“Nowe przygody Mikołajka. Tom 2″, Rene Goscinny, Jean Jacques Sempe

Ach, gdyby tak można było ponownie powrócić do cudownie prostych czasów beztroskiego dzieciństwa, gdzie najprostszym rozwiązaniem każdego problemu był cios pięścią w nos kolegi i natychmiastowe pojednanie… Na szczęście są opowiadania o przygodach małego Mikołajka, po raz kolejny “cudownie” odnalezione i wydane w kolejnym już zestawie.

Nie potrafię sobie wyobrazić, by historyjki o młodym urwisie kiedykolwiek mi się znudziły. Z jednej strony to dla mnie powrót do czasów… no, podstawówki, a z drugiej strony ciągłe odkrywanie czegoś nowego, tym razem z perspektywy coraz starszego, choć wciąż młodego ;) , człowieka. Duetowi Sempe-Goscinny udało się osiągnąć niemal ideał – perfekcyjne połączenie lapidarności, ale niezwykłej celności, tekstów Goscinnego, z genialnymi ilustracjami Sempego, który prostą kreską, doskonale wpisał się w oszczędny, dziecinny sposób opowiadania Goscinnego. Dzieciom się to podoba, bo doskonale do nich trafia język i sposób myślenia/postrzegania świata, którym przecież się posługują, a dorośli odkrywają w tym drugie dno. I ostrą, choć ciepłą krytykę ich własnego postępowania.

Najnowsze, “Nowe przygody Mikołajka. Tom 2″ to zaledwie czterdzieści pięć opowiadań, czyli niewiele ponad połowa tego, co przyniósła pierwsza część i choć dostarczają zabawy, to jednak przynoszą zaskakujący niedosyt. Bo ten tom, to zdecydowanie najsłabsze ze wszystkich tekstów, przez co, przynajmniej w moim wypadku, nie było już tak wielu spontanicznych i niekontrolowanych wybuchów śmiechu, jak to bywało przy lekturze wszystkich innych książeczek z przygodami Mikołajka. Nie chcę jednak jednoznacznie potępiać w czambuł całego zbiorku, bo są w nim prawdziwe perełki, jak choćby otwierające całość opowiadanie-list do Świętego Mikołaja, zdecydowanie jeden z najlepszych tekstów o Mikołajku jakie przeczytałem, który chyba szczególnie powinien przypaść do gustu… Polakom. Poza tym, oczywiście każdorazowe pojawienie się Rosoła wzbudza natychmiastowy uśmiech i lekkie usztywnienie psychiczne :) No i wydaje mi się, że odkryciem jest Bledurt, sąsiad Mikołajka, którego w tej książce jest zdecydowanie więcej niż dotychczas.

Słabsza forma autora tekstów, może wynikać po prostu z wykorzystywania resztek z resztek opublikowanych kiedyś w prasie tekstów, ale i tak uważam, że było warto. Bo Mikołajek zawsze będzie w modzie.

****

Posted on listopad 29, 2007 at 23:35 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

One Response

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by aseł
    on 30/11/2007 at 08:27
    Permalink

    Ta, “wciąż młodego”, tak to sobie tłumacz :) )))

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply