“Diamentowy wiek”, Neal Stephenson

Przez wiele osób, “Diamentowy wiek” określany jest mianem legendarnej książki, niemal na nowo definiującej pojęcie fantastyki, dlatego sporo radości przyniosły informacje o wznowieniu polskiego wydania. A skoro to książka wychwalana pod niebiosa, ja w swojej przekorności mogę powiedzieć tylko tyle – takie powieści i takich autorów zwykłem czytać dwa razy. Pierwszy i ostatni.

Zazdroszczę Stephensonowi wyobraźni i w dużej mierze spajającej ją wiedzy. Od pierwszej strony, świat powieści oszołomił, walnął obuchem w głowę i pozostawił mnie w lekkim szoku przez kolejnych kilkadziesiąt stron. Gdzieś pod koniec XXI w. ludzkość przeszła metamorfozę, nie tyle w sensie fizycznym, co społecznym, bo oto narodowości przestały odgrywać istotną rolę. Społeczności koncentrują się w plemionach, których centralnym punktem oparcia jest przywiązanie do pewnych idei albo raczej sposobów życia, z których najpotężniejszymi są neo-Wiktorianie czy Nippończycy. Jak gdyby tego było mało, powszechną szczęśliwość zapewnia wszechobecna nanotechnologia dostarczająca ludzkości każdego potrzebnego środka do życia. I właśnie tą nanotechnologię wykorzystuje John Hackworth do stworzenia na zamówienie nowego wiktoriańskiego arystokraty interaktywnej książki, podręcznika dla jego wnuczki – Ilustrowanego lekcyjonarza każdej młodej damy. Przy okazji tworzy kopię dla własnej córki, która jednak zbiegiem okoliczności dostaje się w ręce małej dziewczynki ze slumsów Szanghaju. I tak zaczyna się fabuła, która ma zaprowadzić nas ku nowej strukturze społecznej, do Nowego Wspaniałego Świata.

To zaskakujące połączenie steam punku z nanotechnologią i stworzenie neo-Wiktorian, a na dodatek podlanie tego smakowitym sosem upichconym w oparciu o napisane dla potrzeb tej powieści bajki, początkowo przynosiło mi wiele satysfakcji, ale szybko zaczęło nużyć. Autor pokazuje fenomenalną wyobraźnię i wiedzę w warstwie konstrukcyjnej, ale kompletnie zawodzi w części fabularnej. Fabuła w zasadzie jest, ale tak naprawdę jest tak rozwodniona w zalewie wielokrotnie nic niewnoszących opisów, że powieść czytałem jakbym jadł własne ciało. Im bliżej końca, tym większe męczarnie przeżywałem przy każdej kolejnej stronie. Popis wyobraźni zdecydowanie służy wizji autora, ale kompletnie zawodzi przy rozłażącej się w szwach fabule. Fragmenty pokazujące rozwój Nell po wpływem Lekcyjonarza i to jak wraz z wiekiem zmienia się jej wrażliwość, doświadczenie i język są wręcz pasjonujące, ale stoją w ogromnym kontraście z resztą książki, w tym z wątkiem dotyczącym Hackwortha i jego misji. Nawiasem mówiąc, mam nieodparte wrażenie, że Stephenson popełnił przy nim pewien istotny błąd logiczny, stojący w sprzeczności z chronologią zdarzeń.

Na domiar złego, szczątkowa fabuła jest, w moim przekonaniu, dobijana przez zakończenie, którego przebieg nie jest w żaden sposób sygnalizowany na czterystu pięćdziesięciu poprzedzających je stronach. Choć prawdę powiedziawszy, jestem tu rozdarty, bo oto z jednej strony Stephenson ani razu nie zasygnalizował w “Diamentowym wieku”, że takie oto może być zakończenie, z drugiej zaś, abstrahując od kompletnie oderwanej od treści jego formuły, pozostawił je jednoznacznie nieokreślonym.

Jak napisałem wyżej, to moje pierwsze i ostatnie spotkanie z twórczością Stephensona, bo zaliczam go do tego zaklętego dla mnie, a pewnie elitarnego dla innych, kręgu autorów jak choćby Gene Wolfe, całkowicie niekompatybilnych z moimi gustami. Szkoda trwonić czas na kolejne książki, które ukazują się lub mają się ukazać w Polsce. Jak na stronie rusf.ru można wyczytać:

After all, there’re so many imaginary worlds!

***½


Zobacz także:

  • Lista zaległości – listopad
  • Lista zaległości – październik
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2007 roku
  • List zaległości – sierpień
  • Lista zaległości – wrzesień
  • Komentarzy (11) to ““Diamentowy wiek”, Neal Stephenson”

    1. Marceli Szpak - październik 14th, 2007

      Jeśli potrzebna Ci fabuła, to sięgnij po opus magnum Stephensona – Cryptonomicon – tam jest tego aż w nadmiarze :) Milion splątanych wątków, dziesiątki bohaterów, setki pobocznych, rewelacyjnych historyjek, a wszystko trzyma się mocno i prowadzi do kulminacji. Wiek i Zamieć, to, jak sam napisałeś – wizje i to w zupełności wystarcza. Bohaterka Wieku nie przeszkadza w żaden sposób w cieszeniu się totalnym odjazdem futorologicznym, jaki ma autor i to naprawdę jest doskonały pomysł – inaczej, angażując się nadmiernie w jej losy, mógłbyś przegapić, co smaczniejsze obrazki, a szkoda by było. Fabuła jest tylko pretekstem do wirtuozerskiego popisu wyobraźni, który jest sprzedany w tak doskonały sposób, według mnie, że nie sposób po otwarciu tej ksiązki odłożyć jej chociazby na chwilę. Za pierwszym razem przeczytałem ją jednym setem, teraz trochę się obawiam nowego wydania, bo nie wiem dlaczego Tłumacz grzebał na nowo przy tekście, skoro wydanie poprzednie było chyba jednym z najlepszych tłumaczeń na pl, jakie miałem w rękach.
      Nie ma się co zrażac do Stephensona po całości, bo za dużo facet dobrych książek napisał, żeby go sobie odpuścic po jednej. Dla fabuły możesz sobie jeszce spróbować Cykl Barokowy (jakieś 3 tysiące stron tekstu w 3 tomach – w PL w 9 tomach:), może to Ci akurat podejdzie bardziej.
      A recenzja, mimo, że się z nią zupełnie i w 100% nie zgadzam, całkiem niezła :)

      P:)

    2. Maciej Majewski - październik 14th, 2007

      Po cykl barokowy po opiniach paru osób, których czytelnicze upodobania są w miarę podobne do moich, na pewno nie sięgnę. Obawiam się, że szybko bym odpadł :)

    3. Humpal - październik 15th, 2007

      Ale mógłbys spróbować siegnąć po Zamieć, bo moim zdaniem warto. Stephenson rozwijał sie w miarę pisania i ewoluował – z autora, który pilnuje fabuły i wplata w nią zabawne dygresje w twórcę biblioteki dywagacji, w których fabuły trzeba szukać wspomagając się amfetaminą. Zamieć to rzecz w miarę wczesna i prosta, Cryptonomicon robi się trudny, ale trzyma się kupy, natomiast cykl barokowy … nuda, Panie. No, w każdym razie ja odpadłem.

    4. Cintryjka - październik 15th, 2007

      DW stoi na półce i czeka na swoją kolej. A uważasz, że jesteśmy niekompatybilni czytelniczo? Bo ja barokowy polecam BARDZO MOCNO. Dzis zabieram się za Ustrój świata.

    5. Maciej Majewski - październik 15th, 2007

      Trochę się naczytałem opinii o cyklu barokowym i wydaje mi się, że to kolejny przerost formy nad treścią :/

      A nad “Zamiecią” się niedawno zastanawiałem, ale po przeczytaniu DW zmieniłem zdanie. W listopadzie będzie “PLO 2″, “Lód”, nowy Mikołajek :D Będzie co czytać :)

    6. brunorc - październik 16th, 2007

      Ja bym raczej powiedział, że u Stephensona ma się do czynienia z przerostem treści nad formą… Wartka fabuła to była w “Zodiacu”, ale czytanie Stephensona dla fabuły generalnie nie ma sensu, bo jego powieści to tylko wehikuły wizji. To autor podobny nieco do Lema, który w pewnym momencie zaczyna pozbywać się sztafażu na rzecz przekazu. Przykładami mogą być choćby “Katar” czy “Śledztwo”, gdzie Lem bawi się kosztem czytelnika węszącego sensację i przeprowadza swoiste rozliczenie z literaturą “fabularną”.

