“Labirynt odbić”, Siergiej Łukianienko
Jeżeli dobrze liczę, to jest to szósta książka Łukianienki jaką przeczytałem, a zarazem otwarcie mojej trzeciej dylogii tegoż autora (w zasadzie czwartej, bo jak do tej pory nie przeczytałem kontynuacji “Nocnego patrolu”). A co więcej chyba się nie zanosi na to, żebym prędko zakończył przygodę z jego książkami, bo po pierwsze jest ich całkiem sporo, a co chwilę ukazują się następne, a po drugie, ja po prostu lubię jego styl pisania.

“Labirynt odbić” to cyberpunkowa powieść o jakżeby inaczej, wirtualnej rzeczywistości. I już na samym początku rzuca się w oczy różnica w stosunku do innych powieści z tego gatunku (przynajmniej biorąc pod uwagę te, które czytałem). Wymyślne gadżety w zasadzie nie istnieją. W świecie powieści nie dość, że do stworzenia rzeczywistości wirtualnej doszło w zasadzie przez przypadek, to jeszcze można się w niej zanurzyć korzystając z tak archaicznego sprzętu jak proste oprogramowanie, komputer z procesorem Pentium (albo nawet 386), no i łącząc się z Siecią przez modem, a jakby tego mało z zainstalowanym Windows Home (haha). No niby cyberpunk kojarzy się z całą masą gadżetów, a jednak tutaj ich brak nie przeszkadza. Łukianienko w bardzo przekonujący sposób nie dość, że uwolnił się od tak sformułowanych wymogów gatunku (techniczne bogactwo wspomnianych już gadżetów), to jeszcze robi to w hmm… uwodzicielski sposób.
Koncepcja powieści opiera się na założeniu, że każdy może wejść do Głębi – wirtualnej rzeczywistości, ale samodzielnie wyjść jest już trudniej. Dlatego zwykli ludzie potrzebują swego rodzaju budzika, timera, którego zadaniem jest, po ustawieniu odpowiedniego czasu, wyprowadzenie takiego osobnika z sieci. Niektórym zdarza się zostać w sieci dłużej niż może wytrzymać organizm i wtedy potrzeba pomocy tzw. nurka, człowieka odpornego na sieć, mogącego wynurzać się na zawołanie. Leonid, główny bohater książki jest jednym z nich. Na dodatek na tyle dobrym, by dostać wyjątkowe zlecenie od tajemniczego mocodawcy oferującego w ramach wynagrodzenia legendarny Medal Bezkarności, zapewniający jego właścicielowi absolutną swobodę poruszania się po Głębi i robienia czego mu się żywnie podoba. I tu zaczyna się właściwa jazda…
Łukianienko ma jakąś niesamowitą łatwość pisania i nie dość, że opisuje ciekawe historie, to jeszcze robi to gładko, wciągająco, tak że nie nudzę się i pochłaniam każdą stronę. Nie inaczej jest i tym razem. Do tego dochodzi ciekawy bohater, świetnie nakreślony wirtualny świat, spora doza humoru. Jednym słowem, idealna mieszanka czytelnicza, w sam raz na kilka wieczorów satyskacjonującej lektury. Ktoś kto zmarnował godziny przesiadując nad komputerową rąbanką “Doom” będzie miał sporo uciechy czytając książkę
Ja trafiłem na jeden fragment, który mnie szczególnie rozbawił. Otóż w wirtualnym mieście Deeptown, Łukianienko umieścił kwartały dyskusyjne, w których można porozmawiać na rozmaite tematy, a w nich: “Off topic! – Leniwie ale z zimną złością mówi moderator i podrzuca broń. Obecni cichną, rozkoszując się widowiskiem. Lufa podskakuje i w stronę handlowca leci lśniący purpurowy przedmiot w kształcie krzyża. Mężczyzna próbuje zrobić unik, ale bez skutku. Moderatorzy nigdy nie chybiają. Na koszuli handlowca rozkwita ognisty krzyż, albo, jak przyjęto mówić, “plus”. Trzy takie plusy i klub Dowcipy będzie dla niego zamknięty na zawsze.” Robię się coraz większym fanem Siergieja Łukianienki.





Zobacz także:

Jeden komentarz to ““Labirynt odbić”, Siergiej Łukianienko”
Witam,
czy wydawnictwo Mag może wykorzystać fragmenty Pana recenzji do Labiryntu odbić Łukjanienki w informacji prasowej i notkach oksiażce – w cudzysłowiu i z podaniem źródła?
Wydajemy tę dylogię 5 maja a 26 lipca drugi tom Fałszywe lustra
Zostaw komentarz