“Twierdza szyfrów”, Bogusław Wołoszański

Odkąd pamiętam, zawsze byłem miłośnikiem “Sensacji XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego, najpierw nadawanych w czysto dokumentalnej formie, później uzupełnionej o elementy fabularne, a w międzyczasie rozbudowanych o serię książek. Wraz z “Twierdzą szyfrów”, Wołoszański rozpoczął przygodę z książką sensacyjną, thrillerem wojennym opartym na faktach, tudzież wyobrażeniach o faktach. I chyba lepiej żeby poprzestał na tym co do tej pory napisał, bo kiepski z niego autor powieści sensacyjnych.

Pomysł, jak to zwykle u Wołoszańskiego bywa, jest niezmiernie interesujący, nawet jeśli trąci nadmiernym sentymentalizmem i pewnym polskim zakompleksieniem. Otóż zimą 1945 roku, w obliczu nadchodzącej ostatecznej ofensywy azjatyckiej dziczy na rdzennie niemieckie ziemie, oficer-kryptolog z tajnej jednostki “Pers Z” zajmującej się łamaniem szyfrów sowieckich, otrzymuje rozkaz przeniesienia do zamku Czocha na Dolnym Śląsku, gdzie prowadzone są supertajne prace nad komputerem i maszyną, nazywaną “ryba-miecz”, służącą do łamania sowieckich kodów jednorazowych. Zadanie wydawałoby się nierealne, bo sama idea wykorzystanie tychże kodów uniemożliwia ich ponowne użycie, ale bazując na błędach Rosjan, Niemcy odnoszą w tej dziedzinie pewne sukcesy. Martin Jorg, nasz kryptolog, okazuje się być głęboko zakonspirowanym polskim agentem, a właściwie agentem organizacji ponadnarodowej zajmującej się walką z nazimem, no i oczywiście przystępuje do ryzykownej operacji, której celem będzie zdobycie przez aliantów działającego egzemplarza niemieckiej maszyny deszyfrującej.

Koncepcyjnie, powieść jest bardzo wciągająca, bo wykorzystuje umiejętnie dobraną dawkę faktów ściśle historycznych, włącznie z grupą autentycznych postaci, a do tego dorzuca całą masę, najciekawszych chyba z całości, spekulacji na temat nazistowskich tajemnic wojennych. Dobrze poprowadzone byłyby te elementy istnym samograjem, a tak w mojej ocenie szwy w postaci konstrukcji bohaterów, nienajlepszych dialogów, braku emocji otaczających sensacyjny, było nie było wątek, no i kiczowatego pomysłu na romans rodem z harlekina, rozłażą się, zostawiając przeciętnie napisaną powieść.

Owszem, powtarzając często spotykane sformułowanie, mogę napisać, że książka się “czyta”, ale przynajmniej w przypadku mojej osoby, działo się tak dlatego, że zaciekawiony spekulacjami Wołoszańskiego przechodziłem nad brakami warsztatowymi do porządku dziennego. Mam nadzieję, że podczas prac nad scenariuszem do serialu pod tym samym tytułem, ktoś z Wołoszańskim współpracował, bo co tu dużo pisać, autor wątków sensacyjnych z niego żaden.

***


Zobacz także:

  • List zaległości – sierpień
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2007 roku
  • Lista zaległości – lipiec
  • Lista zaległości – styczeń
  • “Operacja Talos”, Bogusław Wołoszański
  • lipiec 18, 2007 • Tagi:  • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Jeden komentarz to ““Twierdza szyfrów”, Bogusław Wołoszański”

    1. Czytam… » List zaległości - sierpień - sierpień 5th, 2007

      [...] “Twierdza szyfrów”, B. Wołoszański [...]

    Zostaw komentarz