“Ślepowidzenie” (“Blindsight”), Peter Watts
Chciałoby się napisać, że zardzewiałem umysłowo, bo “Ślepowidzenie” (“Blindsight”) Wattsa przysporzyło mi ogromnych trudności podczas lektury. Prawda jest jednak inna – to po prostu hard sf posunięte do skrajności, wręcz przesiąknięte twardą fantastyką naukową we wszystkich elementach, poczynając od konceptu, aż po dialogi, a zaawansowana fizyka, biologia plus parę innych dziedzin, nigdy nie były moją mocną stroną. Ale o dziwo, książka dostarcza prawdziwej satysfakcji, choć ja, tkwiąc w oszołomieniu, chyba nie do końca potrafię określić moje wrażenia.

Pewnego lutowego dnia, w roku 2082, ludzkość staje w obliczu tajemniczego zjawiska. W atmosferze ziemskiej płonie ponad 65 tysięcy tajemniczych obiektów, wysyłając w kosmos krótki sygnał. Powszechnie uznaje się, że zawarte w nim były informacje o napotkanej planecie, swoiste zdjęcie Ziemi. Kilka miesięcy później, wysłane głęboko w przestrzeń kosmiczną próbniki przechwytują sygnał, który być może skierowany jest ku czemuś podążającemu w kierunku trzeciej planety od słońca. Ziemia wysyła zatem na wieloletnią misję grupę osób, których zadaniem jest zbadanie potencjalnego zagrożenia dla naszej planety. Zbawcami mają się okazać: Isaac Szpindel, biolog, którego sporą część ciała stanowią elektroniczne elementy mające mu ułatwiać pracę, żołnierz-pacyfista Amanda Bates, de facto odpowiedzialna za zbrojną ochronę załogi, Susan James, specjalista od języków, nosząca w sobie rozszczepione osobowości czterech ludzi, Jukka Sarasti, wampir, wskrzeszony z genów wymarłego gatunku homo vampiris, hiperinteligenty dowódca całej wyprawy, no i Siri Keeton. Główny narrator powieści, podobnie jak każdy z pozostałych, przekształcony w jakiś sposób. Siri w dzieciństwie poddany został operacji polegającej na usunięciu części mózgu, co pozwoliło mu zwalczyć epilepsję, jednak stało się tak za cenę pozbawienia go możliwości przeżywania typowych dla ludzi uczuć, jak miłość chociażby. Dzięki temu jednak, Siri jest doskonałym neutralnym obserwatorem rzeczywistości, a jego zadaniem jest sporządzanie dla potrzeb kierownictwa misji, regularnych raportów, co oczywiście nie przysparza ma przyjaciół wśród załogi, zwłaszcza kiedy wreszcie docierają do Obłoku Oorta i napotykają tam na gigantyczny statek kosmiczny, każący się nazywać Rorschachem.
Takich dwuznaczności opartych na różnych teoriach jest tu więcej, bo w końcu nasi bohaterowie znajdują się na pokładzie Tezeusza i nazwa ta też ma swoje wieloznaczne uzasadnienie. Generalnie “Ślepowidzenie” przeniknięte jest na niemal każdej stronie, przeróżnymi teoriami naukowymi z wielorakich dziedzin, od lingwistyki, przez biologię, po zaawansowaną fizykę. Dość powiedzieć, że na końcu książki umieszczono wyjaśnienia dotyczące użytych przez autora teorii zajmujące ok. dwudziestu stron, ale okazują się być bardzo przydatne, zwłaszcza dla takiego laika jak ja. Wszystko to sprawia, że brnięcie przez kolejne strony było uciążliwe, ale koniec końców, książka przyniosła mi satysfakcję. Jakkolwiek z wierzchu może się wydawać, że to powieść o pierwszym spotkaniu z obcą rasą, to o wiele ciekawsze są pytania dotyczące możliwości tkwiących w ludzkiej inteligencji czy granic modyfikacji i ingerencji w istotę ludzką. To to sprawiło, że zmęczony “technobełkotem”, wyniosłem jednak satysfakcję. A siła tej krótkiej powieści tkwi w drobnych fragmentach, krótkich scenach, z których największe wrażenie zrobiło chyba na mnie poszukiwanie przez Keetona właściwych słów, które mógłby powiedzieć umierającej kobiecie, związanej z nim przez jakiś czas.
To jak powieść się skończy, znane jest już do pewnego stopnia stosunkowo wcześnie, bo Siri część ujawnia, jednak istotny jest sam proces dochodzenia członków załogi do własnego samookreślenia i swoistego wyzwolenia z ról jakie przyszło im pełnić. Przez to wszystko “Ślepowidzenie” niewiarygodnie zyskuje, bo rzadko w hard sf, a już ostatnio chyba tym bardziej, trafić można na książkę do gruntu technonaukową, a jednocześnie tak bardzo traktującą o człowieku. Nie dziwi więc, dlaczego Watts zdobywa takie uznanie. Ale Hugo to chyba jednak nie dostanie.





PS. Książkę w wersji oryginalnej udostępnia autor na prawach licencji Creative Commons. Do pobrania tutaj.
PPS. Ja męczyłem się z lekturą w oryginale, ale jeśli ktoś nie czuje się na siłach czytać technobełkotu, powinien zdecydowanie poczekać na polskie wydanie, które ukazać ma się podobno w przyszłym roku nakładem MAGa. W sumie dałbym książce pewnie wyższą ocenę, ale przebijanie się przez te wszystkie teorie w oryginale trochę mnie do powieści uprzedziło. Tak czy inaczej, warto.
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: ebook, hard sf, Uczta wyobraźni

on 25/08/2007 at 12:22
Permalink
Al już mi naopowiadał o tej książce ostatnio, Twoje wrażenia brzmią BARDZO zachęcająco, jednak wychodzi na to, że ZDECYDOWANIE poczekam na polski przekład:)
W sumie dobrze, może akurat wygrzebię się spod stosu zaległych lektur:D
Rany, a na dniach drugi tom Duncana – niestety, nie dam rady przed Polconem, bo egzamin po Polconie, a na konieczną powtórkę Welinu+Atrament ze zrozumieniem trzerba minimum 2 tygodni.
on 25/08/2007 at 15:47
Permalink
Oj, ja to chyba nie będę się bawił w powtarzanie “Welinu”. Ze stratą dla “Atramentu” zepewne, ale trudno. Za dużo tego, a za mało czasu.
on 31/08/2007 at 15:44
Permalink
A generalnie kongratsy, stary, z okazji awansu na autoryteta cytowanego w polconowym Informatorze
Oczywiście zacytowano to, co napisałeś o “Welinie”, nazwano cię “krytykiem” i podano twoje wuwuwu. Normalnie jak sobie pomyślę, że mam z tobą zdjęcia, to aż szok
on 31/08/2007 at 18:11
Permalink
Wolę sobie nie przypominać CO to za zdjęcia
Al mi coś cytował, ale weź jutro na Polcon to sobie pooglądam i dokarmię moją próżność
on 01/09/2007 at 17:27
Permalink
[...] « “Blindsight”, Peter Watts | Czytam | [...]
on 22/07/2008 at 17:58
Permalink
Właśnie przed chwilą skończyłam “Ślepowidzenie” – książka jest genialna. Jestem pełna podziwu dla autora. Zgodzie z tytułem, wcale nie jest o tym, o czym być się wydaje. Muszę ją sobie jeszcze poukładać w głowie, zresztą za mało wiem z pewnych dziedzin, żeby ją w pełni ogarnąć, ale mimo to wywarła na mnie ogromne wrażenie. Jest też przerażająca.