“Świat według Clarksona”, Jeremy Clarkson
Nie oglądam programów motoryzacyjnych, bo nie rozumiem samochodów. Nie interesują mnie szczegóły techniczne, jakieś momenty obrotowe (co to jest u licha?), to w ile samochód przyspiesza do setki, jaki ma pojemny bagażnik, ile spala czy wszystkie te techniczne głupoty. Ale jeden jedyny wyjątek robię dla “Top Gear”, bo to program o prawdziwej frajdzie i zabawie czerpanej z bycia facetem.

A wszystko dzięki kapitalnemu zestawieniu trzech indywidualności, dużego dziecka, “chomiczka” Hammonda, który podobno nie wybielił sobie zębów, eleganckiego, acz miewającego zaskakujące pomysły Maya, no i złośliwego Clarksona, który, mam wrażenie, przechodząc kryzys wieku średniego, postanowił sobie z nim poradzić kręcąc program motoryzacyjny. Razem tworzą wybuchową mieszankę i ich oglądanie co tydzień przez godzinę stało się u mnie swego rodzaju rytuałem. Tylko w “Top Gear” pokazują samochody świetnie się bawiąc – wszędzie indziej, to nudne wymienianie abstrakcyjnych parametrów technicznych.
I kiedy wyczytałem, że w Polsce ukazał się zbiór felietonów Clarksona, wiedziałem że chcę go przeczytać. A kiedy przeczytałem, zacząłem się zastanawiać, co się stało, że Clarkson przestał śmieszyć… I nie chodzi tu o to, że te felietony w ogóle nie dotyczą samochodów – nie dla widoku aut oglądam “Top Gear”, tylko dla prowadzących. Clarkson rozpisuje się o wszystkim, tylko nie o samochodach. O wszystkim co mu się podoba i o wszystkim, o czym chciałby zapomnieć (niemiłosiernie się przedtem nabijając).
Nie owija w bawełnę i pisze to co myśli – a wokół wyznawcy politycznej poprawności dławią się ze złości, bo Clarkson nie zna świętości. I to akurat było coś, co mi się w “Świecie według Clarksona” podobało. Problem w tym, że o ile felietony traktowały każdy o czymś innym, potwornie się ze sobą zlewały w jedną całość, w której tak naprawdę ciężko było odróżnić co jest czym. Angielski humor nigdy mnie specjalnie nie podniecał, choć w “Top Gear” łykałem go bez zmrużenia oka – tutaj jest inaczej. Momentalnie poczułem się znużony clarksonowskim mocno brytyjskim poczuciem humoru. Aż w końcu doszedłem do tego, co jest przyczyną mojego ambiwalentnego stosunku do tej książki. Nieodżałowany Mieczysław Czechowicz w “Poszukiwanym, poszukiwanej” badał “zawartość cukru w cukrze”. Gdyby tak przyszło mu badać “zawartość Clarksona w Clarksonie”, to szybko by się okazało, że w “Świecie…” przekroczyła wszelkie dopuszczalne normy. Jest tego po prostu zbyt dużo, a ja nabrałem przekonania, że czytany Clarkson w ilości jeden felieton na dzień, zapewne by się okazał dawką akceptowalną, czytany w tempie 4-5 na 30 minut, jest niestrawny. A zresztą nawet gdyby, to i tak Clarkson w piśmie, nie dorówna Clarksonowi w mowie, bo w książce brak mi po prostu jego mimiki, jego głosu, no i jego angielskiego akcentu.





PS. Bardzo dobrą robotę wykonało wydawnictwo i tłumacze. Wydawnictwo stało przed ciężkim zadaniem wytłumaczenia setek całkowicie obcych Polakom gwiazd brytyjskiej popkultury i polityki, ale sprytnie to załatwiało publikując mnóstwo przypisów. Sami tłumacze zaś odwalili kawał dobrej roboty wielokrotnie dostosowując tłumaczenie do polskich realiów.
Zobacz także:

Komentarzy (13) to ““Świat według Clarksona”, Jeremy Clarkson”
Zasadniczo pełna zgoda (choć ja bym dał góra dwie gwiazdki
):) Nie jestem może wielkim fanem Top Gear, ale lubie i doceniam. Natomiast w moim osobistym odbiorze Clarkson okazał się kiepskim felietonistą. Taki “mędrzec od wszystkiego – chłopek roztropek”, ale zasadniczo problemem jest moim zdaniem kiepskie pióro Clarkson. Z tymże ja nie przeczytałem całości, tylko reprezentatywną próbkę. Być może Wyspiarze widzą w tym pisaniu niunase, któych ja nie jestem w stanie dostrzec. Uznałem, że dalej czytać nie warto. Jak dla mnie rozczarowanie.
Ja tak surowo bym go nie oceniał. Ma świetny zmysł obserwacji, a spora część z tych felietonów ma bardzo dobre zdania kończące. A jednak jako całość, książka się nie broni.
Ja tak surowo bym go nie oceniał. Ma świetny zmysł obserwacji, a spora część z tych felietonów ma bardzo dobre zdania kończące.
Podkreślam, że całości nie czytałem. To tylko wrażenie po przeczytaniu znaczącej partii książki, ale to nie była nawet połowa. W moim odczuciu ta ironia była taka wysilona, mało naturalna. Co do obserwacji dla mnie często to co czytałem było czymś zbliżonym do tego co mozna usłyszeć w autobusie, gdy ludzie komentują jakieś wydarzenia. Taki mniej więcej “pi razy oko” poziom refleksji. Np. “demaskujący” tekst o zaangażowaniu w Iraku. Trochę ironii, trochę “demaskatorstwa” ala Michael Moore. Wiem, że Clarcson to nie jest analityk, ale jednak od felietonu oczekują chociaż troszeczkę więcej. Widocznie ten zbiorek to nie moja filiżanka herbaty
BTW. Clarcson ma jednak dużego plusa za brak szacunku dla kodeksu “politycznej poprawności”. Jak powiedział Tony Parsons :”dazzling hero of political incorrectness”
Zasadniczo moim zdaniem widać, że te felietony popełniał dla “The Sun” i “Sunday Timesa”. Z tego punktu widzenia są mistrzowskie – na tyle odległe od poetyki tych pism, żeby nie żenować a jednocześnie na tyle “przystępne” czy tez bo ja wiem prostolinijne żeby się do nich nadawać i być czytanymi.
A dla mnie to fajne felietony, zabawne, interesujące – bo prezentujące Klaksona od niemotoryzacyjnej strony.
A tak w ogóle to nadciąga “A więc masz duszę” – Klakson już czysto motoryzacyjny, choc nie tylko o samochodach. I tę książkę też z przyjemną ością kupię i panu, panie Majewski, pożyczę
Czytam… » “Welin”, Hal Duncan - październik 22nd, 2006
[...] « “Świat według Clarksona”, Jeremy Clarkson | Czytam | [...]
jakieś momenty obrotowe (co to jest u licha?) ma Pan okazję zarobić sporą kwotę – wystarczy podać do sądu swoje liceum albo nauczyciela fizyki.
Moment obrotowy to jedno z podstawowych pojęć. Przyznawanie się publiczne do nieznajomości tego pojęcia dyskwalifikuje Pana z kręgu osób wykształconych. A wytarczyło sięgnąć do pierwszej z brzegu wyszukiwarki internetowej.
Ja nie należę do osób wykształconych. Szczycę się tym, że zostałem nazwany wykształciuchem.
Bardzo dobra książka. Lekka, łatwa i przyjemna i wcale niekoniecznie dla motomaniaków. Clarkson jest świetnym obserwatorem i potrafi to przelać na papier z dawka osobliwego angielskiego humoru. Polskie tłumaczenie nie jest niestety zbyt dobre dla kogos kto zna angielski i miał możliwośc przeczytania obu wersji. Ogólnie książka fajna i łatwa do przeczytania, nie jest to jakies opasłe tomisko traktujące o przytłaczająco ważnych kwestiach życiowych. I o to właśnie chodzi!
Czytam… » “I jeszcze jedno… Świat według Clarsona 2″, Jeremy Clarkson - lipiec 30th, 2007
[...] “I jeszcze jedno… Świat według Clarsona 2″, Jeremy Clarkson Będąc fanem “Top Gear”, po pierwszej części zbioru felietonów głównej gwiazdy programu spodziewałem się bardzo wiele. Ale potem “Świat wedlug Clarksona” okazał się być książką bardzo przeciętną, żeby nie napisać, że niebezpiecznie graniczącą z kiepską. Dlatego do jej kontynuacji podchodziłem z ogromną rezerwą…. i okazało się, że część druga jest naprawdę bardzo dobra. [...]
Rzeczywiście Świat według Clarksona nie jest najlepsza książką tego autora ale jego kolejna książka ,,wiem ze masz dusze” jest już ,dużo ,dużo lepsza i z całą odpowiedzialnością
polecam ją każdemu!!!
Trzeba przyznać że książka nie jest zwykła. Clarkson umie pisać o jednej sprawie przez 3 strony nie zanudzając. Umie pisac ciekawie. Nie każdemu może się to podobąc, bo nie każdy lubi angielski humor. Jeśli podoba ci się Top Gear- a szcególnie teksty- POELCAM!
Wg. mnie jest to genialna książka. Uwielbiam brytyjski humor a szczególnie w wykonaniu Clarksona. Nigdy nie lubiłem czytac książek, a ta pozycja była pierwszą która przeczytałem sam bez przymusu. Można ją czytać wiele razy i za każdym razem znajdziemy coś co nas zaskoczy, rozbawi. Polecam każdemu
Zostaw komentarz