“Paragraf 22″, Joseph Heller
Kiedy rodzice małemu dziecku tłumaczą żeby czegoś gorącego nie dotykało, ono nie słucha. Kiedy powtarzają, że pierwsze wrażenie jest prawie zawsze najlepsze, ono nie słucha. I nawet taki stary koń jak ja, z uporem godnym lepszej sprawy brnie przez książkę, która mu wyjątkowo nie podchodzi, zamiast iść za radą mądrzejszych.

Podtytułem książki powinno być “co za dużo, to niezdrowo”, bo wszystkiego jest w niej za wiele. Za wiele wymuszonego, powtarzającego się humoru, za wiele głupoty, za wiele prawdy, za wiele karykaturalnie przejaskrawionych postaci, wreszcie za wiele stron. Bo nawet w grotesce muszą być jakieś granice. Przez to wszystko miałem dość już po kilkunastu stronach i doprawdy powinienem był skończyć lekturę w momencie, w którym zatrzymałem się pewnie z osiem lat temu. Po pierwszym rozdziale.
Kiedy jakaś metoda jest wykorzystywana na co piątej stronie, szybko staje się męcząca, a na dialogi takie jak ten:
- O czym ty mówisz? – zdziwił się, kiedy Yossarian spytał go, co mu się śniło.
- Joe, może byś poszedł do doktora Daneeki – radził mu Yossarian.
- Dlaczego niby mam iść do doktora? Nie jestem chory.
- A twoje nocne zmory?
- Nie mam żadnych zmor – zełgał Joe Głodomór.
- Może doktor coś na to poradzi.
- Zmory to nic strasznego (…) Każdy ma zmory.
Yossarian pomyślał, że tu go ma.
- Co no? – spytał.
- A dlaczego nie?
można się natknąć na co drugiej stronie. Irytowała mnie również inna rzecz – dziwna metoda pisarska Hellera. Rzadko który rozdział dotyczył faktycznie osoby wymienionej w tytule. Zaczynał się owszem, od opisu konkretnej osoby bądź zdarzenia w jakie się wplątała, tylko po ty by chwilę później przeskoczyć do czegoś zupełnie innego. W połączeniu z pomieszaniem chronologicznym i przedstawianiem tych samych zdarzeń w różnych miejscach książki, często z perspektywy różnych postaci, sprawiało to na mnie wrażenie jakby Heller pisał powieść w odcinkach, zupełnie nie panując nad całością.
Cóż z tego, że “Paragraf 22″ jest metaforą całego ludzkiego życia w społeczeństwie, bo wcale nie spłycam tej książki do opisu wyłącznie życia w armii? Cóż z tego, że piętnuje małostkowość, tępotę, karierowiczostwo, wygodnictwo, oportunizm czy dziesiątki innych synonimów na kolejne określenia tych gorszych cech ludzkich, skoro przy takim obłędnym nagromadzeniu szaleństwa po prostu mnie znużył, powodując, że czytanie to był normalny ból psychiczny i wyczekiwanie końca jak prawdziwego zbawienia. Nie dlatego, że wymowa tej powieści jest taka, a nie inna lecz dlatego, że konstrukcja książki miała taką formę.
Wydaje mi się, że groteska lepiej sprawdziłaby się w krótszym, zwięzłym utworze, bo “Paragraf 22″ to dla mnie przerost formy nad treścią. O mały włos a zapomniałbym o zakończeniu. Kiedy człowiek przez czterysta stron z okładem, bombardowany jest opisami podłości i wywlekaniem najczarniejszych stron ludzkiej natury, ostatnia rzecz jakiej oczekuje to słodkie zakończenie z nadzieją i wiarą w lepsze jutro.
Skrócenie całości o dwie trzecie przyniosłoby jej wg mnie ogromnie wiele dobrego, a dotrwanie od najlepszej sceny w książce trwałoby szybciej i nastąpiłoby mniejszym kosztem.





PS. Proszę nie pisać, że “nastąpiło niekupienie konwencji”.

on 16/09/2006 at 10:01
Permalink
Zaczynam coraz poważniej wątpić, czy nasze gusta rzeczywiście są zbieżne. Pal sześć Eriksona, pal sześć Wolfe’a, ale tutaj mamy rozziew wielkości Grand Canyonu.
on 16/09/2006 at 10:13
Permalink
O, to ty masz jeszcze jakieś wątpliwości? Ja to już dawno doszedłem do wniosku, że podoba nam się raczej mniej niż więcej wspólnie przeczytanych książek
on 16/09/2006 at 13:15
Permalink
bo nastąpiło niekupienie konwencji
(cokolwiek to ma niby znaczyć).
to jedna z lepszych książek, jakie w życiu czytałem, jedna z tych, które zostawiają “ślad” po bytności w uniwersum yossariana. na szczęście gusta to rzecz kompletnie subiektywna i w życiu jeszcze nie kupiłem książki sugerując się czyjąś opinią i chyba w życiu jeszcze nie polemizowałem z czyjąś opinią na temat książki. najwidoczniej ten ktoś po prostu “nie kupił konwencji”
on 16/09/2006 at 14:20
Permalink
CoSTa, bo mam tu takiego jednego komentującego, co mnie raz na jakiś czas oskarża o niekupienie konwencji
on 16/09/2006 at 17:07
Permalink
“(…)czytanie to był normalny ból psychiczny i wyczekiwanie końca jak prawdziwego zbawienia(…)”
O, o, miałam identyko.
on 16/09/2006 at 19:56
Permalink
ok kochani, może jestem nieobiektywny, bo w życiu z włąsnej woli przeczytałem nie więcej niż 5 książek.
ale “Paragraf 22″ jest najlepszą z nich. kocham tę książkę, jakby to ująć – rozumiem się z nią.
znam więcej osób, które ją kochają i więcej osób, które jej nie trawią.
wszyscy są natomiast są zgodni co do jednego – nie tykajcie “Paragrafu 22 BIS” nawet patykiem
on 16/09/2006 at 22:03
Permalink
To ja się za jednym zamachem nie zgodzę z Maciejem i warpem – zarówno “Paragraf 22″ jak i Ostatni rozdział” dobrymi są i basta.
on 16/09/2006 at 22:26
Permalink
Eee… da.killa jesteś chyba pierwszą osobą, która twierdzi że kontynuacja jest dobra
Tzn. pierwszą, na którą się natknąłem
on 18/09/2006 at 23:00
Permalink
To może ja jakiś dziwny jestem?
on 04/10/2006 at 09:47
Permalink
Vanin, po prostu nie kupiłes konwencji
A tak naprawdę, to mi półka dość poważnie opadła. Ja wciągnąłem “22″ błyskawicznie i jeśli mnie bolało, to nie z powodu męki przedzierania się przez książkę.
on 04/08/2009 at 21:44
Permalink
bo druga czesć jest smutniesza- opisuje nas- a nie wojne i smiesznych ludzi-śmiesznych i odległych-wszystko jest obok i za szyba tylko mniej barwne. i dochodzą opisy rodziny Lwa- ale towszystko daje smak- smak paragrafu opartego takze na filozofii a nie jak pisze autor artykułu tylko na formie
on 12/01/2010 at 13:35
Permalink
Poproszę o szczegóły dot. wydawnictwa,, jeśli to możliwe. Interesuje mnie szata graficzna okładki- najciekawsza spośród tych, jakie do tej pory napotkałam. Pozdrawiam.