“Myśl Tysiąckrotna”, R. Scott Bakker

Doprawdy ciężko mi jednoznacznie określić, czy Bakkera jako pisarza lubię, czy też nie. Dobrnięcie do tomu 3 trylogii “Książę Nicości” stanowiło dla mnie, mimo pewnej dozy smakowitych kąsków, spore wyzwanie. I pomyśleć, że kiedyś lubiłem taką soczystą, wielotomową fantasy w klasycznym wydaniu[1], a Bakker dokładnie coś takiego pisze…

Do lektury “Myśli…” przystępowałem nastawiony negatywnie, a pobieżne przejrzenie książki tylko to pogłębiało. No i koniec końców znalazłem się w punkcie, w którym doprawdy nie wiem co dalej o Bakkerze sądzić.

Jako że to trzeci tom trylogii, osobom które nie czytały jeszcze poprzednich tomów, streszczenie nic nie powie, natomiast ci, którzy mają za sobą lekturę dwóch pierwszych części, niech wiedzą, że Armia Świętej Wojny zbliża się coraz bardziej i wreszcie dociera do świętego Shimehu – pod tym względem fabuła jest względnie linearna i prosta, a zbyt wielu zaskakujących zwrotów akcji (no może poza jednym) nie ma. Na dobrą sprawę, jak na długość książki, po pewnym czasie zastanawiałem się gdzie się ta treść podziała, bo nie licząc kulminacyjnej sekwencji na ostatnich stu stronach, prawie nic się nie dzieje. Przy czym istotne zastrzeżenie brzmi – nic (lub względnie niewiele) się nie dzieje, jeśli chodzi o bardziej “żywe”, dynamiczne zdarzenia, bo całkiem sporo rozgrywa się w umysłach kilku bohaterów.

Ikurei Conphas i niepokorny Cnaiűr, to dwie postacie szczególnie interesujące jeśli chodzi o skutki, jakie na nich wywiera Wojownik-Prorok. Choć Cnaiűr to jak dotąd był jedyną godną uwagi postacią z całej trylogii, dopiero teraz, razem z Conphasem nabrał jeszcze więcej atrakcyjności i może pewnego człowieczeństwa. Obaj złamani jedynie słowem, zagłębiają się w swoich własnych światach i pogrążają w szaleństwie, które zawiedzie ich… no, ale to już trzeba sobie przeczytać. Grunt, że mnie po raz pierwszy w całości udało się zaakceptować to co napisał Bakker i to, w jaki sposób ukazał przemianę tych dwóch bohaterów. Takie powolne rozgrywanie zasadniczego wątku i przeplatanie go tym co się rozgrywa w umysłach kilku postaci sprawdzało się dla mnie nadspodziewanie dobrze. Do tej dwójki ciekawych postaci dołączy w końcu również Achamian, choć w jego przypadku mam wrażenie, iż kierunek w jakim poszedł Bakker był trochę przypadkowy i być może wymuszony tym, co autor zaplanował w kolejnych książkach.

Jeden z elementów, który już poprzednio przypadł mi do gustu, nie zmienił się, a jest to niesamowita plastyczność i spektakularność scen batalistycznych, które wychodzą spod ręki Bakkera. Jak dla mnie, to świetny materiał na film, bo byłby pod tym względem wizualnym majstersztykiem. Niestety wciąż nie mogę zaakceptować, a wręcz jestem zniesmaczony prostackim ukształtowaniem świata i oparciem go o banalny konflikt Odwiecznego, Powracającego Ultrazła z Dobrem. Jak mawiał mój nauczyciel matematyki – czuć malizną. I tandetą. Na dodatek “Myśl Tysiąckrotna” zawiera na ostatnich stu stronach (sic!) gigantyczny glosariusz, który tylko dopełnił moją irytację.

Ale muszę przyznać, że z dotychczasowych książek Bakkera, ta podobała mi się najbardziej i doprawdy nie wiem w jaki sposób określa to mój stosunek do tego autora. Obiecywałem sobie, że po skończeniu tej książki już więcej po żadną z jego powieści nie będę sięgał, ale teraz mam lekki dylemat.

****


  1. prawdę powiedziawszy, nadal lubię, tylko mam ogromne kłopoty ze znalezieniem takiej, którą bym akceptował []
Posted on maj 12, 2007 at 11:46 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

2 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by GeedieZ
    on 12/05/2007 at 16:37
    Permalink

    Cóż, ja takich wątpliwości nie mam – jak tylko pojawi się zapowiedź jego nowej książki to od razu dodam ją do most-wanted.

    A co do wielkich serii fantasy to Bakker właśnie taką napisał. Nie uznajesz jej za taką bo… może z fantasy już wyrosłeś? Ponoć z tego się wyrasta ;)

  2. Written by Maciej Majewski
    on 12/05/2007 at 17:24
    Permalink

    Wyrosnąć, raczej nie wyrosłem. A wręcz na pewno nie. Z drugiej jednak strony na pewno wyrosłem z takich prostych, nazwijmy je tolkienowskich, schematów Dobra i Zła.

    No nic, za tydzień-dwa dostanę najnowszego Eriksona i znowu wrócę do prostej rozrywki ;)

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply