“Wojownik-Prorok”, R. Scott Bakker

Miałem nadzieję, że druga część trylogii okaże się lepsza od ciekawego debiutu, a tymczasem wiele wskazuje, iż to kolejny dowód potwierdzający tezę o „środkowym tomie”. Rozbudzone nadzieje okazały się płonne, co nie oznacza jednak, że “Wojownika-Proroka” należy spisać na straty, a sam Bakker jest złym pisarzem.

Wojownik-Prorok

Przystępując do lektury miałem nadzieję, iż książka pokaże rozwój Bakkera jako pisarza; że wzmocnione zostaną te elementy, które stanowiły o sile debiutu, a zanikną bądź zostaną zminimalizowane wady tomu pierwszego. Tymczasem po ukończeniu książki mam wrażenie, że stało się dokładnie odwrotnie.

Święta Wojna wkroczyła na tereny pogan, a jej uczestnicy niosą Słowo proroka ogniem i mieczem. Mordują tysiące i sami giną tysiącami, pchani do przodu absurdalnym fanatyzmem, za którym stoi odwieczne pragnienie władców – więcej władzy. Jeśli “Mrok, który nas poprzedza” stawiał na rozgrywki polityczne i subtelne manipulacje toczące się gdzieś za kulisami codziennego życia, to w “Wojowniku…” ten aspekt został zminimalizowany. Na pierwszy plan wysunął Bakker to, co komu w duszy gra, dosłownie wchodząc do głów i umysłów kluczowych bohaterów: czarnoksiężnika Drusasa, barbarzyńskiego wojownika Cnaűira, prostytutki Esmemet, no i naczelnego manipulatora i władcy dusz, Anasűrimbora Kellhusa.

Być może błędne jest ocenianie tego posunięcia w oderwaniu od tomu trzeciego, który wydany zostanie u nas dopiero w przyszłym roku, jednakże z perspektywy treści “Wojownika-Proroka” postawienie na pokazanie tego, co się rozgrywa w umysłach bohaterów, zadecydowało o słabości książki. Tak jakby Bakker nie potrafił sobie poradzić ze stworzeniem wiarygodnych postaci. Jak dla mnie, jest to szczególnie widoczne w tym, do czego doprowadza Kellhus, genialny manipulator. W pewnym momencie psychicznie łamie zarówno Cnaűira, jak i Drusasa, odbierając im ich kobiety, a jednocześnie nie daje niczego w zamian. Z jednej strony likwiduje niejako ostatnie, najsilniejsze punkty oporu w stosunku do własnych zamierzeń, ale z drugiej – łamie ich jako sojuszników. A przynajmniej w moim rozumieniu, w moim oczekiwaniu powinno to oznaczać wystąpienie tych dwóch postaci przeciwko niemu, z otwartą nienawiścią. Tego zabrakło, przez co szwankuje, według mnie, logika i wiarygodność postaci.

Jakkolwiek Bakker nie radzi sobie z psychologią postaci, to doskonale wychodzą mu wszelkie sceny batalistyczne, czy w ogóle epickie, jak choćby opis przemieszczania się Świętej Wojny przez obce krainy. Tu niewątpliwe okazuje się, że autor ma dobrą rękę do pisania takich scen.

Mam naprawdę dużą tolerancję, jeśli chodzi o fantasy i wszelkie jej bolączki, ale lektura dotychczasowych tomów trylogii “Książę Nicości” drażni mnie coraz bardziej przez oparcie na bodaj najgorszym z motywów (oprócz wiejskiego chłopaka wyruszającego, by zbawić świat) – mowa o klasycznym powrocie jakiegoś mitycznego Zła po iluś tam tysiącach lat i nieodzownym ponownym końcu świata. Jeśli komuś to nie przeszkadza i na dodatek gotów jest zignorować moje pozostałe narzekania, to myślę, że warto poczytać Bakkera, bo mimo iż wciąż nie rozkwitł jego talent, to ma on spory potencjał. Trzeci tom trylogii jednak przeczytam.

***

Posted on maj 14, 2006 at 18:51 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

2 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Alakhai
    on 23/06/2006 at 00:03
    Permalink

    Pewnie już czytałeś wczorajszy wątek na rasfw (“Bakker: The Thousandfold Thought”), ale na wszelki wypadek zacytuję posta Michała Jakuszewskiego:

    Bakker says there will be yet two duologies (or perhaps trilogies). First is supposed to be called Aspect-Emperor, he didn’t reveal the name of the second. Aspect-Emperor is to be set twenty years after the ending of Prince of Nothing, though. He admitted from the beginning that Prince of Nothing is only beginning of the story.

    Wygląda na to, że mamy kolejnego gościa, który będzie tłukł kasę na sequelach do sequeli :-(

  2. Written by Maciej Majewski
    on 23/06/2006 at 08:41
    Permalink

    Czytałem, ale z twoim podejściem w ogóle się nie zgadzam. Akurat o Bakkerze pierwszy raz czytałem już ze dwa lata temu, a może nawet jeszcze wcześniej i facet od samego początku zapowiadał, że będą trzy trylogie. Wszystko się rozbija o to, czy taka trylogia jest dobra czy nie.

    Jakoś nie rozumiem dlaczego np. nie masz pretensji do Wolfe’a o to, że napisał trzy nawet nie trylogie a cykle osadzone w świecie X Słońca?

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply