“Dżihad kontra McŚwiat”, Benjamin Barber

Dżihad to ostatnimi laty modne słowo, ale w przypadku tej konkretnej książki niezbyt wiele ma wspólnego z jego powszechnym rozumieniem. To w zamierzeniu autora pewne uogólnienie, słowo-klucz mające ułatwić przekazanie pewnych zjawisk społeczno-gospodarczych. Pod pewnymi względami to książka wizjonerska, zważywszy że napisana ponad dekadę temu, ale jednak zostawiająca pewien niedosyt, niekompletna.

Dżihad w rozumieniu Barbera to nie jedynie konsekwencja muzułmańskiego integryzmu, ale dążenie wszelkich sił odśrodkowych do zdobycia większej kontroli. Tym samym mieszczą się w tym pojęciu wszelkie radykalne ruchu religijne ale również trybalizmy obecne w społęcznościach na mniejszą lub większą skalę. Choć Barber przyznał po napisaniu książki, że użyty przez niego termin nie był najszczęśliwszy, to wydaje mi się być dobrym hasłem ułatwiającym kategoryzację i ukazanie poglądów autora, a także pewnych kierunków w rozwoju współczesnego społeczeństwa.

W zasadzie to powinna być chłodna analiza jego stanu i targanych nim sprzeczności: z jednej strony racjonalności, która podporządkowana jest zyskowi, a z drugiej irracjonalności, której celem jest obrona trybalizmu, zachowanie obecnej pozycji grup etnicznych lub kulturowych. A tak w istocie, to książka zrodzona z gniewu o stan demokracji, bo Barber dowodzi tego, że obie te siły wchodząc ze sobą w konflikty, zmierzają jednak w pewnym wspólnym kierunku, a jest nim eliminacja, a na pewno poważne ograniczenie demokratycznych zasad funkcjonowania współczesnego państwa. O ironio, wychodząc z różnych punktów pragną tego samego, a co więcej, są sobie wzajemnie potrzebne.

Ich współzależność w dużym stopniu pozwala im na rozwój, zatem istnienie tego drugiego systemu wartości czy też rozumowania, staje się pewnym odnośnikiem, może nawet swoistą latarnią, którą kierują się przemierzające morza statki. McŚwiat, reprezentowany tutaj przez amerykańską popkulturę i amerykańskie produkty masowe dla masowego konsumenta, to niszczycielska siła zainteresowana ekspansją w każdym zakątku globu. Jej cechą charakterystyczną jest przenoszenie amerykańskich wzorców konsumpcji do każdego miejsca na Ziemi i eliminowanie dotychczas obecnych tam kultur, zwyczajów, produktów. Stąd dżihad jest potrzebny mcświatowi jako opozycja w stosunku do której pozycjonuje swoją ofertę. W czym tkwi siła mcświata? W tym, że oferuje proste wzorce konsumpcji możliwe do zastosowania w każdym miejscu na świecie, najwyżej po niewielkich modyfikacjach,a ich mnogość może oszołomić. Problem w tym, że mcświat oferuje jedynie pozorny wybór, a ta ogromna oferta okazuje się przykrywać prosty fakt homogeniczności.

Czy w takim razie dżihad może zapewnić coś innego? Niespecjalnie, choć na pozór mogłoby się wydawać, że wobec wysoce zjednoczonego mcświata, dżihad we wszystkich swoich odmianach i odłamach, tak od siebie różnych i częstokroć silnie skonfliktowanych, nie ma w takim starciu szans. Ale jak to kiedyś w jednym z “Lapidariów” zauważył Kapuściński, schizmy wzmacniają merytorycznie Centrum. W przypadku dżihadu, ta “homogenizacja w heterogenizacji” zmierza do tego samego celu co mcświat, czyli ograniczenia demokracji stojącej mu na drodze.

Obok niewątpliwego wizjonerstwa Barbera i zmysłu obserwacji w odniesieniu zwłaszcza do mcświata, są jednak pewne słabości książki. Primo, to wyraźne jej niezbilansowanie i przeważający nacisk położony na krytykę mcświata, przy może nawet marginalizowaniu dżihadu. Z jednej strony autor zestawia ze sobą dwa te zjawiska, ciągle podkreślając jak ważny jest dżihad, z drugiej jednak strony kiedy już przychodzi mu go bliżej opisać, traktuje go trochę po macoszemu. W tym sensie, “Dżihad kontra McŚwiat” jest dla mnie książką niekompletną. Secundo, to chaotyczna dwoistość, bo Barber chciał napisać książkę publicystyczną, podczas gdy niejednokrotnie się w takiej dziennikarskiej przejrzystości gubi, a to po wielokroć powtarzając pewne argumenty i sposób myślenia, a to wdając się w, być może, nazbyt akademicki dyskurs. Tym niemniej, to jeden z ważniejszych tytułów i nie tyle wstyd go nie znać, bo to głośna książka, co po prostu wstyd jej nie przeczytać ze względu na proces myślenia, który uruchamia.

****

Posted on czerwiec 14, 2007 at 21:40 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: ,

One Response

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Isasaid
    on 02/02/2009 at 11:45
    Permalink

    Sam także dałbym 5/6 dla tej książki. Jedno co mnie poraziło w niej to opis Polskiego Antysemityzmu. Z resztą zgadzam się niemalże całkowicie.

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply