“Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia”, Jeffrey Sachs

Lepper kiedy z tym swoim idiotycznym uporem (choć korzystnym z politycznego punktu widzenia) powtarzał “Balcerowicz musi odejść”, powinien był sobie obrać za głównego wroga Jeffreya Sachsa, byłego doradcę polskiego rządu w okresie transformacji ustrojowej tuż po okrągłym stole. Tyle, że o tym iż to raczej Sachs planował, a Balcerowicz wykonywał i adaptował założenia Amerykanina, pewnie nie wiedział. I tak, Sachsowi się upiekło, za to po latach przejrzał na oczy i stracił serce do gwałtownym zmian.

W zamian za to postanowił uratować świat i pomóc mu wyzwolić się z niewoli ubóstwa. Zadanie to jest jak najbardziej słuszne i trudno to kwestionować, mam natomiast trochę wątpliwości, czy to co proponuje może się udać i czy sposób w jaki to robi, naprawdę ma służyć biednym krajom, czy też raczej własnej autopromocji.

Zazdroszczę temu profesorowi wiedzy jaką nabył pracując w różnych miejscach świata jako doradca rządów wdrażających trudne reformy rynkowe, od Boliwii, przez Polskę, Rosję, po Chiny i Indie, o czym ciekawie pisze w sporej części tej książki. Zazdroszczę mu też tego, że pracując nad w gruncie rzeczy podobnymi przypadkami, za każdym razem stykał się z różnicami na tyle istotnymi, że pomogły mu w nieustannym doskonaleniu i dopracowywaniu podejścia w ekonomii rozwoju, które wykłada w “Końcu z nędzą”.

Często jest tak, że pewne teorie akceptujemy bez zmrużenia oka, a kiedy ktoś je rozwija uderzamy się w czoło, mówiąc, “przecież to takie oczywiste”. Ja tak miałem z rozwinięciem ekonomii rozwoju, które Sachs wprowadza, nazywając je ekonomią kliniczną. Skojarzenia medyczne są jak najbardziej uzasadnione, bowiem uważa on, że przystępując do opracowywania planu pomocy lub planu rozwoju jakiegoś kraju, należy przed wskazaniem sposobu leczenia, szczegółowo zdiagnozować problem. A diagnoza ta powinna obejmować szeroki zakres zjawisk występujących na danym obszarze, poczynając od czynników społecznych, przez podstawowe cechy prowadzonej polityki ekonomicznej, zasady polityki finansowej, uwarunkowania geograficzne, modele rządzenia czy bariery kulturowe aż po geopolitykę. To takie oczywiste, prawda? A jednak w dotychczasowej praktyce, żadna z dwóch najważniejszych instytucji udzielających pomocy krajom przeżywającym poważne perturbacje gospodarcze, czyli Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, nie korzystała z tej logiki. Kierowały się za to schematycznym podejściem zakładającym zaciskanie polityki budżetowej, co niejednokrotnie prowadziło do dalszego nakręcania kryzysu.

Jednak proponowana przez Sachsa ekonomia kliniczna nie ma być celem samym w sobie, ale raczej środkiem do postawienia konkretnego celu, jakim jest likwidacja skrajnego ubóstwa. Zastrzeżenie, że jest to ubóstwo w skrajnej postaci jest bardzo istotne, bo całe szczęście Sachs wyznaje zasadę, iż krajom mającym problemy z pułapką ubóstwa należy pomagać, ale nie bezustannie zasilając je środkami finansowymi, lecz poprzez podanie ręki, by postawiły ten pierwszy, najważniejszy krok i przesunęły się o jeden szczebel wyżej na drabinie rozwoju. Resztę powinien uczynić rynek. Tak więc, zamiast karmić kogoś rybą, należy mu dać wędkę i nauczyć łowić ryby – podejście, które uznaję za najrozsądniejsze.

Problem w tym, że postawione przez Sachsa postulaty, czyli likwidacja skrajnego ubóstwa w naszym pokoleniu, mają chyba niewielkie szanse na realizację. Owszem, autor wylicza środki jakie należy użyć, by ten cel osiągnąć (zgodne z Milenijnymi Celami Rozwoju ONZ), ale to czysta teoria, a ekonomia ma to do siebie, że jest jedną z tych nauk, w których eksperymentów nie da się przeprowadzić w warunkach laboratoryjnych, zatem powoływanie się na ceteris paribus okaże się zaklinaniem deszczu w zderzeniu z radykalnie odmienną rzeczywistością. Jakkolwiek bym nie wspierał idei Sachsa, to jestem bardzo sceptyczny co do możliwości sukcesu, w założonym przez niego okresie.

