“Ucieczka do Indii”, Krzysztof Mroziewicz

W moim przekonaniu “Polityka” ma szczęście do publicystów, a Krzysztof Mroziewicz jest jednym z lepszych z nich, choć wielu osobom pewnie znany jest bardziej z programu “7 dni świat” publicznej dwójki. Jest też autorem kilku książek z reportażami, a ja zaczynam żałować, że dopiero teraz przeczytałem jedną z nich.

Chociaż Mroziewicz był w latach 1996-2000 ambasadorem w Indiach, to “Ucieczka do Indii” jest głównie zapisem jego wrażeń z czasów, gdy pracował w tym kraju jeszcze jako korespondent PAP. A Indie to kraina o tysiącu różnych twarzy i żaden, nawet najlepszy i najdłuższy, reportaż nie jest w stanie ich wszystkich opisać. Nie chcę tu bynajmniej zarzucać Mroziewiczowi, że jego dzieło jest nieudane, to raczej wyraz mojego przekonania co do stopnia złożoności tego fascynującego kraju.

Indie to jeden z moich wymarzonych kierunków wakacyjnych, przyciągający swoją ogromną różnorodnością i całkowitą odmiennością od tego, do czego jestem przyzwyczajony i co widziałem. Z ogromnym zainteresowaniem, choć może niezbyt aktywnie takich poszukując, czytam artykuły przybliżające historię i teraźniejszość subkontynentu indyjskiego. Dlatego tak się ucieszyłem, kiedy udało mi się zdobyć “Ucieczkę do Indii”. Z jednej strony zaspokoiła ona choć w części mój głód wiedzy o Indiach, a z drugiej, pozostawiła jednak uczucie niedosytu.

Przyznam, że wolę kiedy reporter, najbardziej jak to tylko możliwe, powstrzymuje się od umieszczania we własnym tekście wyraźnych własnych opinii i wrażeń, wolę gdy pisze o innym kraju jak najmniej ze swojej perspektywy, w zamian za to starając się wczuć w rolę mieszkańca opisywanego przez niego kraju. Krzysztof Mroziewicz w dużej mierze opisuje Indie z perspektywy przedstawiciela obcej cywilizacji, ale być może ta, skrajna wręcz, inność Hindusów nie daje się opisać w neutralny sposób. Tym niemniej, Mroziewiczowi udaje się mimo wszystko zająć pozycję ni to obserwatora, ni to komentatora, opisując to co widzi i przeżywa w Indiach.

I kiedy czytam o tym kraju, nie potrafię nie przyznać, że jest on wyjątkowo fascynujący, ze wszystkimi swoimi skrajnościami i problemami. W końcu o jakim innym kraju można napisać, że na każdego z trzech mieszkańców przypada jeden bóg, dominująca religia zawiera w sobie elementy innych (lub też inne tak intensywnie czerpią ze starożytnych doświadczeń i wierzeń hinduskich), kraju w którym niezmierzone bogactwo na co dzień styka się ze skrajnym ubóstwem, w którym mimo wielu zmian wciąż panuje system kastowy z dziesiątkami milionów ludzi niemal całkowicie wykluczonych ze współżycia społecznego, kraju w którym zabicie krowy jest jedną z największych zbrodni, ale mordowanie ludzi innych przekonań jest codziennością, kraju którego większość mieszkańców ma pokojowe przekonania, a jednocześnie niemal na każdym kroku gotowa jest w amoku zabijać się w imię wiary czy ideałów…

Ta różnorodność Indii napływa razem z całą brzydotą, ubóstwem, nieustannymi konfliktami, mnóstwem nierozwiązanych i chyba w dużej mierze nierozwiązywalnych problemów społecznych. O ile różnorodność kulturowa i obyczajowa Indii jest fascynująca, to dobór opisywanych przez Mroziewicza tematyki odstrasza, a może wręcz do tego kraju zniechęca. Jeśli popatrzeć na wszystkie zawarte w książce reportaże, to układają się one w jeden wielki ciąg tragedii, problemów, smutków. To wszystko w dużej mierze demitologizuje Indie w moich oczach, może urealniając moje wyobrażenie o tym kraju, ale ciężko się z tym pogodzić, kiedy poszukiwałem opowieści chyba trochę wyidealizowanych. Tymczasem może się wydawać, że mieszkańcy Zachodu, uciekając do Indii, trafiają do raju i piekła zarazem.

****

Posted on styczeń 30, 2007 at 18:48 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

Leave a Reply