“Sieć. Ostatni bastion SS”, Bogusław Wołoszański
Jedno wiem na pewno – następnej powieści sensacyjnej Wołoszańskiego opartej na faktach już nie przeczytam. Widać, że jako autor książek szpiegowskich, Wołoszański nic się nie rozwija, a może wręcz cofa, bo “Sieć. Ostatni bastion SS” to bez dwóch zdań najsłabsza z trzech napisanych przez niego powieści. I nie ma widoków na poprawę tej sytuacji…

A koncepcyjnie, no, przynajmniej w kwestii pomysłu na główną tajemnicę, jest najlepsza, najbardziej wciągająca i najatrakcyjniejsza, bo być może zarazem najbardziej niewiarygodna. Ponownie wracamy oto na Dolny Śląsk, naszpikowany tajemniczymi nazistowskimi budowami, jak dobry sernik rodzynkami. To tu zgromadzone są najważniejsze zagadki III Rzeszy, tajemnice, które pomimo przegranej wojny muszą zostać zachowane, bowiem od nich zależy odrodzenie Tysiącletniej Rzeszy. SS zmierza z jednej strony do ocalenia swoich członków, powołując do tych celów głęboko zakonspirowaną organizację “Der Spinne”, a zdrugiej strony, planuje wykorzystanie składowanych w ukrytych sztolniach Dolnego Śląska, nowych broni, których nie zdążono wykorzystać w ostatnich dniach wojny. Alianci zachodni, rękoma doświadczonego Martina Jorga, kryptologa znanego z “Twierdzy szyfrów”, planują pozyskać dostęp do ukrytej gdzieś w tym regionie broni jądrowej, sowieci natomiast, zainteresowani są przejęciem kontroli nad esesmańską organizacją…
Całość aż skrzy się od pomysłów, bo z jednej strony mamy organizację eks-esesmanów, plany przejęcia nad nią kontroli przez Rosjan, tajemniczą broń wytworzoną przez Niemców, tajne sztolnie na terenie Dolnego Śląska, ukryte skarby zrabowane przez nazistów, tajemniczy rejs U-234 i jeszcze kilka innych elementów stanowiących doskonałe tło do stworzenia wciągającej akcją powieści. Niestety, Wołoszański nie staje na wysokości zadania, a co gorsza, już na etapie redakcji książki popełniono kilka żenujących i wręcz kompromitujących błędów. I tak np. Hugo Jörg z “Twierdzy szyfrów”, w “Sieci…” staje się, ni w pięć ni w dziewięć, Martinem Jorgiem, a chodzi przecież o tego samego człowieka. Co więcej, w “Twierdzy…”, Jorg na przełomie kwietnia i maja 1945 roku wciąż przebywa w zamku Czocha (tam dowiaduje się, że Hitler zginął “bohatersko” broniąc Berlina), a w “Sieci…” już 24 kwietnia 1945 roku zjawia się w Londynie.
Konstrukcja postaci pozostaje równie prosta jak do tej pory, dialogom dalej sporo brakuje do doskonałości, ale najbardziej zniechęcająca jest akcja. Jakaś taka beznamiętna, zupełnie niewciągająca, niedopracowana, urwana zdecydowanie za wcześnie, przez co zakończenie rozczarowuje. Wołoszański chyba miał pomysł na wpisanie się w dwie, naprawdę niezłe powieści mistrza sensacji, Fredericka Forsytha, “Akta O.D.E.S.S.Y” i “Pięść Boga”, bo treść “Sieci…” mogłaby stanowić wypełnienie tego co między opisywanymi tam zdarzeniami nastąpiło. Niestety, pomysł to nie wszystko, bo w ślad za nim bezwzględnie musi podążać umiejętność pisania, a tego Wołoszańskiemu brakuje. Moim zdaniem, nie warto sięgać po powieści sensacyjne spod jego pióra, niech lepiej autor poświęci sie już całkowicie “Sensacjom XX wieku”.





In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: sensacja

on 24/07/2007 at 14:12
Permalink
No tak. Wołaszański powinien poświęcić się Sensacjom… ale również mógłby się spróbować realizować zawodowo i ambicjonalnie jako “doradca” jakiegoś pisarza
Widać jednak, że chyba sam chce zgarnąć cały tort dla siebie
Szczerze mówić jakoś od samego początku nie ciekawiły mnie te jego powieści, nie miałem chęci po nie sięgnąć, jakiś cichy głosik mi szeptał, że to strata kasy. Jego Sensacje też nie są takie sensacyjne po konfrontacji z całą masą innych faktów i historyków, ale są do przyjęcia.
on 26/07/2007 at 23:06
Permalink
Popliteraturę faktu ma bardzo fajną. Z powieści czytałem tylko “Twierdzę szyfrów”. Bardzo fajne szpiegowskie czytadło faction. Vanin w przypadku tej powieści myli się
Rzecz wcale nie gorsza do “Igły” czy “Klucza do Rebeki”
Innych powieści nie czytałem.
:
Lans
http://www.dami.pl/~kamil78/twierdzaszyfrow
on 30/07/2007 at 08:55
Permalink
Ja tam uważam, że Wołoszańskiemu dużo, bardzo dużo jeszcze brakuje, by móc się porównywać z Folletem, a póki co jedynymi zaletami tych powieści jest wykorzystanie mniej lub bardziej prawdopodobnych teorii o tajemnicach III Rzeszy, no i polscy bohaterowie.
A przy okazji, czy nie orientujesz się aby, czy przypadkiem Zamek Czocha to nie jest ten, w którym kręcili “Gdzie jest generał”?
on 31/07/2007 at 15:01
Permalink
Zamorano, troszku przesadziłeś z tym porównaniem do Folleta. Czytałam cos niecoś Wołoszańskiego i niestety do Foletta sporo mu brakuje.
Akcja Wołoszańskiego jest niespójna, niedopracowana i rwie sie momentami mocno. Literacko poziom średni, choć pomysły mawet i niezgorsze.
Zdecydowanie wolę “Sensacje”
on 07/08/2007 at 18:16
Permalink
@vanin
A przy okazji, czy nie orientujesz się aby, czy przypadkiem Zamek Czocha to nie jest ten, w którym kręcili “Gdzie jest generał”?
Owszem to ten sam. Tylko, że teraz jest w dużo lepszym stanie niż podówczas, gdy kręcili “Gdzie jest generał?”.
on 09/11/2009 at 08:22
Permalink
Tak ,w tym zamku kręcono właśnie ten film”Gdzie jest generał”