“Spisek papierowy”, David Liss
Co jakiś czas pojawiają się kryminały osadzone w pewnym historycznym momencie, pisane często przez (dotychczas) amatorów, niejednokrotnie naukowców, badaczy literatury, które w mniej lub bardziej twórczy sposób podejmują jakiś ciekawy wątek z historii. Tak jest też i ze “Spiskiem papierowym” Lissa, na pewno powieścią niedoskonałą, ale mimo to interesującą.

Akcja powieści toczy się na salonach i w najgorszych spelunach i zaułkach Londynu z pierwszej połowy XVIII wieku, w czasach niebywałej gorączki giełdowej, której symbolem stały się spekulacje akcjami Kompanii Mórz Południowych. Spółki, która stała się na wiele lat angielskim symbolem giełdowych oszustw, a na początku lat 20. tegoż wieku doprowadziłą do pierwszego wielkiego kryzysu i finansowej zapaści wielu mieszkańców Albionu. Do Benjamina Weavera, byłego boksera, a obecnie kogoś w rodzaju hybrydy detektywa i zawodowego odzyskiwacza długów, zgłasza się niejaki Balfour, wynajmujący dawnego Lwa Judei do odkrycia prawdy o śmierci swego ojca. Ujawnia on także, iż zgon ojca samego Weavera nie był przypadkowy, co dodatkowo zachęca głównego bohatera, a przy tym narratora powieści, do własnych dociekań prawdy. I tak zaczyna się historia papierowego spisku związanego prawdopodobnie z potężną Kompanią Mórz Południowych, który prowadził będzie Weavera przez londyńskie zaułki i kawiarniane stoliki pierwszej angielskiej giełdy.
Absolutnym zaskoczeniem tej powieści, był dla mnie nie wątek giełdowy, ale kryminalny. Otóż wcale a wcale, nie spodziewałem się po tej książce interesującej, a przede wszystkim inteligentnie i wciągająco poprawadzonej intrygi, przyzwyczajony do żenujących dokonań a’la “Imprimatur” czy “Klub Dantego”, w których autorzy całkowicie skupili się na wytworzeniu klimatu, czy czasem wręcz monstrualnym rozbudowaniu fabuły o masę szczegółów dotyczących epoki, które nic nie wnosiły do wątków kryminalnych, a wręcz je rozbijały. A Liss poradził sobie nadspodziewanie dobrze, bo udało mu się nie zapomnieć że pisze kryminał, umiejętnie przy tym osadzając go w realiach osiemnastowiecznych. Wzmiankowany wątek kryminalny jest zaskakujący, wielokrotnie przynoszący gwałtowne zmiany i choć może pozbawiony pewnej typowo filmowej dynamiki, to w tym konkretnym przypadku, sprawdza się znakomicie. Do tego z umiarem dołożona jest dawka, pasjonującej przynajmniej dla mnie, historii początków giełdy angielskiej (choć znałem ją już chociażby z “Historii spekulacji finansowych” Chancellora) i problemów Żydów portugalskich osiedlających się w Anglii. Widać, że Liss poprzedził napisanie książki dogłębnymi studiami literaturowymi, ale na całe szczęście nie przesłoniły mu one tego co najważniejsze, czyli historii kryminalnej. Otoczka historyczna dobrze wprowadza i sprawnie pomaga w konstrukcji śledztwa, ale nie staje na pierwszym planie. I całe szczęście, bo w kryminałach wszelkiego rodzaju kwestie związane z wątkami niekryminalnymi sprawdzają się raczej rzadko (Breslau Krajewskiego jednym z chwalebnych wyjątków). Jeśli coś mi w lekturze nie pasowało, to zdecydowanie narracja prowadzona w pierwszej osobie, ale to raczej kwestia moich indywidualnych preferencji, bo generalnie bardzo rzadko trafiam na książkę, w której ten sposób opowiadania mi odpowiada. Jak dla mnie, Liss mógłby również popracować nad dialogami, bo brakowało im momentami pewnej płynności i takiej naturalności, ale zasadniczo warsztatowo autor jest poprawny, co również przyczynia się do łatwości w czytaniu.
Tak czy inaczej, “Spisek papierowy” to na pewno ciekawie napisana książka, z dobrym wątkiem kryminalnym, a o to przecież w tej literaturze chodzi.





In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: kryminał

on 09/10/2007 at 12:05
Permalink
Nie daj się wciągnąć, ja zaczęłam od 3 tomu i było już b. słabo.
on 09/10/2007 at 13:39
Permalink
No, to zachęcająca recenzja. Trzeba będzie sięgnąć po to, aczkolwiek narazie nie zanosi się iż czasu starczy, ale może kiedyś…
on 09/10/2007 at 13:44
Permalink
Cintryjka, na razie się nie dam wciągnąć, bo innych jego książek nie mam (tą dostałem przez Podaj.net), a plany zakupowe są zupełnie inne
on 10/10/2007 at 13:01
Permalink
W takim razie bardzo polecam “Handlarza kawą”. Moim zdaniem o oczko lepsze niż “Spisek papierowy”. Również wątek giełdowy jest zaznaczony i tak samo dobrze wyważony, przy czym będzie tu chodzić o giełdę towarową, a nie papierów wartościowych. W ostatniej powieści – “Spektakl korupcji” – jest z kolei omówiona kwestia robienia podówczesnej polityki i moim zdaniem jest omówiona nieźle (oczywiście na tym poziomie zgłębiania zagadnienia, to nie są przecież prace naukowe). Ostatnia powieść wydaje się jednak najsłabsza, co nie znaczy że jest zła. Dla mnie ranking od najlepszej do najgorszej z wydanych w Polsce powieści tego autora układa się zgodnie z kolejnością ukazywania się, czyli: “Handlarz…”, “Spisek…”, “Spektakl…”.
on 10/10/2007 at 13:39
Permalink
PS. W tekście wspomniano o Krajewskim. Nie wiedziałam, że już od jutra ma być kolejna powieść o Mocku. Ale ja ostatnio bardzo mało wiem.
http://wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/778264.html
on 10/10/2007 at 14:13
Permalink
O cholera, a byłem przekonany że to będzie zbiór opowiadań
Ale jestem zadowolony
on 10/10/2007 at 20:20
Permalink
Dalej Mock? Jednak nie oparł się pokusie odcinania kuponów…Ale tak naprawdę – ja też się cieszę:] Mimo że czas na przeczytanie tej ksiązki będę miała w grudniu:>
on 11/10/2007 at 23:59
Permalink
No to zrobiła się breslauerska tetralogia w pięciu tomach
) Ale ja tam jestem zadowolony.