“Nagi cel”, Adam Wiśniewski-Snerg

Mniej więcej w połowie powieści zastanawiałem się, co by było, gdybym tak lekturę książek tego autora zaczynał od “Nagiego celu”, albo “Według łotra”. Zapewne nigdy bym nie przeczytał genialnego “Robota”, bo dla mnie Wiśniewski-Snerg chyba już na zawsze pozostanie autorem jednej książki. Właśnie “Robota”.

Nagi cel

“Nagi cel” okazał się dla mnie zbyt nieprzystępny, przy czym za żadne skarby nie odważę się napisać, że w kategoriach absolutnych jest to zła książka. Ja w każdym bądź razie nie mogłem dotrzeć do jej istoty, bo przebijanie się przez kolejne płaszczyzny powieści przynosiło mi tylko coraz większe uczucie zmęczenia. O ile sam sensacyjny wątek dwóch lowelasów na łowach, z tajną misją znalezienia nuklearnych szantażystów był bardzo przystępny, to coraz głębiej idące wyjaśnienia funkcjonowania trójwymiarowej rzeczywistości/filmu powodowały mętlik w głowie.

Nie można Wiśniewskiemu odmówić umiejętności kreowania sugestywnych wizji i osiągania tego przy pomocy skromnych środków. Nie wątpię, że miałem problemy z sięgnięciem do esencji powieści, jednak autor nie miał najmniejszych kłopotów z wrzuceniem mi przed oczy obrazów, które jakby same z siebie nabierały trójwymiarowości. Rzadko kiedy czytając książkę jestem w stanie widzieć fabułę w wersji 3D, jednak u Snerga przychodzi mi to bez najmniejszego wysiłku.

Tyle tylko, że jestem jednocześnie przekonany, iż nie jestem w stanie dostrzec tego, o czym Wiśniewski-Snerg chciał napisać :(

***

Posted on czerwiec 7, 2006 at 20:26 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

One Response

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by nick
    on 18/10/2007 at 08:37
    Permalink

    No cóż. Ja zaczynałem od “Według łotra”. Nie mam problemów.
    W sumie furę złota jeśli myslisz zawsze tylko i wyłącznie o celu jaki masz osiągnąć. W “Nagim celu” warto, myślę, zwrócić wiekszą uwagę na narratora.

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply