Rok 2005 w polskiej literaturze

Przeczytałem artykuł pod takim właśnie tytułem we wczorajszej “Gazecie Wyborczej”. Z większością artykułu dyskutować nie mogę, bo po prostu
wspłczesnej literatury polskiej, poza wybiórczymi przypadkami, nie czytam. Raz, że bardziej odpowiada mi szeroko rozumiana fantastyka, dwa, że od współczesnej literatury polskiej odstraszają mnie mody i snobowanie się na czytanie Shutyego, Masłowskiej czy Witkowskiego[1].

To co zwróciło moją uwagę w tekście, to bardzo uproszczona klasyfikacja czytelników. Rozumiem, że w krótkim artykule nie można bawić się w nadmiernie rozbudowane analizy, jednak skróty, które poczynił autor, są według mnie nieuzasadnione.

Najpierw wyłania się przed nami “czytelnik zaangażowany” – garstka odbiorców literatury polskiej. Jest ich mniej więcej 3-5 tys. – tyle bowiem wynosi przeciętny nakład książki pisarza średniej renomy. To oni tak naprawdę decydują o obliczu polskiej literatury – oni stanowią jedynego ich odbiorcę, komentatora i kontestatora.

To tak jakby te 3-5 tysięcy osób kupowało wszystko co się na rynku ukazuje – autor nie zwraca uwagi na oczywiste różnice w zainteresowaniach czytelników. Ok, Masłowską mogą czytać wszyscy, bo modna, ale czy to dotyczy naprawdę każdego z autorów? Przypuszczam, że wątpię. Możnaby do tego dorzucić jeszcze tych, co korzystają z bibliotek czy uprzejmości znajomych – sam tak robię, bo na każdą książkę po prostu mnie nie stać.

Chwilę później widzimy masywniejszy fragment tworzony przez “odbiorcę książek atrakcyjnych”. Odbiorca ten czyta Sapkowskiego, Wołoszańskiego, Dana Browna, Joan K. Rowling, Grocholę, zapewniając autorom dobre nakłady, sięgające od 50 do 300 tys. Te dwie grupy są dość przewidywalne. Pierwsza szuka w literaturze problemów, druga – odpoczynku.

Jak na mój gust, to dwaj pierwsi autorzy są popularni, bo po prostu dobrze piszą i żadna gorączka nie jest w stanie gwałtownie zwiększyć ich popularności. Udało im się zbudować stabilną grupę czytelników i z tego korzystają. Dwa kolejne nazwiska to z kolei klasyczne przypadki mody wykreowanej przez media (głównie). Minie moda, stada czytelników goniących za kolejnym trendy autorem, znajdą kogoś innego.

Najbardziej tajemnicza jest trzecia – najliczniejsza, a zarazem znajdująca się w stanie czytelniczego uśpienia. Kiedy budzi się ze swego letargu, okazuje się olbrzymem. Na co dzień niezbyt aktywna obywatelsko, składająca obraz świata z zestawienia codziennej empirii i telewizyjnych doniesień, sięga po literaturę rzadko – wówczas, gdy książka jest czymś więcej niż literaturą.

W zasadzie mogę się z tym poglądem zgodzić, chociaż może chybione jest zarzucanie czytelnikom tej grupy niskiej aktywności obywatelskiej. O wiele bardziej uprawnione według mnie, byłoby oskarżenie ich o niskś aktywnośź kulturalną lub upraszczając, intelektualną. To ta grupa bardziej zainteresowana jest nabyciem książki, po to by postawić ją na półce i chwalić się przed sąsiadkami, niż zagłębieniem się w lekturę.

Wreszcie, kto powiedział, że przynaleśność do poszczególnych grup musi być rozłączna??

Z jednym stwierdzeniem Przemysława Czaplińskiego, muszę się niestety zgodzić w całości:

Milionowy czytelnik w Polsce, wykształcony przez lektury szkolne i przez kościelny typ obcowania z książką, czyta według wzorców XIX-wiecznych. Nie sięga po najnowszą literaturę polską, ponieważ nie ma mu ona nic do powiedzenia. To, czego szuka, jest odpowiednikiem świętego pisma w świeckim świecie.

Bo to smutne jest, po prostu.

A może i ja popełniłem jakieś uproszczenia?


  1. Po namyśle dochodzę do wniosku, że nie jest wcale wykluczone, iż czytam tyle samo naszej współczesnej literatury co inni, tyle że moje wybory są bardziej świadome i staram się aby moje lektury nie były owczym pędem, kreowanym przez mody []
Posted on styczeń 17, 2006 at 19:38 by Maciej Majewski · Permalink
In: O książkach w sieci, Rynek

4 Responses

Subscribe to comments via RSS

  1. Written by Zamorano
    on 18/01/2006 at 11:07
    Permalink

    Zasadniczo moim zdaniem Czapliński momentami mocno upraszcza:) Notamiast co to fragmentu :

    Milionowy czytelnik w Polsce, wykształcony przez lektury szkolne i przez kościelny typ obcowania z książką, czyta według wzorców XIX-wiecznych. Nie sięga po najnowszą literaturę polską, ponieważ nie ma mu ona nic do powiedzenia. To, czego szuka, jest odpowiednikiem świętego pisma w świeckim świecie.

    Czy współczesna literatura polska tzw. głównonurtowa mająca w sumie w pogardzie fabułę jako taką ma czytelnikowi coś do powiedzenia naprawdę ważnego? Masłowska , Shuty czy Pilch ? Czy ona wchodzi w jakieś interakcje z rzeczywistością, zbiorowymi mitami, fobiami, z czytelnikiem wreszcie etc. ? Jakoś nie widzę tego w bełkotliwych książkach o tym jak na przykład pisarz , alkoholik, i luteranin w jednym w “sercu rzymsko katolickiej Polski” szlaja się z kumplem ze Szwecji coraz bardziej pijany :] Nie jest chyba dziwne, że “Warunek” nawiązujący do klasycznej powieści XIX wiecznej, ciekawy fabularnie, klasyczny i dygresyjny, historyczny i współczesny zarazem odniósł sukces. Sukcesy komercyjne reportaży Jagielskiego i Kapuścińskiego, czy powieści takich jak “Warunek” na przykład chyba pokazują, że grupa czytalników którzy lubią czasem, żeby im dać do myślenia nie do końca jest taka uśpiona :) Na świecie jest nieco inaczej. Mamy do czynienia z renesansem powieści. Atrakcyjnej i zarazem mającej coś do powiedzenia. A wszelkie rewolucje artystyczne w prozie typu “mój strumień świadomości jest lepszy od twojego” jakos nie są na piedestale. Kiedyś dobry tekst napisal o tym zjawisku Dukaj w Wyborczej.

  2. Written by Cintryjka
    on 18/01/2006 at 14:14
    Permalink

    Śledzę główny nurt w miarę na bieżąco. Najczęciej pożyczając od znajomych, wypożyczając z bibliotek bądź po prostu czytając w Empiku, bo, bądźmy szczerzy, w większości wypadków po prostu szkodu pieniędzy. Shuty w “Zwale” wychwalanym przez media zaprezentował bełkot. I nie była to nawet żadna nowa jakość bełkotu. tym, że korporacje to zło, Ameryki nie odkrył. Przez “Pawia królowej” Masłowskiej, w którym “cool” miała być hip-hopowa stylizacja nie przebrnłam. Tytuł jest w tym kontekście dwuznaczny:P Jedynie o Witkowskim jeszcze nic nie wiem, ale podchodzę z rezerwę, bo wygląda mi na kolejnego pupilka mediów. Zapoznam się w najbliższym czasie. Co się tyczy Pilcha, zaczęłam od “Miasta utrapienia” – świetna książka, polecam! Potem było już tylko gorzej, a dno osiągnął w nagrodzonej Nike “Pod mocnym Aniołem”. Co nie zmienia faktu, że lekturę Polityki zaczynam zwykle od jego felietonu, bo felietonistą IMHO jest świetnym.
    Z głównego nurtu polecam “Wszystkie języki świata” Zbigniewa Menzela (nie wiem, czy tak się pisze nazwisko…) i “Z głowy” Głowackiego – te pozycje utkwiły mi w pamięci na plus.
    Klasyfikacja IMHO jest zrobiona na podstawie rankingów a nie wartości artystycznej książek. Przyjęte kryteria są kompletnie od czapy, a cały artykuł swoją pseudosocjologiczną otoczką setnie mnie ubawił:)))

  3. Written by Maciej Majewski
    on 18/01/2006 at 19:49
    Permalink

    >Mamy do czynienia z renesansem powieści. Atrakcyjnej i zarazem mającej coś do powiedzenia.< Uuuu… odważne stwierdzenie Zamorano – jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dukaj skarżący się w “Lamencie miłośnika cegieł” na brak klasycznie pisanych powieści napisał to, co ja tam gdzieś sobie podświadomie myślę i czego rzeczywiście bym chciał, ale może po prostu większość czytelników nie oczekuje właśnie takich książek, tylko kolejnych “hitów” Masłowskiej i jej podobnych? Zwłaszcza, że było nie było bliżej im do życia wspłczesnego niż “Warunkowi” (który jest świetną książką, ale uniwersalną, pomimo osadzenia akcji dwa wieki temu). W końcu pisarz też z czegoś musi żyć, a chyba lepiej sprzedać 25 tys. egzemplarzy powieści niż 2 tys. Nawet jeśli to bełkot na pograniczu grafomanii, to dobrze się sprzedaje.

    Cintryjko, ja na Głowackiego szykuję się już od jakiegoś czasu, ale pewnie z najbliższym zamówieniem się pojawi.

    Kryteria w artykule są bez wątpienia uproszczone, ale nie dajmy się zwariować – “Wyborcza” to niby dziennik o dużej poczytności wśród inteligencji, ale sformatowany pod każdego. Trudno oczekiwać, żebyśmy dostali tekst na poziomie wykładu akademickiego ;)

  4. Written by Zamorano
    on 18/01/2006 at 20:47
    Permalink

    Ten renesans klasycznej powieści miał dotyczyć światowej literatury – anglojęzycznej, hiszpańskojęzycznej i tak dalej :) ja wiem, że “Warunek” to za mało, żeby o takim zjawisku mówić w Polsce :)

Subscribe to comments via RSS

Leave a Reply