“Alternatywa według Wilta”, Tom Sharpe

Piramidalne nagromadzenie absurdów i zwariowane pomysły na fabułę, to cecha typowa dla książek Sharpe’a. O jego historyjkach da się powiedzieć dwie rzeczy: to nie jest ambitna literatura ale to zarazem doskonała lektura na odstresowanie przerywane paroksyzmami śmiechu.

Jak do tej pory miałem okazję sięgnąć po “Nieprzystojne obnażenie”, “Zemstę Skulliona” i “Wilta”, czyli pierwszą część cyklu o wykładowcy akademickim Henry Wiltcie, a teraz przyszła kolej na “Alternatywę według Wilta”. O życiu Wilta, wykładowcy Sekcji Przedmiotów Ogólnokształcących, a obecnie nawet jej kierownika, da się powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest monotonne, choć, z pozoru może takim się prezentować.

Po zamieszaniu z “Wilta” na pewien czas Henry osiągnął coś na kształt stabilizacji życiowej, chociaż dalekiej od tego czego zapewne by sobie życzył. Wyższe zarobki dzięki awansowi w pracy i przeprowadzka do lepszej dzielnicy skutecznie zostały zneutralizowane przez pojawienie się na swiecie czworaczków, czterech miniaturowych, lecz szybko rosnących kopii żony Wilta. Samo w sobie powinno to już być koszmarem, ale jest jeszcze przecież Ewa, szalona mażonka, tym razem mająca prawdziwego hopla na punkcie ekologii. Do zwariowanych hobby Ewy zdążył się już przyzwyczaić, ale jej decyzja o wynajęciu pokoju przybyłej do Wielkiej Brytanii Niemce to już według niego przegięcie. Ale tak Wilt będzie myślał dopóki nie pozna jej osobiście, no a wtedy się zacznie…

Każda książka Sharpe’a osiąga pewien punkt krytyczny, w którym następuje eksplozja jakiegoś zdarzenia na pograniczu surrealizmu. Wybuchające strusie, terapia awersyjna, morderstwo seks-lalki, a teraz epicentrum chaosu w domu bogu ducha winnego Wilta, którego całe życie to nieustanne pasmo kłopotów. Mnie to nieodparcie śmieszy, choć jednocześnie oczywistym jest dla mnie fakt, że to bardzo specyficzny typ humoru, a co więcej mam wrażenie, że w wydaniu sygnowanym innym nazwiskiem już tak bardzo by mi nie odpowiadał. Ale co tam, liczy się czysta, perwersyjna zabawa spod znaku absurdalnego humoru. A na dokładkę ostra satura, po raz kolejny, na społeczeństwo brytyjskie, z jego uprzedzeniami do obcych, lękami o atak terrorystyczny i debilnymi lewackimi ideami zaczadzonych pseudointelektualistów z bogatych domów. Ot, proza życia a pośrodku niej Wilt.

****

Posted on czerwiec 28, 2007 at 20:38 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

3 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Czytam… » Lista zaległości - lipiec
    on 03/07/2007 at 10:33
    Permalink

    [...] “Alternatywa według Wilta”, T. Sharpe [...]

  2. Written by aseł
    on 03/07/2007 at 18:45
    Permalink

    Hmm, czy to w “Alternatywie…” był motyw z ekologicznym źródłem energii – gnojówką na podwórku? Jeśli nie, to oddam w dobre ręce – czytałam z dziesięc lat temu i zdecydowanie mi nie podeszło. Nie moja kupka herbaty :]

  3. Written by Maciej Majewski
    on 03/07/2007 at 18:54
    Permalink

    No to jest dokładnie to samo – ekologiczna toaleta :)

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply