“Księga Nowego Słońca”, Gene Wolfe

Mam przeczucie graniczące z pewnością, że komentarze będą krytyczne, ale nic nie poradzę. Głupio winę zwalać na okres największych upałów, więc to że “Księga Nowego Słońca” wcale, ale to wcale mi się nie podobała, trzeba złożyć na karb moich ogólnie negatywnych wrażeń z książek Wolfe’a.

Po wyjątkowych męczarniach jakie przeżywałem czytając “Księgę Długiego Słońca”, porwałem się na coś, co w powszechnym uważaniu uznawane jest za wybitne dzieło sf. No, prawie że “Ulissesa” science fiction. Z mojego punktu widzenia, jest to jedno z największych rozczarowań w minionych latach. Do tego stopnia, że nie bardzo wiem co napisać.

Całość fabuły oparta jest na koncepcji umierającego świata, umierającego z powodu gasnącego słońca dającego planecie życiodajną energię. Wszystko wskazuje, że Urth to Ziemia w dalekiej, dalekiej przyszłości, kiedy nie tylko Słońce się wypala, ale i zasoby naturalne zostały doszczętnie wyeksploatowane. Do tego stopnia, że ludzkość chyli się ku upadkowi, mając zaledwie cień pojęcia o własnej historii, cywilizacja powraca do stanu coraz bardziej zbliżającego się do barbarzyństwa. W środku tego całego zamieszania znajduje się młody czeladnik katowskiego cechu, Severian, wygnany do odległego miasta za okazanie niedopuszczalnej w jego zawodzie słabości, czyli litości okazanej skazańcowi.

Przez pisarski styl Wolfe’a piekielnie ciężko mi się przebijać, co nie oznacza że nie potrafi on pisać. Językowo nie można mu nic zarzucić, ba, językowo jest świetny. Tylko fabuła i postaci… A może zwłaszcza postaci. Severian, narrator, niemalże regularnie mijający się z prawdą jest uosobieniem tego, co nienawidzę w kreacjach literackich – głupoty, naiwności graniczącej z głupota, no i tego nieznośnego, całkowicie dla mnie nieakceptowalnego motywu zbawiciela. Z tym samym musiałem się zmierzyć czytając “Księgę Długiego Słońca”, jednak tam odpowiednikiem Severiana jest Jedwab, równie irytujący, równie świętoszkowaty, kolejny cierpiący za miliony. Aż do wyrzygania. Nie podobało mi się jeszcze sporo innych rzeczy, wśród nich chociałby totalne pomieszanie z poplątaniem logiki czasowej w dopisanym do pierwotnej tertralogii “Urth Nowego Słońca”.

I nawet jeśli pozostaję pod wrażeniem wyobraźni Wolfe’a, kreującego piękne, nawet jeśli mroczne wizje, i zazdroszczę mu wiedzy o literaturze i kulturze, którą “Księga Nowego Słońca” jest poprzetykana, to po prostu nie trawię jego twórczości. Gdyby nie to, że skrajnie nie cierpię przerywać lektury, dałbym sobie spokój z opowieścią Severiana pewnie w połowie drugiego tomu, bo była dla mnie całkowicie nieprzyswajalna. Chyba każdy ma jakiegoś autora, albo dwóch, których po prostu nie jest w stanie strawić. Po lekturze “Księgi Długiego Słońca” i “Księgi Krótkiego Słońca”, wiem że w moim przypadku jest to Wolfe.

**½

Całość pięcioksiągu składa się z następujących tomów:

ale jakoś nie widziałem sensu dzielić notki na pięć, zwłaszcza że nie miałbym co pisać.

Posted on sierpień 4, 2006 at 18:57 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

5 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by walth
    on 04/08/2006 at 19:08
    Permalink

    Najważniejsze to chyba mieć własne zdanie :) Jak napisałeś pewnie wielu ludzi czytających dużo i namietnie trafi w końcu na autora czy gatunek, który im po porstu nie podchodzi. U mnie kimś takim, jak na razie jest Kres, który jak dla mnie jest zwyczajnym grafomanem. A to, co się komuś podoba nie zawsze będzie się podobało innym i odwrotnie.

  2. Written by Piotr
    on 04/12/2009 at 15:11
    Permalink

    Czytając po raz pierwszy “Cień Kata” z początku byłem zafascynowany by pod koniec ksiązki męczyć się okrutnie z doczytaniem jej do końca. “Pazur Łagodziciela” skończyłem czytać po trzech rozdziałach i odłożyłem książkę na prawie rok czasu. Kiedy ponownie zacząłem czytać “Księgę Nowego Słońca” musiałem zacząć od pierwszego tomu (niestety nie mam pamięci tak dobrej jak Severian) i naprawdę się wciągnąłem. W tej chwili kończę czytać “Cytadelę Autarchy” i książka ta nadal mnie fascynuje. Zgadzam się, że główny bohater jest naiwnym cierpiętnikiem i smutasem pogrążonym we własnych wspomnieniach i rozterkach ale cóż taki już jego urok, mnie osobiście to nie przeszkadza (być może dlatego, że sam po części taki jestem). Myślę że “Księga Nowego Słońca” jest dziełem (nie boję się w ten właśnie sposób jej określić) które wymaga od czytelnika cierpliwości i skupienia, jest jak dobre czerwone wino którego bukiet i smak możemy w pełni docenić delektując się nim z należytą powagą. Dlatego nie jest to ksiązka dla wszystkich.

  3. Written by Raf.Ael
    on 01/03/2010 at 18:53
    Permalink

    Uważam, że Gene Wolfe jest najoryginalniejszą postacią nie tylko wśród pisarzy fantastycznych, ale wśród pisarzy w ogóle. Trudno w dzisiejszych czasach zaskoczyć czymś nowym czytelnika, więc z tym większym szacunkiem podchodzę do “Księgi Nowego Słońca”. Aby docenić w pełni DZIEŁO Wolfe’a trzeba się trochę poświęcić… To fascynująca, niesamowita książka… POLECAM!!!

  4. Written by Eli
    on 19/06/2010 at 17:55
    Permalink

    Ja zaczęłam czytać dopiero od 3 tomu, bo nigdzie nie można było dostać reszty, i na początku zanim się połapałam to była męczarnia. Ale jak przeczytałam drugi raz, to mnie wciągnęło.
    Myślę, że Wolfe ma naprawdę wielki talent, a nie pisze takich jakby scenariuszów do filmu sensacyjnego. No, ale każdy ma swój gust, ja nie mogę ścierpieć takiego Dana Browna.

  5. Written by czyszczenie tapicerki
    on 29/03/2011 at 07:11
    Permalink

    Uwielbiam fantastykę a tak negatywny komentarz tylko mnie zachęcił do przeczytania tek książki.

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply