“Eden”, Stanisław Lem

Czytałem wiele opinii różnych osób, które twierdziły że “Eden” to ich ulubiona, bądź jedna z ulubionych książek Lema. Doprawdy, ciężko mi wyrazić podobną opinię, bo dla mnie była to jak do tej pory najcięsza pozycja tego autora.

Eden

Nie odważę się powiedzieć, że to słaba książka, bo tak nie jest. Rzecz w tym, że ze wszystkich przeczytanych przeze mnie utworów Lema, “Eden” przysporzył mi największych problemów. Nawet “Solaris” nie czytało się tak ciężko, tak powoli.

W twórczości Lema niewątpliwie fascynuje mnie rozbuchana wyobraźnia autora, jego niewiarygodna zdolność nieustannego wymyślania czegoś nowego, bez wywołania wrażenia, że to już było, o tym czytałem wcześniej. Na dodatek to co Lem wymyśla, to prawdziwe wyzwanie dla wyobraźni samego czytelnika, bo mnogość i oryginalność pomysłów pisarza nie daje odpocząć. Niewątpliwie w “Edenie” jest tego prawdziwe zatrzęsienie. Obce inteligentne istoty, obca fauna i flora, czy same twory geologiczne – wszystko jest ogromnie zróżnicowane i niepowtarzalne. Być może właśnie dlatego bardzo szybko zacząłem odczuwać przesyt, a kolejne obrazy zaczęły się zlewać w jeden ogromny kolaż, w którym nie da się już odróżnić co z czego pochodzi. W pewnym momencie coś we mnie pękło i przestałem na opisy obcej planety i jej mieszkańców zwracać uwagę.

Opisy to jedno, ale tak naprawdę chodzi przecież o dwie rzeczy. Po pierwsze to obraz całkowicie obcej ludzkości cywilizacji, z którą chcąc nie chcąc, niektórzy Ziemianie muszą się zetknąć. Do tej pory miałem wrażenie, że tego typu momenty wychodzą Lemowi znakomicie, bo wszelkie takie sytuacje wyglądają u Lema dokładnie tak jak sobie to wyobrażam, tj. zderzeniem całkowicie obcych sobie istot, z których żadna nie jest w stanie zrozumieć drugiej. Jakże to dalekie od kiczowatego do bólu obrazu znanego z debilnego “Star Treka”, w którym cały kosmos porozumiewa się po angielsku… Tyle, że w “Edenie” pod koniec książki niebezpiecznie blisko zbliżyli się bohaterowie Lema do zrozumienia dubeltów. I to chyba najbardziej zaważyło na mojej ocenie. No i druga sprawa, tj. opis społeczeństwa dubeltów, czy też obcych jako całości. Mam wrażenie, że był zbyt dosłowny, zbyt łopatologiczny, zwłaszcza w części dotyczącej struktury społecznej, a już najgorsze z mojego punktu widzenia, było pokazanie obcego ustroju totalitarnego.

Zderzenie urokliwego wyglądu planety i jej rajskiej nazwy z realiami życia na niej jest bardzo ironiczne i gorzkie, i robi wrażenie. Cóż z tego, skoro obraz całości nie przypada mi do gustu?

***

Posted on maj 25, 2006 at 22:18 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione

3 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by mroq
    on 25/05/2006 at 22:36
    Permalink

    dlatego w Edenie pomija sie opisy, totalitaryzm, wydzwiek polityczny, itp. bzdety, a czyta sie dialogi inżynierów, które zabijają ;) poza tym IMHO nikt lepiej, niż Lem w tej książce, nie przedstawił poznawania obcego świata przez przybyszów z Ziemi. Książka świetna, należy się 5, zresztą dużo bardziej mainstreamowa niż Solaris.

    Btw. gdzie Ty tam zauważyłeś “urokliwość planety” w opisach? ;)

  2. Written by Maciej Majewski
    on 25/05/2006 at 22:45
    Permalink

    Dokładnie w tych samych miejscach jak np. w “Czerwonym Marsie” Robinsona :) Opisy samego krajobrazu, nawet surowego też mogą być ciekawe.

  3. Written by Grzegorz
    on 07/01/2007 at 22:49
    Permalink

    Czytalem ta ksiazke tylko raz jakies 20 lat temu majac okolo 13 lat. Jesli ktos jest zdolny dostrzec w tej ksiazce niewiele wiecej niz opis systemu totalitarnego to przeczytanie tej ksiazki bylo dla niego czysta strata czasu.
    Jesli chodzi o proby kontaktu miedzy dwoma cywilizacjami to wlasnie technika byla ta wspolna plaszczyzna porozumienia (naprawa rakiety przez miszkanca/mieszkancow Edenu, “zwiedzenie” przez zaloge tutejszej fabryki ktora z jakis nieznanych przyczyn jak reszta planety przestala logicznie funkcjonowac). Oczywiscie ktos zaraz odpowie ze z powodu totalitaryzmu, tak, ale dlaczego on nastal, to autor pozostawil juz czytelnikowi do rostrzygniecia (moze przybycie na planete drugiej cywilizacji, a moze tylko przez istoty tam zyjace).
    Mysle ze wlasnie dzieki szczegolowosci opisow ksiazka te czyta sie z prawdziwa przyjemnoscia. Na szczescie 20 lat temu nie bylo krytykow ktorzy by mi wtedy odradzili przeczytanie Edenu. Ksiazce tej nalezy sie 5 gwiazdek.

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply