“Gottland”, Mariusz Szczygieł
“Gottland” wydany rok temu, to, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, najlepsza książka jaką w tym roku przeczytałem i zapewne przeczytam, a także jedna z najlepszych czytelniczych przygód w ostatnich dwóch-trzech latach. Być może nie zaliczyłem w życiu zbyt wielu reportaży, ale ten akurat uważam za jeden z lepszych na jakie trafiłem.

Przypuszczam, że Czechy znakomitej większości Polaków kojarzą się z (pozornie) beztroskim Szwejkiem, generalną wesołością i radością życia, czy wręcz sielskim spokojem, jakim może poza krótkim epizodem z roku ’38 czy ’68 roku cieszy się ta korzystnie położona kraina od kilku stuleci. Dawno temu Czesi pojęli bowiem lekcję, której Polacy nigdy sobie nie potrafili przyswoić – nie ma sensu bronić się do ostatniej kropli krwi, jeśli naród ma przetrwać. Stąd wynika ich pokorne przyjmowanie kolejnych władców. I być może tutaj również, tkwią przyczyny ich obojętnego przyjmowania przeciwności losu, a wręcz konformizmu, który rozlewał się nie tylko na dziedziny dotknięte przez zniewolenie, ale stawał się immanentną cechą Czechów, rozlewającą się na każdą dziedzinę życia.
Ale reportaż Szczygła nie dotyczy Czechów jako zbiorowości. Dziennikarz rozbił naród na atomy i wybrał ikony, te znane na całym świecie, jak Bata, czy w części Europy, jak Vondráčková lub też tylko wśród samych Czechów, jak niejaki Švec, rzeźbiarz. Szczygieł znalazł chyba złoty środek na pokazanie losów Czechów na przestrzeni ostatnich 60 lat (głównie wybierając jednak okres panowania w Czechach reżimu socjalistycznego), bo docierając do historii postaci charakterystycznych dla tego kraju (Bata), umiejętnie dobrał do tego losy zwykłych everymenów, przypadkiem zamieszanych w sprawy, które w tej konkretnej rzeczywistości przerosłyby każdego (jak Švec, autor największego na świecie pomnika Stalina, który, literalnie, wpędził go do grobu).
Wszystkie reportaże są świetne warsztatowo i nie kończy się to bynajmniej tylko na kwestii materiałów źródłowych (do których jak sam Szczygieł przyznawał, niejednokrotnie docierał jako pierwszy w ogóle, czy rozmowach z osobami dramatu), ale także chociażby na samej konstrukcji poszczególnych tekstów (nie ma dwóch napisanych w ten sam sposób) i stopniowego budowania dramatu, a przede wszystkim na pokazaniu Czechów spoza ich własnej perspektywy, z punktu widzenia człowieka z zewnątrz (nie dziwi więc, że i tam robią furorę). Co chyba równie istotne, Polacy mogą odbierać reportaże Szczygła jako pisane z czeskiej perspektywy, w pewien sposób przefiltrowane przez specyficzną czeską akceptację rzeczywistości takiej, jaka jest (była), tej przedziwnej “kafkarni”. Ale co dla mnie jest chyba najistotniejsze, brak w “Gottlandzie” choćby cienia wartościowania postaw bohaterów reportaży, choć gdzieś za tymi tekstami czai się pytanie o sens i granicę uległości.
Zbiorowa świadomość narodowa Czechów została ocalona, choć za cenę tragedii jednostek, które niejednokrotnie nie skończyły się wraz z Aksamitną Rewolucją. Czy było warto? Do końca nie wiem, ale dla mnie liczba apeli poległych w Polsce jest jakąś miarą naszych moralnych zwycięstw…





PS. Na stronie autora dostępny jest jeden z reportaży opublikowanych w zbiorku – “Film się musi kręcić”.
In: Literatura w sieci, Przeczytane, ocenione · Tagged with: ebook, reportaż

on 14/12/2007 at 23:09
Permalink
@Dawno temu Czesi pojęli bowiem lekcję, której Polacy nigdy sobie nie potrafili przyswoić – nie ma sensu bronić się do ostatniej kropli krwi, jeśli naród ma przetrwać.
Nie chcę sie czepiać, ale to trochę bardziej złożone było
Nie tyle Czesi pojęli tylko samo wyszło w równie dużym uproszczeniu
on 14/12/2007 at 23:12
Permalink
A książeczkę Szczygła mam kiedyś tam w planach. Gdybyś miał tak “sportowo” ocenić to takiemu Jagielskiemu te reportaże “dają radę” ?
on 15/12/2007 at 00:29
Permalink
reportaże naprawde dobre, szczegolnie mi utkwił w pamieci tytułowy(fajnie jest tam opisane zwiedzanie gottlandu). Dla miłośników reportażu z GW polecam również “W rajskiej dolinie wśród zielska” Jacka Hugo Badera
on 15/12/2007 at 00:45
Permalink
@zamorano: szczygiel to reportazysta z polskiego top5. Znakomity i godny polecenia.
on 15/12/2007 at 11:56
Permalink
czytałem po prostu rewelacja
on 15/12/2007 at 13:20
Permalink
Zamorano, porównywanie Szczygła do Jagielskiego to trochę jak porównywanie jabłek do pomarańcz, bo piszą zupełnie inaczej, ale mnie zdecydowanie bardziej podobał się “Gottland” niż “Modlitwa o deszcz” czy “Dobre miejsce do umierania”.
on 15/12/2007 at 13:26
Permalink
Zet: Ja Badera szukam już dawno, ale nawet na Allegro się nie pojawia. Pamiętam jego reportaże z wyprawy do Chin w Magazynie GW i ciągle liczę, że w końcu książkę będę mógł przeczytać.
on 17/06/2009 at 21:50
Permalink
[...] wątpliwości – “Gazeta Wyborcza” ma szczęście do znakomitych reportażystów: Szczygieł, Jagielski, Hugo-Bader. Mają inny styl, ale wszyscy są doskonałymi obserwatorami [...]
on 24/09/2009 at 20:15
Permalink
mi także bardzo, bardzo się podobało – taki czeski usmiech przez łzy.