    7. Marceli Szpak - październik 16th, 2007

      Dodam tylko, że Zodiac jest chyba z tego powodu najsłabszym tekstem S. bo nie dość, że nawalone tam jest dziania się do potęgi, to jeszcze zamiast rozciągnąc jakąś wizję, leci toporną propagandą pro-eko, z pierwszej czytanki młodego grinpisowca. Dobrze, że wyszła po polsku jako któraś tam z kolei jego powieść, bo raczej fanów to nie nie zdobył :)

    8. Spike - październik 17th, 2007

      Jeśli odpuścimy sobie wczesne, niespecjalnie udane i niespecjalnie fantastyczne próby, różne poboczne projekty pisane pod pseudonimami itd., to zostają cztery pozycje Stephensona: “Zamieć”, “Diamentowy wiek”, “Cryptonomicon” i cykl barokowy.

      “Zamieć” lubię – fajna wizja, podkpiwanie z cyberpunku na każdym kroku, parę naprawdę rewelacyjnych scen i tekstów (“Bruce Lee” i powiewające prezerwatywy rządzą), a do tego jest akcja, i to całkiem konkretna. Wprawdzie w środku książka strasznie siada (rozmowy Hiro z Bibliotekarzem o Sumerach itd.), ale początek i koniec gnają w tempie całkiem imponującym. Mam wrażenie, że jeśli w ogóle jakaś książka Stephensona miałaby ci się spodobać, to chyba właśnie ta.

      “Diamentowy wiek” uważam za najlepszą książkę tego autora, ale skoro tobie się nie spodobała, cóż – DGCC. Fakt, nie za akcję ją cenię (bo za wiele jej nie ma), tylko za wizję, rozmach i klimat, no ale każdemu jego porno.

      “Cryptonomiconu” do dziś nie czytałem, czego żałuję i postaram się nadrobić – sądząc z recenzji i opinii znajomych, powinna mi się spodobać. Zobaczymy.

      Cykl barokowy – odpadłem w połowie drugiego tomu. Nuuuuuda, panie, aż żuchwa trzeszczy od ziewania. Przez pierwsze bodajże 150 stron pierwszego tomu nie dzieje się literalnie nic, a potem jest niewiele lepiej. Gdyby chociaż wizja jakaś była i klimat (jak w “Diamentowym wieku”), to może bym wybaczył, ale nie – stare, dobrze znane śmieci. Niektórzy usiłowali mnie przekonywać, że później akcja rusza – nawet jeśli, to nie mam zamiaru się przebijać przez tysiące stron nudy, żeby załapać się na kilkadziesiąt stron czegoś sensownego.

    9. Czytam… » Lista zaległości - listopad - listopad 1st, 2007

      [...] “Diamentowy wiek”, N. Stephenson [...]

    10. Andrzej - październik 4th, 2009

      Z ciekawości trafiłem na tą stronę i widzę, że komentarze dość już leciwe. Powiem tak: DW to – poza niewątpliwym rozmachem wizji – książka przereklamowana i przeciętna.

    11. Galahad - luty 7th, 2010

      Oooo… sporo komciów się znalazło pod tekstem. Co do recki to napisana porządnie i ładnym stylem. Co do opinii autora ( dość nieprzychylnej ) nie mogę się zgodzić. Nigdy nie gustowałem w SF. Przeczytałem jej tyle co kot napłakał ( Dicka, Lema, Dukaja … i to chyba tyle ). Ten gatunek odrzucał mnie od siebie nieprzystępnością, wydawał się zagmatwany i niejasny.
      DW to wizjonerska książka SF, która naprawdę do mnie przemawia. Połączenie wątków społecznych, prezentacja postępu technologicznego i jego wpływu na życie ludzi. Miodzio.
      Fabuła ? Tak jak już ktoś wcześniej napisał, ona jest jedynie pretekstem do przekazania wizji, filozofii i przemyśleń autora ( podobnie jak `Fight Club` ).

    Zostaw komentarz