Lista zaległości – luty
W przyszłym miesiącu rozpocznie się drugi rok prowadzenia tych miesięcznych list i oby był równie udany jak to, co do tej pory udawało mi się zrealizować. Tymczasem wydaje się, że jest coraz gorzej, bo jakby na złość, zimowe wieczory w tym roku w moim przypadku nie sprzyjają lekturom.
- “Rękopis znaleziony w Saragossie”, J. Potocki
- “Miasta pod Skałą”, M. S. Huberath
- “Dowódca “Sophie”“, P. O’Brien
- “Zodiac”, N. Stephenson
- “Doskonała próżnia. Wielkość urojona”, S. Lem
“Playback”, R. Chandler- “The Rediscovery of Man”, C. Smith
- “Dżihad kontra McŚwiat”, B. Barber
- “Makdonaldyzacja społeczeństwa”, G. Ritzer
“Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia”, J. Sachs“Operacja Talos”, B. Wołoszański- “Freakonomia. Świat od podszewki”, S. D. Levitt, S. J. Dubner
- “Świat według Clarksona 2″. J. Clarkson
“Ucieczka do Indii”, K. Mroziewicz- “Blindsight”, P. Watts
- “Noce krwi”, J. Ellroy
Z dzisiejszej perspektywy, moja zapowiedź sprzed prawie dwóch miesięcy, wydaje się trochę buńczuczna, zwłaszcza że jak do tej pory, z zadeklarowanej listy pięciu tytułów udało mi się przeczytać zaledwie jeden, ale dwa kolejne już “się czytają”, więc z optymizmem patrzę na szansę wypełnienia planu.
Od jakiegoś już czasu, moje zainteresowania czytelniczą są jakąś dziwną wypadkową fantastyki, głównego nurtu i tego, co w jakimś stopniu wynika ze studiów, a czego nie da się zaliczyć do prac naukowych. No i do licha, muszę się wreszcie zebrać w sobie i napisać coś o “Zielu na kraterze”, bo sądząc po logach, zainteresowanie tą książką jest ogromne (pewnie akurat w szkole to teraz omawiają, bo w jednej trzeciej przypadków ludzie poszukują, o zgrozo, streszczenia. W przypadku każdej innej książki pewnie dałoby się na to przymknąć oczy, ale nie tu). Od miesiąca zastanawiam się co napisać, bo chciałbym, żeby końcowy efekt wyglądał podobnie jak to, ale raczej nic z tego nie wyjdzie

on 04/02/2007 at 01:52
Permalink
Ha…no toś mnie dopieścił
A “Ziele…” po prostu mnie w glebę wdeptało. Niesamowite. Gdybym był posarzem, to po lekturze już chyba nigdy bym nie odważył się czegokolwiek więcej napisać, bo konkurować z takim piórem, jak Wańkowicz…wolne żarty. Najbardziej rozbiło mnie to, jak On potrafił jednym zdaniem, kilkoma słowami nadać zupełnie inny sens całemu rozdziałowi. Jak jedno-dwa zdania nagle opowiedziały całą wielką historię. I te dwa zdania wystarczyły, nie trzeba całej powieści. Niesamowita dawka wspomnień, przeżyć, emocji, uczuć i piękna. I ta książka leżała w moim rodzinnym domu na półce i czekała 32 lata, aż ją przeczytam. Wstyd mi, że tak długo musiała czekać.
on 04/02/2007 at 10:42
Permalink
BTW Tark, weź ty coś zrób z komentarzami, bo nie mogę tam nic napisać, chociaż mam konto na Bloggerze. Po prostu nic nie przechodzi.
on 06/02/2007 at 14:30
Permalink
Szit, nie wszedł mi koment :O Vanin, sprawdziłem (skromne) ustawienia komentarzy na bloggerze i nie widzę nic, co by mogło cię blokować. Szczerze powiedziwszy nie mam pomysłu. Cytując Pawlaka “ja tyko pociongnoł”