Dobre samopoczucie pisarzy sf

W wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej (Fantaści nie wierzą w zielone ludziki), Marek S. Huberath wykazuje IMO nadmiar wiary w krajową fantastykę.

I tak Huberath twierdzi, że

jeżeli czytelnik sięga w księgarni na półkę z fantastyką i wybiera pierwszą z brzegu książkę polskiego autora, to szansa, że lektura go rozczaruje, jest mniejsza, niż gdyby sięgnął po pierwszą z brzegu książkę pisarza amerykańskiego.

Khem. Fakt, że nie do końca wiem co dokładnie autor miał na myśli, bo jeżeli jakość książek, to nie do końca będzie to prawda. Jeżeli przyjąć, że prawo Sturgeona faktycznie w przybliżeniu odpowiada rzeczywistości, to pod względem jakości, i u nas, i w Stanach jest tak samo.

Różnica jest taka, że jak Dukaj zauważa:

Tam powstają właśnie książki mające po 700 stron. I to są dopiero powieści! Niepokoi mnie, że u nas nie ma tego mięsa fabularnego, porządnych, epickich powieści, a zamiast tego dominuje proza, która powinna być jedynie przyprawą, wisienką na torcie.

Co prawda Dukaj miał na myśli literaturę głównonurtową, ale da się to odnieść do fantastyki. U nas powstają powieści krótkie, podczas gdy na Zachodzie dominują “cegły”.

Pomijając jakość literatury (chociaż to akurat jest umowne), to polska proza fantastyczna może przemówić do nas lepiej, bo jest swojska. Bardziej przystająca do naszych realiów, z odniesieniami do naszej rzeczywistości, przez co łatwiej jest wyłapać pewne rzeczy. Stąd mniejsze rozczarowanie.

Jakiś czas temu twierdziłem, że Polacy czy Rosjanie piszą lepiej. Dzisiaj nie jestem tego pewien i choć w dyskusjach na różnych anglojęzycznych forach internetowych dalej będę się upierał, że jesteśmy bardziej oryginalni niż Amerykanie czy Anglicy ;) , to w rzeczywistości jest jak jest.

Bo fakty są takie, że jak wskazuje Dukaj:

jakość wydawanych książek spadła, łatwość zaistnienia w druku powoduje, że pojawiają się teksty, które wcześniej ugrzęzłyby w szufladach autorów. To jednak nie powód do rozpaczy, bo dzięki temu odtwarza się zdrowy model rynku – piramida, w której u dołu jest masa tekstów słabych i średnich, a u góry – nieliczne dobre albo wybitne.

Po prostu zaczyna być u nas tak samo jak gdzie indziej.


Zobacz także:

  • “Hunters of Dune” – zakończenie sagi
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2008 roku
  • Blogi pisarzy w amazon.com
  • Lista zaległości – styczeń
  • Lista zaległości – listopad
  • kwiecień 20, 2006 • Opublikowane w: O książkach w sieci

    Jeden komentarz to “Dobre samopoczucie pisarzy sf”

    1. Cintryjka - kwiecień 20th, 2006

      Lepiej późno niż wcale:)) A bardziej serio, to chyba jednak optymizm faktycznie jest nadmierny – u nas łatwiej wydać gniota, ba, gnioty nawet zostają bestsellerami (Pilipiuk, Achaja:/). No ale cóż, każdy rynek ma takie bestsellery, na jakie zasługuje…

    Zostaw komentarz