“Z głowy”, Janusz Głowacki

Czyżbym był jedną z ostatnich osób, która sięgnęła po tą swietną książkę? Od premiery minęło już ile? Dwa lata? Nieważne, grunt że koniec końców udało mi się ją przeczytać. I co najważniejsze, nie żałuję żadnej strony.

Z glowy

Na początek postawię sprawę jasno – nie czytałem wcześniej ani jednego utworu Głowackiego, a po “Z głowy” sięgnąłem tylko dlatego, że zbierało świetne recenzje (teraz zresztą wiem dlaczego). Mało tego, organicznie nie cierpię “Rejsu”, do którego Głowacki współtworzył scenariusz, a jednak się udało. “Z głowy” można powiedzieć, że pokochałem i to już od pierwszych stron.

Nie zamierzam silić się na jakiekolwiek wymyślne zdania, aby opisać tę dziwną autobiografię, a może raczej paraautobiografię (jakoś przedrostek para wszedł mi w krew ostatnio – za dni parę będę pisał o parareportażu). Jeżeli coś dało się powiedzieć złośliwie, Głowacki to napisał w “Z głowy”; jeżeli coś dało się napisać cynicznie, Głowacki to powiedział w “Z głowy”; jeżeli coś dało się opowiedzieć z humorem, Głowacki to zrobił w “Z głowy”, i jeżeli coś dało się wyjawić z żalem, Głowacki tego dokonał w “Z głowy”. W moim prostym czytelniczym rozumku, to jest książka kompletna po prostu. Do czytania absolutnie wszędzie. W autobusie, tramwaju, na wygodnym fotelu, w łóżku i ani razu nie trzeba się obawiać o utratę kontroli nad tekstem. Magia słowa? Niewykluczone.

Ceniąc umiejętny cynizm, od razu pokochałem cytowane przez Głowackiego zdania o tym, by “nie ufać pierwszym reakcjom, bo mogą być prawdziwe”, itd., itp. Takich kawałków jest tu mnóstwo, ale tak naprawdę “Z głowy” z jednej strony jest pełne cynizmu, z drugiej jednak, wielokrotnie Głowacki przekracza granicę autoparodii, złośliwości i po prostu opisuje to co go boli.

Czasem ciężko zapanować nad tym co pisze, bo nieustannie przeskakuje między Warszawą a Nowym Jorkiem, między czasami współczesnymi, a latami młodości. Ciągle powraca do kilku postaci, do wybranych miejsc (SPATiF i jego środowisko!) i gdyby nie to, że książka jest po prostu zbyt dobrze napisana, gotów byłbym uwierzyc, że klepał w klawiaturę nieustannie pociągając z gwinta. O alkoholu, kobietach, lumpach i swoich z nimi przygodach zresztą też nie boi się pisać.

Chińskie przysłowie mówi: “Obyś żył w ciekawych czasach” i używane jest jak przekleństwo. Głowacki właśnie w ciekawych czasach i wśród ciekawych ludzi żył. Świetnie to wykorzystał i pal licho to, że kiedy się “Z głowy” czyta, to książka wygląda trochę “lansersko”. Grunt, że strony mkną do przodu, lekturze towarzyszy dzika, ale daleka od prostej, przyjemność. I chce się jeszcze, i jeszcze. Dobra, dobra książka. Polecam.

*****


Zobacz także:

  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2006 roku
  • Bestsellery 2005 roku
  • Histeria mediów?
  • Spis książek
  • “Limes inferior”, Janusz A. Zajdel
  • marzec 22, 2006 • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Komentarzy (7) to ““Z głowy”, Janusz Głowacki”

    1. C. - marzec 22nd, 2006

      Czytałam jakiś czas temu. Z perspektywy stwierdzam, że to wszystko co zostało napisane w recenzji szczególnie o cynicznym, zdystansowanym spojrzeniu autora, to prawda. Tym niemniej, tak czy inaczej “Z głowy” spłynęo po mnie jak po kaczce. Przypuszczam, że za parę lat zapomnę nawet, że coś takiego czytałam.

    2. Cintryjka - marzec 22nd, 2006

      A ja tam się zgadzam w calej rozciągłości:))) Teraz jeszcze tylko Vanina na Rejs nawrócimy i mission accomplished.

    3. Maciej Majewski - marzec 22nd, 2006

      Nigdy. Nie trawię tego filmu.

    4. Zamorano - marzec 25th, 2006

      Bo Vanin nie lubi polskich filmów :) Nudzi gO to po prostu…Zagraniczny to owszem. Pójdzie sobie. Bo fajne są filmy zagraniczne. Wie pan ? Jakoś tak można, wie pan… Jakoś tak…No ja wiem no… Przeżył to. Przeżył. Wie pan… Przeżył. A w filmie polskim proszę pana to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. Taka proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. Proszę pana… W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.Proszę pana… Aż dziw bierze, że nie wzorują się na zagranicznych. Proszę pana.
      ;)

    5. Maciej Majewski - marzec 25th, 2006

      A wiesz Zamorano, że to jest chyba jedyny fragment jaki z “Rejsu” toleruję? Bo jeżeli chodzi o generalną zasadę, to w moim życiu sa trzy pewne rzeczy: śmierć, podatki i to, że nigdy nie zaakceptuję “Rejsu” i tzw. humoru Monty Pythona.

    6. Chemik - kwiecień 1st, 2006

      A ja się z Vaninem zgadzam. “Rejs” ma dwa dobre fragmenty: wspomniany wyżej przez Kamila i “quiz”. Reszta to jest żenada. Proszę Państwa… ;-) )

    7. Aśka - lipiec 27th, 2006

      Już dawno nie czytałam tak dobrej książki. Panie Januszu, czekam na kolejną!

    Zostaw komentarz