“Fiasko”, Stanisław Lem

Należę do osób, które ogromnie nie lubią nie kończyć książki, choć raz na jakiś czas trafiam na tekst, który okazuje się dla mnie “nieczytalny”. Tak było niedawno z Tadem Williamsem, tak (wciąż) jest z “Miastami pod Skałą” Huberatha czy antologią “PL+50″. I tak mogło być z “Fiaskiem” Lema. Z ulgą przerwałem tą powieść, by przeczytać “Welin” Duncana, ale na szczęście przyszło opamiętanie i do “Fiaska” wróciłem. I to była zdecydowanie mądra decyzja, bo z miejsca trafiła na moją listę Top 3 Lema.

A przecież zaczęło się tak źle. Z jakiś niezrozumiałych dla mnie przyczyn, jedna trzecia książki była prawdziwą czytelniczą katorgą. Każda strona stanowiła wyzwanie, a koncentracja nie chciała nadejść. A co jeszcze dziwniejsze, w zasadzie początek książki jest najłatwiejszy – Lem jeszcze tam nie atakuje swoimi skomplikowanymi teoriami, dlatego wydaje mi się, że po prostu potrzebowałem chwilowego derwania się od lektury, dla zaczerpnięcia oddechu. Opłaciło się.

“Fiasko” mnie zaskoczyło na kilku poziomach. Po pierwsze tym, że jest to pożegnanie z Pirxem, który należy do moich ulubionych postaci wykreowanych przez Lema, a przy tym pożegnaniem podwójnym, bo o moment rozstania z Pirxem, można by toczyć w zasadzie spory. Z jednej strony nie mogłem sobie przypomnieć nic, co jednoznacznie wskazywałoby na Tempego jako Pirxa, a z drugiej byłem przecież prawie pewny, że to jednak on.

Po drugie, książka zaskoczyła mnie mnogością pomysłów. W zasadzie w przypadku Lema, takich zaskoczeń być już nie powinno, bo ten człowiek miał tyle pomysłów pisarskich, że można by nimi obdarować tuzin innych autorów, ale jednak spośród wszystkich przeczytanych przeze mnie powieści Lema, to właśnie w tej najwięcej było różnego rodzaju teorii, a co więcej one wszystkie do siebie pasowały jak kawałki precyzyjnej układanki. Jakkolwiek to o czym Lem pisał to przecież fikcja, to w niepojęty dla mnie sposób, całość brzmiała niesamowicie spójnie i po prostu miałem wrażenie, że to co czytam jest absolutnie zgodne ze stanem naszej wiedzy.

Po trzecie, zaskoczył mnie Lem-ateista, który zdawał się sprzyjać ojcowi Arago, jedynemu wierzącemu człowiekowi na pokładzie statku z wyprawą do świata obcej cywilizacji, ostatniemu “widzącemu” wśród skrajnych racjonalistów. Wobec takich oto, do bólu racjonalnych, stwierdzeń

Kiedy odwracamy się od świata, świat nie znika (…) Gdzie jest myśl, tam jest i okrucieństwo. Chodzą w parze. To trzeba przyjąć, skoro nie można tego zmienić,

w gronie naukowców Arago jest być może jedynym (może poza Tempem, który działa jednakże z innych pobudek) kierującym się nienaukowym sposobem myślenia, a bardziej systemem wartości, który jednak dzięki swoim dogmatom wydaje się lepiej służyć w podejmowaniu decyzji:

W mojej eschatologii nie ma mniejszego zła (…) Z każdą zabijaną istotą ginie cały świat. Przez to arytmetyka nie daje etyce miar. Nieodwracalne zło jest pozawymierne.

Po czwarte, zaskoczył mnie skrajny wręcz pesymizm powieści. Samotność i zupełne niezrozumienie trwają przez całą długość “Fiaska”. Począwszy od poszukiwań zaginionych na Tytanie i samotnej wędrówki Parvisa, przez samotność pozbawionego własnej tożsamości i historii Tempego na pokładzie “Eurydyki” i “Hermesa”, a kończąc na szokującym braku możliwości osiągnięcia porozumienia z Kwintanami. W “Solaris”, w “Edenie”, w “Niezwyciężonym”, nigdzie nie natknąłem się u Lema na tak przygnębiającą wizję kontaktu lub też braku kontaktu z obcą rasą. Nigdzie człowiek nie zabrnął tak daleko jak w “Fiasku”, ale jednocześnie nigdzie nie podjął jednocześnie tak wielu złych decyzji, które przeradzały się w coraz to większe katastrofy, aż do rozwiązania ostatecznego. Pragnienie kontaktu za wszelką cenę prowadzi do zupełnie nieracjonalnych decyzji nie tylko z puntku widzenia celu wyprawy, ale po prostu moralności.

No i wreszcie po piąte, Lem zaskoczył mnie tym, że po napisaniu jednej ze swoich najlepszych powieści (wg mnie), porzucił fantastykę. Zupełnie dla mnie niezrozumiale, jakby wbrew słowom, które kazał wypowiedzieć jednemu z bohaterów “Fiaska”:

Cóż to jest – ostateczna prawda? To koniec drogi, gdzie nie ma już ani dalszych tajemnic, ani dalszej nadziei. Gdzie o nic nie można już pytać, skoro padły wszystkie odpowiedzi. Nie ma takiego miejsca. Kosmos to labirynt zbudowany z labiryntów. W każdym otwiera się następny.

Tak jakby sam doszedł do wniosku, że to co napisał w tej powieści, zupełnie wyczerpuje tą część jego twórczości.

*****

Posted on październik 29, 2006 at 20:35 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

5 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by 9gods
    on 29/10/2006 at 21:11
    Permalink

    No jeśli chodzi o Tada Williamsa to nic dziwnego, koleś powinien być w księdze rekordów Guinessa za najbardziej rozciągliwy styl.

  2. Written by Gość
    on 31/10/2006 at 12:08
    Permalink

    No, uratował pan poją wiarę w młode pokolenie.

  3. Written by Gość
    on 03/11/2006 at 16:27
    Permalink

    jeśli wolno mi coś polecić Szanownemu Panu – “Grzybowstąpienie” – autor Zinovy Zinik
    http://www.antykwariat.waw.pl/PrintProduct.php?id=02626&categorie=10496
    bardzo miła rzecz do czytania

  4. Written by Gość
    on 03/11/2006 at 16:29
    Permalink

    Szanowny Panie
    Zupełnie z innej bajki historia – polecam ciekawą książkę:
    http://www.antykwariat.waw.pl/PrintProduct.php?id=02626&categorie=10496
    Giennady Zinik – “Grzybowstąpienie”.

  5. Written by Andrzej Śliwowski
    on 12/05/2011 at 15:45
    Permalink

    Bardzo ciekawa opinia. Zgadzam się, to jedna z najlepszych książek Lema, może rzeczywiście najlepsza. Nie byłem zaskoczony jej pomysłami i jej pesymizmem, powiem, że może nawet oczekiwałem tego.
    Chybiony kontakt za wszelką cenę, co prawda z innych pobudek, niezwykle ciekawie pokazał K. Boruń, w (nie wiem dlaczego zapomnianym )”Anty Świecie”.
    Myślę, że Fiasko jest wyrazem lub wypadkową tęsknot i utraty nadziei autora, które to tęsknoty i nadzieje tak jasno wyraził w Dialogach i w Summa Technologiae.
    Koncept filozoficzny nieśmiertelności w Fiasku przybiera postać zamrożonego i transplantowenego, a sympatia autora dla ojca Arago jest bardzo czytelna.

    Pozdrawiam

    A

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply