“Dobre miejsce do umierania”, Wojciech Jagielski

Kaukaz to dla przeciętnego Europejczyka koniec świata, ale nie dla jednego z naszych najlepszych reporterów, Wojciecha Jagielskiego. Od wielu lat Jagielski koncentruje swoją uwagę na Azji Środkowej, Afryce i właśnie na Kaukazie, przybliżając w ten sposób wiedzę o „dzikim” regionie.

Dobre miejsce do umierania

Po lekturze „Dobrego miejsca do umierania” Kaukaz, jeszcze bardziej niż do tej pory, zaczął mi się kojarzyć z taką kontynentalną Nową Gwineą. To kraina, w której żyje kilkanaście, a może i więcej, narodowości, często na przestrzeni zaledwie kilku dolin. Problem Kaukazu polega jednak na tym, że kaukaskie nacje nie są tak jak mieszkańcy Nowej Gwinei izolowani, a wręcz przeciwnie. Skomplikowane zależności historyczne przekładają się na etniczną mozaikę, która w dużej mierze leży u podstaw wszelkich konfliktów zbrojnych toczących ten region.

Na blisko czterystu stronach Jagielski opisuje trzy kraje, ale faktycznie liczba krajów i krainek walczących o niepodległość jest znacznie większa. Azerbejdżan, Armenia, Gruzja, a w nich Abchazja, Adżaria, Południowa Osetia, Górny Karabach, plus parę innych skrawków ziemi, a w każdym z nich naród pragnący wyrwać się na wolność. I do tego tradycja walki i odwieczny opór górali kaukaskich wobec najeźdźców. Nie powinno więc dziwić, że w połączeniu otrzymujemy wybuchowy koktail.

A w środku zdarzeń Wojciech Jagielski, powracający w ten region wielokrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Porównując „Dobre miejsce do umierania” z przeczytaną wcześniej „Modlitwą o deszcz” nie mam wątpliwości, że ta ostatnia sprawiła mi dużo więcej czytelniczych problemów ze względu na swoją „zawiesistość”. Nie mam na myśli niczego negatywnego, ale po prostu trudną do określenia powolność, z jaką przebijałem się przez strony tamtej fascynującej książki. Z kolei lektura „Dobrego miejsca do umierania” była zupełnie inna. Zaskakująco szybka i lekka, mimo przeważającego pesymistycznego obrazu wyłaniającego się z reportażu Jagielskiego.

Kilkanaście lat nieustających konfliktów zbrojnych, powtarzających się rzezi na tle etnicznym, gwałtowny wzrost przestępczości, biedy, ludzkie tragedie. A wszystko, o dziwo, jest skutkiem marzeń o wolności i niepodległości, o prawie do samostanowienia nawet dla najmniejszych narodów. W przeciwieństwie do postsowieckich republik środkowoazjatyckich, na Kaukazie po upadku ZSRR do władzy doszli autentyczni opozycjoniści. O ironio, okazali się jednak wyjątkowo nieudolni i musieli zostać zastąpieni przez byłych sowieckich aparatczyków, którzy zarządzali przed upadkiem komunizmu kaukaskimi republikami.

Nieustanny ciąg katastrof, jakie spadają na mieszkańców tego regionu, nie jest jednak w stanie ich załamać, co Jagielski fascynująco portretuje. Udało mu się poznać wielu zwykłych ludzi, obok tych stojących na samym szczycie „łańcucha pokarmowego”, i za każdym razem okazywało się, że tkwi w nich niesamowita siła wewnętrzna i wola dążenia do normalności, nawet jeśli ta normalność prezentuje się zupełnie inaczej niż w naszym rozumieniu tego pojęcia.

O czym więc jest ten reportaż? O ludziach i ich namiętnościach. O złu wojny, o potrzebie normalności, o władzy, która urzeka nawet uczciwych ludzi. Mnóstwo tu faktów, często zupełnie wręcz surrealistycznych, jak przelicznik liczby wystrzelonych naboi na ofiary śmiertelne, czy równie absurdalnych historii o wielonarodowych pacjentach domu wariatów żyjących normalnie w świecie ogarniętym wojną domową, do czasu ich odkrycia przez wyznawców segregacji etnicznej. Niewiarygodne wrażenie robią wielokrotnie zestawiane ze sobą przez Jagielskiego opinie wypowiadane przez ludzi z dwu strony barykady w szeregu różnych portretowanych przezeń konfliktów. Wszystkie były tak naprawdę takie same, a jedyną różnicę stanowiły nazwy narodowości, które obwiniano o wywoływanie konfliktów. Argumenty, przyczyny, otoczenie za każdym razem okazywały się identyczne. Źle to wróży przyszłości tego regionu, ale i tam widać pierwsze jaskółki zmian. Rewolucja róż, na której zakończył Jagielski poprawione i uzupełnione wydanie książki, jest tego najlepszym przykładem. Mam nadzieję, że będzie on śledził i opisywał ten region dalej, bo staje się godnym następcą Kapuścińskiego.

****½

Posted on marzec 2, 2006 at 20:25 by Maciej Majewski · Permalink
In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: 

4 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Cintryjka
    on 02/03/2006 at 22:36
    Permalink

    Muszę w końcu dorwać książki Jagielskiego…

  2. Written by Zamorano
    on 03/03/2006 at 12:45
    Permalink

    Chyba już jest godnym nastepcą Kapuścińskiego :)

  3. Written by magdalenka
    on 24/09/2009 at 20:14
    Permalink

    właśnie skończyłam ‘Dobre miejsce’. I jestem lekko zszokowana, ponieważ…

    zgłębiam ostatnio tajniki reportażu od strony technicznej. Czytam Badera, Szczygła, Kapuścińskiego, Krall, Nałkowską, ale żaden z tych autorów nie zmieścił na czterustu stronach takiego ładunku emocji, relacji i obrazowości wojny wciśniętej w życie codzienne. Może to magia innego kręgu kulturowego, a może zawiesisty styl pisania? Nie wiem. Zaczynam ‘Modlitwę o deszcz’, gdy skończę, powiem ;)

  4. Written by margo
    on 31/12/2010 at 13:13
    Permalink

    Przeczytałam “Modlitwę o deszcz” oraz “Wieże z kamienia” tego autora i jestem pod ogromnym wrażeniem Jego reportaży. Inny świat przedstawiony oczyma bardzo wrażliwego człowieka. Właśnie “poluję” na ” Dobre miejsce do umierania” i powyższa recenzja tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że warto tę książkę przeczytać.

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply