“Stranger Things Happen”, Kelly Link
Neil Gaiman: Kelly Link is probably the best short story writer currently out there, in any genre or none. Przez długi czas mnie to męczyło, aż wreszcie przeczytałem zbiorek wielokrotnie nagradzanych opowiadań “Stranger Things Happen”. Pomimo tego, iż Gaiman mnie nudzi, to nie można mu odmówić braku umiejętności operowania słowem, jeśli zatem wypowiada taką opinię o Link, chyba grzechem byłoby nie spróbować jej twórczości.

I co? I uczucia mam trochę mieszane, bo z jednej strony niektóre teksty są dla mnie przykładem mistrzostwa, a inne pozostawiły mnie w zasadzie obojętnym. Cały zbiorek to jedenaście opowiadań bedących połączeniem realizmu z magią i podlanych sosem złożonym z mitologicznych i bajkowych nawiązań. Taka konstrukcja dla pisarza fantastycznego będzie najgorszym przekleństwem, bo jednocześnie skarze go na funkcjonowanie w obrębie fantastycznego getta, tymczasem wydaje mi się, że gdyby spojrzeć na bijącego w Polsce rekordy sprzedaży Jonathana Carrolla, okaże się, że jego twórczość nie różni się tak bardzo od Link. Tyle, że Carroll pisze gorzej i od dłuższego czasu chyba o tym samym. Wrzucenie Link do fantastycznego worka będzie dla niej najgorszą i niezasłużoną karą.
Gaiman ma rację mówiąc o tym, że Link dobrze pisze opowiadania, bo ich konstrukcji nic nie można zarzucić. Zaskoczył mnie język autorki – bardzo prosty, żeby nie powiedzieć ascetyczny, ale jednak wywiera wrażenie na czytelniku, bo przy oszczędnym posługiwaniu się słownictwem Link buduje atmosferę tajemniczości, żalu, horroru itd. Boję się, że robię autorce krzywdę uważając Link za pisarkę feministyczną, ale uwaga, nie jest to żaden zarzut, a już tym bardziej oskarżenie o jakieś radykalne poglądy. To po prostu mój odbiór jej twórczości, bo wydaje mi się, że o wiele więcej odczytają z opowiadań Link kobiety niż będą w stanie dojrzeć mężczyźni. Opowiadania Link są jakieś takie mocno kobiece, być może trochę dla mnie zbyt hermetyczne, za każdym razem jednak ich atmosfera przenika czytelnika. Czasem miałem wrażenie, jakby teksty Link były swoistym przepisaniem jej własnych historii, przepuszczonych przez jakiś nierealny filtr, w którym sama autorka próbuje sobie tłumaczyć to co ją w życiu spotkało.
Nie oznacza to jednak, że wcale do mnie nie przemawiają. Otwierające zbiór opowiadanie “Carnation, Lily, Lily, Rose” jest, mam wrażenie, do bólu prawdziwe i opisuje każdego, kto utracił jakąś bliską osobę, a wraz z upływem czasu traci również wspomnienia. Jednak największe wrażenie wywarło na mnie “Travels With the Snow Queen” będące rewelacyjnym przetworzeniem motywu z baśni o Królowej Sniegu. Tym razem jednak, tekst jest kapitalną opowieścią o kobiecie opuszczonej przez kochanka, kobiecie próbującej dojść do tego dlaczego tak się stało, by na końcu wreszcie się z tym pogodzić. Z miejsca wskoczył na listę moich ulubionych opowiadań. W zasadzie w każdym z tekstów można odnaleźć coś dla siebie i chyba dlatego Link robi taką furorę.
Tytuł całego zbiorku doskonale odnosi się do zawartości opowiadań, w których bajki i baśnie przenikają się z rzeczywistością, odwiedzaną jednocześnie przez bogów. To bardzo dobry przykład realizmu magicznego, stawiający Link ponad to, co prezentuje sobą uwielbiany w Polsce Carroll.





PS. Zbiorek opowiadań “Stranger Things Happen” jest udostępniany przez autorkę bezpłatnie na jej własnej stronie internetowej. Jeśli ktoś chce mieć wydanie książkowe, może oczywiście nabyć je w księgarni, jednak Link postanowiła wzorem kilku innych pisarzy umożliwić ściągnięcie jej tekstów ze strony internetowej. Legalnie. Przez wszystkich. Wystarczy udać się tutaj i wybrać format pliku.
Ponadto w sieci dostępne są również dwa inne opowiadania Link: “Magic for Beginner”, nagrodzone Nebula 2005 oraz “The Faery Handbag”, zdobywca Hugo i Nebula 2005. Jeśli tak dalej rozwinie się kariera Link, wkrótce może ona zostać najbardziej nagradzanym autorem opowiadań.
Zobacz także:

Komentarzy (3) to ““Stranger Things Happen”, Kelly Link”
Gaiman Cię nudzi?:O Mnie tam porywa:)) Niebawem dam się wreszcie porwać “Amerykańskim bogom”:D
Mnie, przyznam się, Gaiman też już nudzi. Mam wrażenie hmm… wewnętrznej wtórności. Po ludzku – mam wrażenie, że on ciągle o tym samym (biorę pod uwagę książki i komiksy, w tym w pewnym zakresie nawet również “Ostatnie kuszenie”).
Mnie nudzi o tyle, że ja nad jego książkami zasypiam, tzn. on pisze dla mnie zbyt ślamazarnie, rozwlekle itd. przez co np. utknąłem w 1/3 “Amerykańskich bogów” i tak parę miesięcy mi minęło zanim się przełamałem, by skończyć.
“Nigdziebądź” to jedyna rzecz spod jego ręki, którą trawię.
Zostaw komentarz