem omówienia strzegółów (czyt. negocjacji, bo ten placek dla mnie to tortury tortem…)
Zostaw komentarz