“Cylinder van Troffa”, Janusz A. Zajdel
Moje pierwsze spotkanie z twórczością jednego z najlepszych polskich autorów fantastyki naukowej jest jednocześnie powrotem do czytania fantastyki po ponad dwóch miesiącach i jednocześnie przyjemnym zaskoczeniem.

Przyznam, że Zajdla się obawiałem, być może trochęę na wyrost, ale jego nazwisko kojarzy mi się z fantastyka socjologiczną, czymś co ukochali sobie ci “opozycjoniści”, którzy po siedemnastu latach od zmiany ustroju w Polsce, wciąż mentalnie tkwią na etapie walki z komunizmem. Gęba krytyka totalitaryzmu tak mi się z Zajdlem kojarzy, że nawet teraz po lekturze “Cylindra…” wciąż nie mogę się pozbyć tkwiącej gdzieś głęboko niechęci. Nic nie poradzęę – ja naprawdę mam dość ludzi, którzy w dosyć naiwny sposób walczyli z systemem, a po latach uważają się za ostatnich sprawiedliwych. To przez ich pochwały omijałem książki Zajdla. Jeśli “Cylinder van Troffa” jest reprezentatywny dla jego twórczości, to był to z mojej strony błąd.
“Cylinder…” jest naprawdę bardzo dobrą fantastyką, praktycznie bez odwołań do systemów totalitarnych. Oczywiście inaczej czytam tą książkę ja, prawie jej rówieśnik, po kilkunastu latach od zmian, osoba która większość swego życia przeżyła w innym świecie niż Zajdel, a inaczej mogli ją ludzie odbierać dwadzieścia lat temu, gdzie jedno zdanie na trzydzieści tysięcy było cudownym oskarżeniem systemu. Nic jednak nie zmieni tego, że próba opisania zła jakie jest wywoływane pragnieniem absolutnej kontroli jest tylko niewielkim fragmentem fabuły, z dzisiejszej perspektywy równoważnym pozostałym.
Patrzę na “Cylinder…” jak na dobrą science fiction, a jednocześnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdzieś już o tym czytałem, przecież gdzieś to już było. Powrót kosmonauty z dalekiej kosmicznej wyprawy i konieczność zetknięcia się z nieuchronnymi zmianami na Ziemi, na której przez kilkanaście-kilkadziesiąt lat wyprawy (z perspektywy kosmonauty) upłynęło ponad dwieście lat (ah te teorie fizyczne) być już przecież przerabiany nie raz. Lem chociażby, żeby daleko nie sięgać. Manipulacje genetyczne, postęp a może wręcz regres technologiczny, postawienie na wygodę zamiast rozwoju i eksperymentowania też już przecież było, ale u Zajdla i tak smakuje. Do licha, roboty usługujące ludziom, którzy zatracili się w dekadenckich zabawach były niedawno w “Ilionie” Simmonsa (czy on czerpał inspirację z Zajdla?). Cierpienia miłosne, które przeżywa bohater książki, a które sam sobie zgotował, godząc się na wielce niepewne spotkanie z dziewczyną po wielu latach od wyruszenia do gwiazd. Może nie dokładnie w ten sam sposób, ale przecież i to inni już też opisywali.
A jednak czyta się to wszystko nadspodziewanie przyjemnie. Rozważania nad teoriami fizycznymi są dosyć przystępne nawet dla takiego laika jak ja, interesujące są koncepcje rozwoju ludzkości i zagrożeń przed jakimi stoi. Choć dzisiaj już wiadomo, że zdolność do wyżywienia rosnących mas ludzkich nieustannie się zwiększa wraz z postępem techniki, to wciąż nie znamy odpowiedzi na pytania o konsekwencje manipulacji genetycznych. Zajdel nie daje odpowiedzi, raczej sugeruje pytania.
Czy to oznacza, że jest wszystko w najlepszym porządku? No może nie do końca. Chciałbym zobaczyć głębsze portrety psychologiczne postaci. Aż prosiło się o coś takiego przy Niesmiertelnym – z jednej strony wzmocnienie jego relacji z pozostawioną na Ziemi ukochaną i wynikające z tego konsekwencje, a z drugiej częstsze, być może, nawiązywanie do związków jakie zawiązały się pomiędzy uczestnikami wyprawy w kosmos.
Zajdel postawił głównie na socjologię i jeśli tak miałaby wyglądać cala fantastyka socjologiczna, jestem jednak na tak. Trudno z góry założyć, jak za następne ćwierć wieku będzie się “Cylinder…” odbierało, jednakże dzisiaj, książka jeśli nie straciła, to wręcz zyskała na aktualności. A to dla mnie wyróżnik dobrej science fiction.






on 27/11/2006 at 19:31
Permalink
Na skutek tej recenzji ‘odświeżyłem’ sobie ‘Limes Inferior’: kiedyś książkę z prywatnej ścisłej czołowki.. i zaskoczenie – dzisiaj ‘wsysa’ tak samo, już od pierwszej strony. Wniosek? [banał mode ON] Dobra literatura się nie starzeje (lub starzeje powoli).
on 17/08/2007 at 22:32
Permalink
[...] Kiedy opisywałem swoje wrażenia po “Cylindrze van Troffa” Zajdla (nawiasem mówiąc o wiele lepszej książce, przede wszystkim lepiej opierającej się próbie czasu), wyraziłem tam nadzieję, że gdyby polska fantastyka socjologiczna miała wyglądać właśnie tak jak “Cylinder…” byłbym zadowolony. Po lekturze “Limes inferior” boję się, że “Cylinder…” był li tylko wyjątkiem od reguły. Och, być może dla ludzi wiele lat żyjących w ówczesnym systemie powieść taka jak ta, była aktem odwagi i próbą inteligencji dla cenzora, podśmiewającego się zapewne z niegroźnych pisarzy, dzisiaj jednak, dla mnie, jest dowodem nędznego obrazu polskiej fantastyki, w której po Lemie nie ma długo, długo nic (nawet jeśli to truizm powtarzany przy każdej okazji). Fanatycznym wyznawcom wielkości polskiej fantastyki socjologicznej polecam zaś genialne opowiadanie doskonałego obserwatora i krytyka rzeczywistości, Sławomira Mrożka. Kto może, niech sięgnie po “Ostatniego husarza”. [...]