“Piąta kobieta”, Henning Mankell
Pierwsza moja książka o przygodach komisarza Wallandera i chyba najgorszy z możliwych początków, bo okazuje się, że to tom szósty, a co gorsza w Polsce wydano ich do tej pory pięć. Dziwna polityka wydawnictwa. Sama książka zaś, raczej mnie nie przekonała.

Nie wiem na razie jak prezentują się wątki kryminalne w pozostałych powieściach tego autora, ale na pewno w “Piątej kobiecie” poszukiwanie sprawcy brutalnych morderstw jest mało interesujące. Gdyby o kryminalnym śledztwie dało się powiedzieć “aseksualne”, to bym tak powiedział, ale że to dziwnie brzmi, napiszę po prostu, że sam wątek kryminalny jest nudny. I niestety to na mojej ocenie książki zaważyło, bo przecież szukałem kolejnego interesującego kryminału. Pomijam to, że od pierwszych stron jest jasne, kto zabił, a mniej więcej w jednej czwartej wiadomo już mniej więcej za co, można jeszcze wtedy mieć wątpliwości dlaczego. Śledztwo w sprawie morderstw średnio angażuje uwagę, a o dreszczyku emocji w moim przypadku nie było mowy, bo kryminał z “Piątej kobiety” po prostu żaden.
Za to sama postać komisarza Wallandera, jak i cała socjologiczna otoczka powieści, mogą już zainteresować. Wallander to facet zbliżający się do pięćdziesiątki, doświadczony przez życie (rozwodnik) i wciąż przez to życie kopany (właśnie przeżywa śmierć ojca). Ciężko o nim powiedzieć “superglina”, bo fizycznie przeciętny, coraz bardziej się starzejący (wzrok już nie ten), a na dodatek jak na glinę dosyć roztargniony, bowiem ciągle o czymś zapomina, a często są to sprawy dosyć istotne dla śledztwa. Ale to jednocześnie facet z zasadami, zwłaszcza jeśli chodzi o przestrzeganie prawa i wymierzanie sprawiedliwości. Z jednej strony, na pozór jego niechęć do tworzących się gwardii obywatelskich możnaby tłumaczyć zazdrością, ale tak naprawdę wynika to z głębokiej potrzeby przestrzegania prawa, nawet jeśli daleko temu ostatniemu do doskonałości. I tu wchodzimy w socjologiczną czy obyczajową otoczkę powieści.
Trudno nie sądzić, że poglądy Wallandera są jednocześnie poglądami samego autora, a ten musi na współczesną Szwecję patrzeć bardzo krytycznie. Przeciętnemu człowiekowi ten kraj kojarzy się z ucieleśnieniem państwa dobrobytu i państwa opiekuńczego, tyle że obywatele ponoszą określone konsekwencje różnych przywilejów i udogodnień. Poczynając od powszechnej drożyzny i nigdy niewystarczających pensji, zwłaszcza w przypadku funkcjonariuszy państwowych (Wallander ciągle stwierdza, że coś jest bardzo drogie, a koszt usunięcia awarii samochodu prawie go załamuje), a kończąc na relacjach międzyludzkich. Zwłaszcza to ostatnie mocno mnie przygnębiło – w “Piątej kobiecie”, Szwecja to kraj ludzi przeraźliwie wprost samotnych, nijak nie potrafiących się porozumieć, żyjących samotnie, nawet, a może zwłaszcza uczuciowo niekompatybilnych we własnych rodzinach. Ojciec z córką, syn z ojcem, a to przecież tylko problemy rodzinne Wallandera, tymczasem wokół też mnóstwo obcości i narastającej przemocy.
Wątek kryminalny jest tutaj tylko pretekstem do krytyki współczesnej Szwecji (albo raczej tej sprzed dekady, bo książka ma już swoje lata) i chyba dlatego ten “Mankell” tak mi nie podszedł. O mały włos a zapomniałbym o jeszcze jednym “ale” w stosunku do powieści. Z początku myślałem, że to wina tłumacza, ale po rozpoczęciu kolejnej książki z Wallanderem w roli głónej, doszedłem do wniosku, że to po prostu taka denerwująca maniera pisarska Mankella. Ten człowiek pisze strasznie suchymi, krótkimi, prawie że urywanymi zdaniami, co może sprawia, że całość brzmi jak jakiś bezosobowy raport policyjny, ale czyta się źle.





Zobacz także:

Komentarzy (2) to ““Piąta kobieta”, Henning Mankell”
“Fałszywy trop”, bodaj pierwsza książka o Wallanderze, też zasadniczo bardziej wciąga z socjologicznego punktu widzenia. Jest też tam taki lekki klimat grozy, chociaż zagadka rozwiązuje sie na samym początku
Jedyne tego autora co czytałam to “Fałszywy trop”. Nie byłam zachwycona. Z drugiej strony zniesmaczenia też nie zanotowałam, ale z pewnością lektura nie skłoniła mnie do bliżeszgo zapoznania się z pisarstwem Mankella. Może gdybym podchodziła do tej książki nie jak do kryminału, tylko do powieści obyczajowej przybranej w szatki kryminału, to byłoby inaczej. Cóż “nie ma drugiej szansy na zrobienie pierwszego wrażenia”.
Prawdziwe śledztwa kryminalne (ostatnio zgwałcenia w tym jedno ze szczególnym okrucieństwem i molestowania małoletnich w ilościach hurtowych – wakacje były) SĄ całkowicie “aseksualne” i beznadziejnie nudne.
Zostaw komentarz