“Rękopis znaleziony w Saragossie”, Jan Potocki

Rzadko się zdarza, żeby z bardzo dobrej książki, powstał wybitny film, ale “Rękopis znaleziony w Saragossie” miał to szczęście. A co ciekawe, zarówno książka jak i film, musiały być, z racji swojej konstrukcji, piekielnie trudne do stworzenia. Za to efekt jest wyśmienity.

Potocki znany jest chyba głównie z tej książki, która powstawała przez wiele lat, co nie jest dziwne, jeśli wziąć pod uwagę jej arcyzłożoną strukturę, ale znany jest chyba głównie poza granicami Polski, co jest już wielką szkodą, bo “Rękopis…” to popis języka i konstrukcji.

W zasadzie można się pokusić o streszczenie przygód Alfonsa von Wordena, oficera gwardii walońskiej w służbie króla hiszpańskiego, jednakże zabiłoby to cały urok z odczytywania powieści w powieści, w powieści, w powieści… Bo “Rękopis znaleziony w Saragossie” to wybitny przykład powieści szkatułkowej, w której z jednej historii przechodzimy w drugą, z tej z kolei w następną i tak dalej. U Potockiego poziomów na których toczy się opowieść jest kilka – w pewnym momencie straciłem rachubę na piątym, ale jestem przekonany, że mogło być takich pięter jeszcze kilka. Dość powiedzieć, że młodego szlachcica z gwardii poznajemy, gdy przeprawia się przez góry Sierra Morena i zatrzymuje na noc w pewnej opuszczonej gospodzie, gdzie rozgrywają się tajemnicze i groźne wydarzenia, ściśle związane z pochodzeniem Alfonsa von Wordena, a to jedynie początek.

Przez sześćdziesiąt sześć rozdziałów, z których każdy jest zapisem wydarzeń jednego dnia, śledzimy losy dziesiątków postaci i ich skomplikowanych relacji, i choć mogłoby to być męczące, to ta misterna układanka stopniowa zaczyna się składać w kompletną całość i to w pasjonujący sposób. Doprawdy nie wiem jak Potocki był w stanie zapanować nad tyloma połączonymi wątkami, zwłaszcza że poukrywane były w kolejne poziomy opowieści, ale końcowy efekt jest znakomity. Śledzenie wszystkich osób jest niezwykle utrudnione (być może wskazane byłoby nawet rozpisywanie sobie wszystkich historii w postaci grafu), ale za to od pewnego momentu dalsze czytanie przynosi satysfakcję, kiedy stopniowo wszystko się zaczyna rozplątywać. Lektura powieści jest z tego względu wymagająca, ale zapewnia ogromną przyjemność.

Konstrukcja konstrukcją, ale oprócz tego mamy tu miszmasz gatunków, w którym groza i horror ciągle przeplatają się z romansami czy erotykami, a do tego dochodzą elementy powieści łotrzykowskiej czy przypowieści. Napisać, że to postmodernizm czy eklektyzm to umniejszyć to, co Potocki tu uczynił. Przejdą lata i wieki przeminą, a “Rękopis znaleziony w Saragossie” zawsze będzie uznawany za arcydzieło, bo inaczej po prostu się nie da.

Geniusz autora atakuje czytelnika jednak nie tylko na poziomie konstrukcji fabuły, czy pomieszania gatunków, ale także na poziomie nastroju w jaki wprawia śledzącego perypetie bohaterów wszystkich historii. Tam gdzie trzeba mamy grozę subtelnie pomieszaną z erotyzmem (czy w ogóle jedno może występować bez drugiego?), humor lub smutek, czy wiele innych odczuć, wywołanych tylko i wyłącznie mistrzowsko użytym słowem.

To jednak nie jest w żadnym wypadku książka fantastyczna, bo Potocki, który był jednym z encyklopedycznych przykładów wychowanego w Oświeceniu racjonalisty, koniec końców wszystko gładko wytłumaczy rozumem. Ułudę zastąpi racjonalne wyjaśnienie każdego zdarzenia, co z jednej strony jest świetnym zabiegiem, jednak z drugiej, pozostawia pewien niedosyt, bo przez blisko sześćset stron czytamy przecież o tylu nadnaturalnych zdawałoby się zdarzeniach, że chciałoby się uwierzyć, iż jednak stają się one faktem.

Przez długi czas wydawało mi się, że “Rękopis…” czytałem już dawno, ale to po prostu tak silnie wbił mi się w umysł wybitny film Hasa nakręcony na podstawie powieści. Z tego powodu sporo scen podczas lektury wizualizowałem sobie właśnie poprzez fragmenty filmowe i chyba po raz pierwszy w życiu, nic a nic mi to nie przeszkadzało, tak doskonale film bazuje na książce. Pora zresztą go sobie przypomnieć.

*****

Posted on luty 20, 2007 at 15:08 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

6 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by aseł
    on 21/02/2007 at 08:54
    Permalink

    Uff, obie pozycje jeszcze przede mną :)
    Może sobie książkę ustawię w kolejce..

  2. Written by Zamorano
    on 21/02/2007 at 16:28
    Permalink

    W pełni solidaryzuję się z Twoją recenzją Vanin. Z tymże ja film Hasa o minimalny “błysk” stawiam chyba nawet wyżej niż arcydzieło Potockiego. Z tymże to chyba mój ulubiony polski film ever :)

  3. Written by Maciej Majewski
    on 21/02/2007 at 17:05
    Permalink

    No, ja też uważam, że film jest lepszy.

  4. Written by tarkus
    on 26/02/2007 at 15:42
    Permalink

    Film Hasa to jedyny bodajże polski film cieszący się sławą obrazu kultowego POZA granicami Polski. Taki np. Scorsese jest wielkim fanem filmu Hasa i doprowadził do jego cyfrowej rekonstrukcji parę lat temu.

  5. Written by Czytam… » Lista zaległości - marzec
    on 01/03/2007 at 18:50
    Permalink

    [...] “Rękopis znaleziony w Saragossie”, J. Potocki [...]

  6. Written by andrzej
    on 11/11/2007 at 23:10
    Permalink

    nie moge przestac o nim myslec…jest magiczny…

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply