“Szkarłatny habit”, Irek Grin

Skuszony bardzo pochlebnymi recenzjami[1] kupiłem “Szkarłatny habit” Irka Grina, autora, którego zupełnie nie kojarzyłem. Teraz już wiem, że zakup był bardzo udany, a recenzje nie kłamały, bo takiej zabawy jak podczas czytania tej ksiązki już dawno nie miałem. Podobało mi się tak bardzo, że kolejną rzecz tego autora dzisiaj przyniósł listonosz, a ja zastanawiam się nad następnymi.

Szkarłatny habit

A w zasadzie ksiązki można by się obawiać, bo jak wydawca zapowiada, prezentuje się tak:

W 1612 roku (co do daty źródła nie są zgodne) ukazuje się w Krakowie druk o nazwie „Monita secreta”. Opublikowanie tekstu poprzedzają straszne i tajemnicze wydarzenia, zanotowane przez współczesnych. Ptaki w lecie odleciały wszystkie, Bóg jeden wie dokąd, nad Bałtykiem pojawiły się niedźwiedzie o całkiem białej skórze, w górach widywano latających mnichów, a król Polski Zygmunt III z dynastii Wazów trawił czas na grze w piłkę.

Manuskrypt ujawnia ogólnoświatowy spisek jezuitów pod wodzą złowrogiego generała zakonu Claudia Acquavivy, zwanego Czarnym Papieżem. Dwóch zakonników zostaje wysłanych do Polski. Towarzyszą papieskiemu legatowi i mają za zadanie ustalić tożsamość autora dzieła. Nie jest to jednak główny cel ich podróży…

W roku 2003 też zaczynają się dziać na świecie rzeczy zdumiewające. W wielu miejscach dochodzi do tragedii, które z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego. Są one jednak częścią największej operacji w historii izraelskich służb specjalnych. Operacji pod kryptonimem „Szkarłatny habit”.

Dawidowi Arbogastowi, byłemu agentowi Mosadu i polskiemu policjantowi, ktoś zakłóca spokój w samotni w Pieninach. Czy coś łączy te wydarzenia? Coś łączy.

Sama książka wygląda niemalże kropka w kropkę tak, jak powyższa zapowiedź, ale zaprawdę powiadam wam, warto. Na pozór karkołomne połączenie trzech wątków (jednego sprzed czterystu lat i dwóch prowadzonych równolegle w czasach nam współczesnych) wyszło Grinowi znakomicie. Wszystko splata się kapitalnie, oczywiście pod warunkiem, że czytający książkę kupi konwencję. A to jest konieczne, żeby czerpać niczym nieskrępowaną satysfakcję z lektury. Bo Grin ma naprawdę talent i to nie tylko do tworzenia sensacyjnej intrygi, ale co być może ważniejsze, do pisania ze swadą, humorem czy generalnie tzw. “jajem”.

Okładkowa zapowiedź wróży wątek, który możnaby uznać za połączenie twórczości Dana Browna z fobiami publicystów radiomaryjnych… i w zasadzie tak jest, tylko trochę w krzywym zwierciadle. “Szkarłatny habit” to rewelacyjny pastisz książek sensacyjnych i thrillerów, będący jawną kpiną z typowych dla tych gatunków konwencji, poczynając od wątku, a kończąc na naśmiewaniu się z superbohaterów.

Grin doskonale pisze dialogi, które idealnie wpisują się w pastiszową formułę powieści. Jeśli dodać do tego jeszcze dobry humor sytuacyjny i słowny, powstaje fantastyczna mieszanka. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak często wybuchałem śmiechem czytając książkę. Po prostu trudno nie przyłączyć się do gry i nie śledzić przeszkód jakie muszą pokonać agenci Mosadu, perypetii biednego Dawida Arbogasta czy całej galerii innych postaci. Nie raz i nie dwa Grin jeszcze puszcza do czytelnika oko nawiązując a to do Dumasa, a to do Sienkiewicza, a zakończenie wątku z podarkiem dla polskiego króla jest całkowicie rozbrajające…

“Szkarłatny habit” to kontynuacja “Szerokiej drogi, Anat” i jeśli jest równie dobry co pierwsza część, przede mną wkrótce zapowiada się znowu niezła zabawa. Mam nadzieję, że na poły otwarte, na poły zamknięte zakończenie pozwoli jednak autorowi dopisać kolejną część przygód Dawida Arbogasta (ja bardzo proszę).

Perfekcyjna lektura na wakacje i nie tylko.

****½


  1. i promocyjną ceną w kwocie 6 zł []

Zobacz także:

  • Lista zaległości – wrzesień
  • “Szerokiej drogi, Anat”, Irek Grin
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2006 roku
  • Lista zaległości – sierpień
  • Spis książek
  • sierpień 14, 2006 • Tagi:  • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Komentarzy (17) to ““Szkarłatny habit”, Irek Grin”

    1. Tarkus - sierpień 16th, 2006

      Noo, faktycznie smaka narobiłeś :) Ale okładkę toto ma taką, że jeśli to kupię, to opakuję w szary papier, żeby tym kiczem mych ócz delikatnych nie kalać :D

    2. Maciej Majewski - sierpień 16th, 2006

      “Szerokiej drogi, Anat” ma nie lepszą :)

    3. Tarkus - sierpień 17th, 2006

      Kurde, przydałaby się na toto “etykieta zastępcza” :)
      A dziś dostałem urodzinowo “Wieki Światła”. I tym sposobem zbiorek Grzędowicza spadł na miejsce drugie w kolejności do przeczytania. A jak wygram na allegro Hyperiona, to spadnie niżej :)

    4. Maciej Majewski - sierpień 18th, 2006

      Snipa nie znasz Tark??? Nie pamietam ile lat temu ostatni raz licytowałem bez Snipa…

      Po spotkaniu z Alem zastanawiam się nad kupnem “Hypeiona” w oryginale. Wtedy całość po polsku odsprzedam i jeszcze na tym zarobię :)

    5. Cintryjka - sierpień 18th, 2006

      O, to jakbyś sprzedawał, to zaklepuję dwie pierwsze części:)

    6. Alakhai - sierpień 18th, 2006


      Po spotkaniu z Alem zastanawiam się nad kupnem „Hyperiona” w oryginale.

      Obie części (“Hyperion” & “The Fall of Hyperion”) masz na pl. Bankowym po 45 zł – razem 90 zł. Jeśli polskie wersje opchniesz drożej – a kupców już masz, jak widać – to chyba warto :)

    7. Maciej Majewski - sierpień 18th, 2006

      Kurczę, myślałem że 45 za całość. To chyba się jednak zastanowię.

    8. Alakhai - sierpień 18th, 2006

      Gdyby całość kosztowała 45 zł, to już bym przecież sam kupił, a nie tylko opowiadał ;)

    9. Maciej Majewski - sierpień 18th, 2006

      A to ty mi pokazywałeś “Jonathana Strange’a…” kupionego za 36 zł?

    10. Alakhai - sierpień 19th, 2006


      A to ty mi pokazywałeś „Jonathana Strange’a…” kupionego za 36 zł?

      Za 35 zł, gwoli ścisłości :) Owszem, ja. Całkiem ładne wydanie, z klimatycznymi ilustracjami (tak, ilustracje w mass marketach też bywają) i fajną okładką – uznałem, że skoro trzy tomy po polsku kosztują łącznie prawie 90 zł, to wolę zapłacić 35 i mieć oryginał.

    11. Maciej Majewski - sierpień 19th, 2006

      A gdzie kupowałeś?

    12. Cintryjka - sierpień 19th, 2006

      A ja kupiłam 3 tomy po polsku za 48 na promocji w Merlinie:)

    13. Maciej Majewski - sierpień 19th, 2006

      No właśnie. Też mi się wydaje, że można kupić taniej niż za 90 zł, tyle że tą książkę podobno lepiej czytać po angielsku, bo (podobno) jest napisana wyśmienitym językiem.

      PS. Od kilku dni wtyczka antyspamowa wychwytuje mi komentarza od osób podających maile z najwiekszych portali (wp.pl, poczta.fm czy interia.pl). Po jakimś czasie je przywracam, ale system musi się nauczyć, więc proszę o cierpliwość :)

    14. Alakhai - sierpień 19th, 2006


      A gdzie kupowałeś?

      American Bookstore w Centrum Arkadia. Mieli dwa różne wydania, ale to drugie było nieco grubsze, nieco droższe, IIRC bez ilustracji i z dużo brzydszą okładką (cała czerwona z białymi literami), więc kupiłem to, które ci pokazywałem potem w Paradoksie.

    15. Maciej Majewski - sierpień 19th, 2006

      A, bo wczoraj w Trafficu widziałem mass marketa za 36 zł z czerwoną okładką. Ale jak na 100 stron to był wyjątkowo nieporęczny.

    16. Alakhai - sierpień 19th, 2006

      Chyba 1000 stron raczej? ;) Ale to by się zgadzało – tamten z Arkadii też miał czerwoną okładkę i faktycznie był strasznie pękaty. Mój (mimo tysiąca stron) jest jakiś szczuplejszy – na półce zajmuje mi tyle samo miejsca co “Tigana”, która ma ponad 700 stron mniej.

    17. Alakhai - sierpień 19th, 2006


      ponad 700 stron mniej

      Tfu, ponad 300 stron mniej miało być…

    Zostaw komentarz