To jednak jest kwestia wiary bądź niewiary w możliwość zastosowania jego propozycji. Bardziej zmartwiło mnie to, że cała książka przesiąknięta była bijącą po oczach autopromocją. Bezustannie Sachs podkreślał jak wiele się nauczył i jak często wchodził w spór z potężnym MFW. Co chwila wypisywał o swoich pracach przy tworzeniu Milenijnych Celów Rozwoju, ciągle wychwalał pewne osoby, tak że momentami miód wylewający się ze stron książki był nie do zniesienia. A całość sprawiała wrażenie, jakby była pierwszym etapem w walce o pokojową Nagrodę Nobla dla autora.

A jednak “Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia” to ważna rzecz, bo bez względu na to jak bardzo propozycje Sachsa nie byłyby uproszczone, w końcu to publicystyka, to stanowią jednak ważny przyczynek do dyskusji, na temat możliwości wyrwania szeregu krajów z ich beznadziejnej sytuacji. Według Sachsa jest to możliwe, mało tego, on wskazuje konkretne sposoby i czyni to w bardzo przystępny sposób. Zatem nie należy się zrażać tym, że to profesor ekonomii, bo biorąc pod uwagę tematykę, pióro ma lekkie, a i problem jest istotny.

****

Posted on styczeń 23, 2007 at 21:47 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

5 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Zamorano
    on 23/01/2007 at 23:14
    Permalink

    O ile się nie mylę koncepcje Sachsa krytykował ś.p. Wielki Milton Friedman jako utopijne i raczej być może w rzeczywistości przyczyniające się do zwiększenia ubóstwa na świecie. Pytanie do Ciebie czy pomysł Sachsa na pozyskanie środków na projket Millenium ma w ogóle jakieś racjonalne szanse na powodzenie ? (O ile się nie mylę , proszę prostować jeśłi się mylę : podatek na superbogatych Amerykanów, których roczna podstawa opodatkowania przekracza pół miliona dolarów, podatek dla ratowania świata w wysokości 5 proc. od sumy 500 tys. dolarów. W Stanach jest 635 tys. takich gospodarstw domowych. Wpływy z podatku, który proponuje Sachs, wyniosłyby 35 mld dol., tyle, ile jego zdaniem wynieść powinien udział Ameryki, aby wyrwać z nędzy ponad trzy czwarte ludzkości ).

  2. Written by Maciej Majewski
    on 23/01/2007 at 23:36
    Permalink

    Umówmy się, że gospodarczo na prawo od Friedmana, to już tylko ściana była, a to nie zawsze jest słuszne miejsce.

    Natomiast co do Sachsa, to wydaje mi się, że drogi rozwiązania problemów są słuszne – pytanie czy wykonalne w okresie do 2015 roku? Przypuszczam, że wątpię.

    Jeśli chodzi o źródła finansowania pomocy zagranicznej dla krajów ubogich, to Milenijne Cele Rozwoju zakładają, że kraje rozwinięte powinny przeznaczać 0,7% PNB (nie mam oryginału, ale nie wiem czy nie powinno być PKB), a w momencie kiedy Sachs pisał książkę, Stany przeznaczały ledwie 0,15% na pomoc, z czego większość na pomoc techniczną, która w moim mniemaniu jest największym marnotrawstwem. I jeśli dobrze pamiętam, to zakładając te 0,7%, Stany powinny wykładać chyba blisko 60 mld dolarów, a w 2006 roku wg obliczeń Sachsa, na pomoc zagraniczną trzeba by przeznaczać 135 mld dolarów.

    Aha, i nie chodzi tu o wyrwanie z nędzy 3/4 ludzkości, tylko 30% uwięzionych w pułapce ubóstwa.

  3. Written by borsuk
    on 24/01/2007 at 17:45
    Permalink

    skoro już wziąłeś się za książki biznesowe, zobacz też to:
    http://onepress.pl/ksiazki/jareza.htm
    serdecznie polecam. Podobno można gdzieś tam w matrixie znaleźć wersję audio…

  4. Written by Maciej Majewski
    on 24/01/2007 at 18:21
    Permalink

    A to od jakiegoś czasu mam pożyczone i muszę przeczytać, bo trzeba sobie uporządkować sporo spraw. Póki co, to ratuję się czytając różne lifehacki.

  5. Written by borsuk
    on 25/01/2007 at 23:31
    Permalink

    to poczytaj to:
    http://biz.blox.pl/html
    moja stała lektura

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply