“Niezwyciężony”, Stanisław Lem
Powoli niektóre książki Lema zaczynają mi się zlewać w jedną. A wszystko przez tematykę – w tym wypadku po raz kolejny problem niemożności nawiązania kontaktu z obcą formą życia. Zmienia się może trochę forma, ale wymowa wciąż jest taka sama.

“Solaris”, “Eden”, “Niezwyciężony” zaraz pewnie “Fiasko”. Każda z nich ma w sobie niesamowitą moc objawiającą się, dla mnie przynajmniej, w niewiarygodnych wizjach obcych światów i obcych cywilizacji, jakie wykreował Lem. I to wizjach, które bledną przy nawet najbardziej wymyślnych produktach wyobraźni reżyserów rodem z Hollywood. Ale jednocześnie, tworząc rozbuchane światy, Lem oszałamia wiedzą z każdej praktycznie dziedziny, no i zawsze w środku stawia człowieka. Z jego słabościami i chwilami największego tryumfu.
Bo choć technika wysuwa się na pierwszy plan, to w “Niezwyciężonym” najważniejszy jest i tak człowiek. Kiedy na dalekiej planecie Regis ląduje statek “Niezwyciężony” z misją ratunkową (w poszukiwaniu rozbitków z innej misji), jego załoga znajduje jedynie kadłub “Kondora”, mocno nadwyrężony jakby pod działaniem tajemniczej substancji, tudzież innego czynnika zewnętrznego. Cała załoga zginęła. Przed kosmicznymi ratownikami staje zadanie odnalezienia wszystkich możliwych do zlokalizowania zwłok, no i oczywiście wyjaśnienie przyczyn tragedii. A to następuje w miarę szybko, bo oto sami stają się obiektem ataku dziwnej formy “życia”, elementu nekrosfery planety.
Ilekroć myślę o pomysłach Lema, zawsze jestem zafascynowany, jak on to u licha wymyślał?! Bo pisząc w dużej mierze o tym samym, za każdym razem znajdował nową koncepcję na przedstawienie otoczenia, w jakim rozgrywała się akcja i zawsze była ona na swój sposób hipnotyzująca. Mam na myśli trudną do wytłumaczenia niemożność oderwania się od lektury, z której tak mało rozumiem, bo tak “Niezwyciężony”, jak i pozostałe z wymienionych tutaj tytułów powieści Lema, pełne są wiedzy o fizyce, medycynie, mechanice, elektronice i dziesiątkach innych dyscyplin, z których jestem w stanie zrozumieć zaledwie podstawy, ale chłonę wszystko bez zmrużenia oka. Nawet jeśli Lem się gdzieś mylił, ja nie jestem tego w stanie wychwycić, ale jakoś czuję, że to się sensownie układa w rozsądną całość, którą muszę w zasadzie “przyjąć na wiarę”. Jeden z takich genialnych, technicznych pomysłów Lema staje się tutaj główną osią powieści, dostarczając przy tym przeogromnej porcji pokarmu dla wyobraźni czytelnika, bo jest taka jedna scena w książce, która fascynuje swoją plastycznością. Gdybyż tylko powstał kiedyś film na podstawie “Niezwyciężonego”, byłoby to zresztą kolosalne wyzwanie dla wszelkiej maści ekspertów od efektów specjalnych.
Atakowani przez obce twory, ludzie muszą nie tylko wyjaśnić ich tajemnicę, ale uratować każdego człowieka zagrożonego utratą życia. I tutaj prawdziwego znaczenia nabiera tytuł powieści, gdyż jak się okazuje, tylko dzięki naszej świadomości, jesteśmy w stanie pokonać bezrozumne wydawałoby się istoty.






on 10/10/2006 at 21:43
Permalink
Polecam też “Powrót z gwiazd”, “Maska” i “Pamiętnik znaleziony w wannie” dla odetchnięcia. ;]
on 11/10/2006 at 00:26
Permalink
Jeśli dobrze kojarzę, to właśnie w “Niezwyciężonym” w pierwszym zdaniu był potężny babol astronomiczny. Chodziło o kurs przez gwiazdozbiór.
on 11/10/2006 at 08:46
Permalink
Ale też to pierwsze zdanie jest wyjątkowo urokliwe i co tu dużo mówić, nawet jeśli coś jest niespójne, to jak to się czyta!
on 11/10/2006 at 09:15
Permalink
Technikalia – wyskakuje mi “stack overflow” – co to za cholerstwo?
on 11/10/2006 at 10:10
Permalink
Nie wiem, ale pewie uzywasz IE. Jak czasami coś sprawdzam pod IE to też mi się to pojawia.
Zabij, nie powiem w czym tkwi problem.
on 11/10/2006 at 17:45
Permalink
Mnie wyskakuje zawsze i też miałam zapytać, co to takiego.
on 11/10/2006 at 18:10
Permalink
No dobra, chyba doszedłem do tego co to było i naprawiłem. Ale jakby się dalej coś działo to czekam na sygnał.
A w ogóle to sugeruję przesiąść się na cywilizowaną przeglądarkę.
on 04/05/2007 at 14:48
Permalink
Nie będzie dobrego filmu nakręconego na podstawie “Niezwyciężonego”!!!Po pierwsze byłaby to profanacja genialnego dzieła, a po drugie-byłby zwyczajnie nudny!!tam przecież sporo dzieje się w człowieku, wiele rzeczy jest “ulotnych”, co sprawia że niepowtarzalny klimat tej książki gdzieś by się zatracił.Bo jak niby pokazać “życie” (jakże niejednoznaczne stwierdzenie w tym przypadku) metalowych “Y” przed kamerą, ich pole magnetyczne które wytwarzają by się połączyć itd. Mam nadzieję, że nikt nie nakręci żadnego filmu, bo dla mnie “Niezwyciężony to świętość.Pozdrawiam