Lista zaległości – marzec
Ostatnio udało mi się w końcu rozpocząć lekturę prezentu gwiadkowego, czyli “Imprimatur”, ale jednocześnie rzut oka na półkę ujawnił wciąż zbyt długą listę zaległości. I w ten sposób doszedłem do wniosku, że spisywanie comiesięcznej listy zaległości czytelniczych zdopinguje mnie do bardziej intensywnego czytania.
Zatem oto lista książek, które oczekują na przeczytanie:
- “Burza” W. Shakespeare
- “Z głowy” J. Głowacki
- “Jadąc do Babadag” A. Stasiuk
- “Stranger Things Happen” K. Link
- “Paragraf 22″ J. Heller
- “Cylinder van Troffa” J. Zajdel
- “Opowieści o pilocie Pirxie” S. Lem
- “Rękopis znaleziony w Saragossie” J. Potocki
- “Nagi cel” A Wiśniewski-Snerg
- “Cień kata” G. Wolfe
- “Pazur Łagodziciela” G. Wolfe
- “Miecz Liktora” G. Wolfe
- “Miasto Złocistego Cienia T. Williams
- “Rzeka z Błękitnego Ognia” T. Williams
- “Góra z Czarnego Szkła” T. Williams
- “Morze Srebrzystego Światła” T. Williams
- “Miasta pod Skałą” M. S. Huberath
- “Bonehunters” S. Erikson (jak tylko kupię)
- “Olympos” D. Simmons (jak tylko kupię)
Niektóre z tych tytułów jakiś czas temu zacząłem już czytać, ale lekturę przerwałem. Inne z kolei ciągle przesuwają się na dalsze pozycje, bo zawsze znajdę coś co mnie bardziej zainteresuje. O zgrozo zdarzają się tytuły, które u mnie na półce czekają ponad rok, a ja wciąż się nie mogę zmusić nawet nie tyle do ich przeczytania, co chociaż próby. A to jest zły znak, bo już na samym początku podchodzę do nich z lekka uprzedzony. Miejmy nadzieję, że spisywanie takiej listy na początku miesiąca jednak mnie zdopinguje.
A wy jakie macie zaległości?
Zobacz także:

Komentarzy (14) to “Lista zaległości – marzec”
Khem, zaległości to chyba z 1/4 tego co mam w pokoju :] Nie wiem dokładnie ile. Od pyty – to moja najkonkretniejsza odpowiedź
)
Też masz problem z kupowaniem książek jak popadnie?
Oczywiście. Na ten przykład, bardzo inteligentnie zakupiłam sobie “Pazur Łagodziciela”, bo nie doczytałam na okładce, że to druga część trylogii, a był na Koszykach za grosze marne. I teraz będzie leżał aż nie dokupię sobie pozostałych dwóch części, albo jeszcze dłużej :]
)
Ostatnio się pilnuję. Jak mi się podyplomówka skończyła, to już na Koszykach nie bywam, a i nie staram się odwiedzać księgarni. Naprawdę, na razie mam ZA DUŻO książek..
Za to nie mogę nigdy powiedzieć, że nie mam co czytać
Pobieżny rzut oka na parapet ujawnia:
Connie Willis:” Przejście”, “Przewodnik stada”
Margaret Atwood “Oryks i derkacz”
Neal Stephenson “The confusion”
Frank Herbert “Diuna”
Elfride Jelinek “Pianistka”
Dan Simmons “Oplimp”
Dalej mi się nie chce pisać:P Swoją drogą, co za traf. Też dostałam Imprimatur na Gwiazdkę. Zaczęłam we wtorek bodaj. Skonczyłam wczoraj.
U mnie występuje ciekawe zjawisko. Jest pewna książka, która pomimo tego, że jest bardzo dobra książką, a co więcej jest napisana przez mojego ulubionego współczesnego autora ciągle czeka bym ja przeczytała do końca. “Brałam” się za nią juz dwukrotnie i ciągle w połowie ją odstawiam.. Naprawde nie wiem w czym problem. Mowa tu o książce Johna Irvinga “Regulamin tłoczni win”
“Pazur Łagodziciela” to owszem drugi tom, ale nie trylogii tylko pięcioksięgu. Cały cykl “Księga Nowego Słońca” to :
1 Cień Kata
2 Pazur Łagodziciela
3 Miecz Likwidatora
4 Cytadela Autarchy
5 Urth Nowego Słońca
A co do zaległości ma pod wpływem mojej Durgiej Połówki dużego smaka na dwie powieści Davida Lissa : “Handlarz kawą” i “Spisek papierowy”. Poza tym muszę przeczytać “Jonathana Strange i pana Norrella”
To tak na początek tylko :]
O, przeczytałem blurba “Handlarza kawą” i biorąc pod uwagę otoczkę tj. miejsce i czas, mogłoby to być ciekawe. A wiesz może ile tam jest tego co by mnie najbardziej chyba interesowało – spekulacji na giełdzie itp.?
“Spisek papierowy” właśnie na grze akcjami Kompanii Mórz Poludniowych na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych się opiera. Akcja jest osnuta wokół afery Mórz Południowych z 1720 r., czyli pierwszego krachu na anglojęzycznej giełdzie w jej historii. Oczywiście całość ukraszona jest podwójnym morderstwem. Taki Grischam w realiach XVIII-to wiecznej giełdy londyńskiej. Z całego serca polecam także z tej racji, że rzecz jest – moim zdaniem – bardzo sprawnie napisana. Język jest nieco stylizowany, choć tak jak to lubię, czyli mniej w narracji, bardziej w dialogach. Ponadto mozna założyć, że autor zna się na rzeczy. Jak wynika z noty biograficznej robi teraz doktorat z literatury osiemnastowiecznej na Columbia University, a w necie gdzieś wyczytałam, że zajmuje się wpływem tejże literatury na rozwój społecznej świadomości odnośnie funkcjonowania nowoczesnych finansów. Co do samego finansowego meritum, to nie jest ono przedstawione w sposób męczący i przystępnie dla laika. Kiedy natomiast czytelnikiem jest osoba cokolwiek orientująca się w tych zagadnieniach, to – uważam – że nie jest to irytujące, można się po prostu pewnych mechanizmów szybciej domyślić. Zaznaczam jednak, że nie przeczytałam jeszcze końcówki, więc teoretycznie może mnie jeszcze rozczarować. W każdym razie, póki co jest wielce satysfakcjonująco.
“Handlarz kawą” to pierwsza część tego cyklu. Jeszcze nie czytałam, ale postanowiłam to nadrobić. Na stronach wp można przeczytać króciutkie fragmenty zarówno “Handlarza…” jak i “Spisku…”
No niedobze, bo wygląda że to kolejna książka, którą chcę mieć. Ehhh… Jak na razie wędruje do poczekalni w księgarni.
Jak na dniach wreszcie skończę naszą stronę to znajdziesz tam reckę “Spisku papierowego” autorstwa Nocty aka C.:)
Jestem teraz mniej więcej w połowie “Handlarza kawą” i póki co tego specyficznego klimatu giełdy (tym razem amsterdamskiej) i handlu papierami wartościowymi jest jeszcze więcej. Jest raczej o pomyśle na interes, giełda od wewnątrz, z perspektywy maklera. A nadto dowiaduję się ciekawych rzeczy o diasporze żydowkiej w XVII wieku w Amsterdamie i samym klimacie tego miasta. Może to tylko licentia poetica autora, ale wydaje się, że Amsterdam zawsze był miastem ludzi otwartych na innych, życzliwie ciekawych odmienności. tymczasem diaspora żydowska, ta jej część neofitów (właściwie tych, którzy po ucieczce z Portugalii czy Hiszpanii mogli powrócić do wiary przodków), która zdominowała diasporę, przedstawiona jest jako przeciwieństwo – zamknięta na własne życzenie społeczność kierująca się własnymi, dziwacznymi prawami, odstąpienie od których karane jest z najwyższą surowaścią przez ich “sąd kapturowy” – ma’amad.
Naprawdę ciekawa sprawa (póki co). No i napisana tak samo sprawnie jak “Spisek papierowy”, co nie jest bez znaczenia. Polecam.
Recenzję autorstwa C. “Spisku papierowego” można przeczytać tutaj: http://www.dami.pl/~kamil78/spisek. (Umieszczanie komentarzy jeszcze nie działa, trochę roboty ze strona jeszcze jest
)
Lansik mode on
http://www.dami.pl/~kamil78/hand
Recenzja “Handlarza kawą” też już jest. To co jest na stronie dobrze chodz w Firefoxie. A IE to bubel nie tylko pod względem bezpieczeństwa i szybkości, ale też pod względem sposobu w jaki radzi sobie z kodem:( W IE niektóre z tych nielicznych podstrona, które już są potrafią się trochę krzaczyć z przyczyn mi nieznanych
Zostaw komentarz