“Nowe przygody Mikołajka”, Rene Goscinny, Jean Jacques Sempe

Hmmm drugiej tak nieobiektywnej oceny książki ze świecą szukać. Jeszcze zanim się ukazała wiedziałem, że dla mnie będzie miała dziesięć punktów na dziesięć możliwych, ale to po prostu klasa sama w sobie. Mowa oczywiście o “Nowych przygodach Mikołajka”.

Jeden z kultowych bohaterów mojego dzieciństwa powraca w dawce, która choć nigdy nie będzie wystarczająca, jest odpowiednia na kilka wieczorów fenomenalnej zabawy. Duet Goscinny-Sempe to chyba jedyna rzecz, która Francji wyszła dobrze. Historyjek generowanych przez tę parę nigdy nie mam dość, bo co jeden kapitalnie opisze, to drugi równie wspaniale zilustruje. Po prostu poezja.

Perypetie Mikołajka mają to do siebie, że każdy znajdzie w nich cos dla siebie. Dzieci pośmieją się z doskonale im znanych problemów małego urwisa, a dorośli albo przypomną sobie jak zachowywali się w dzieciństwie, albo dojrzą czym stali się obecnie. Z jednej strony to kapitalny obraz dzieciństwa jednakowego chyba w każdym kraju, a drugiej strony całkiem niezła krytyka zakłamania drobnomieszczańskiego.

Osiemdziesiąt historyjek wydanych w “Nowych przygodach Mikołajka” to chyba niemal tyle co dane nam było przeczytać do tej pory i pozostaje tylko żałować, że tak mało, a jednocześnie liczyć na odnalezienie kolejnych nieznanych. Bo chociaż prawie zawsze wiadomo z góry, jak kolejna przygoda się zakończy, to i tak będę cierpiał na niekontrolowane wybuchy śmiechu w trakcie i po zakończeniu lektury.

Choć książka wydana jest znakomicie, w twardej, szytej oprawie z zakładką, to Znak powinien jednak dostać solidne bęcki za redakcyjną wpadkę. Kilkakrotnie ewidentnie ktoś się nie przyłożył układając kolejność opowiadań, bo tak najpierw Mikołajek rozmawia z Alcestem przez telefon, a dopiero później Alcestowi zakładają instalację telefoniczną, na początku książki Mikołaj wspomina misia ogolonego maszynką ojca, a dopiero później czytamy o tym jak do tego dochodzi, czy wreszcie mały urwis opowiada o swojej sąsiadce Jadwini, a dopiero ileśtam opowiadań później Jadwinia z rodzicami wprowadzają się do sąsiedniego domu. Ale tak czy inaczej, taka wpadka nie przesłania wyjątkowej frajdy z czytania, bo Mikołajek i chłopaki dalej pozostają niezmienni.

Ostatnimi laty namnożyło się w kinach filmów pozornie dla dzieci, na które jednak dorośli mogą wybierać się bez większego skrępowania usprawiedliwiając się, że przecież idą razem z dziećmi… Nie inaczej jest w Mikołakiem i jego kumplami. Dorośli szukając wymówek sięgają po książkę…. no bo co w końcu kurczę blade!

*****


Zobacz także:

  • Lista zaległości – grudzień
  • “Nowe przygody Mikołajka. Tom 2″, Rene Goscinny, Jean Jacques Sempe
  • Podsumowań roku cz. 2
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2007 roku
  • Spis książek
  • grudzień 26, 2005 • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Zostaw komentarz