“Zbudzone Furie”, Richard Morgan

Mnóstwo zamieszania kilka lat temu narobił Richard Morgan przedstawiając “Modyfikowany węgiel”, pierwszą część przygód o Takeshim Kovacsu, detektywie, najemniku, kryminaliście czy też żołnierzu (głównie jednak kryminaliście). Wybuchowa mieszanka atmosfery i bohaterów rodem z kryminałów Chandlera w scenerii świata z XXVI wieku, polana cyberpunkowym sosem błyskawicznie wywołała zachwyty czytelników. Druga część, “Upadłe anioły”, również znakomita, ostudziła jednak zapał sporej części z nich do twórczości Morgana, a niesłusznie. Bo prezentując wysoki poziom, opowiadała ciekawą historię z bohaterem, który nic nie stracił ze swego specyficznego uroku.

W powszechnej opinii w miarę zwiększania się objętości cykli książkowych ich jakość systematycznie spada. Cóż, jeśli ktoś nadal w to wierzy, pora przewartościować swoje przekonania, albowiem powiadam wam – “Woken Furies” (polski tytuł brzmieć będzie “Zbudzone Furie”) czyli najnowszy Kovacs to prawdopodobnie najlepsza część ze wszystkich.

Takeshi Kovacs powrócił na swoją ojczystą planetę, Świat Harlana, być może po to by odpocząć jednak uczucie, które nie daje o sobie zapomnieć i śmierć ważnej dla niego osoby wywołują w nim nieopisaną wściekłość i nakazują wyruszyć na prywatną wendetę. A Kovacs, były Emisariusz Narodów Zjednoczonych, czyli jeden z najbardziej zabójczych wojowników wytrenowanych przez człowieka, to wróg którego należy za wszelką cenę unikać, zwłaszcza jak religia zakazuje ponownego wykorzystania stosu korowego z zapisaną osobowością człowieka. Celem Takeshiego są hierarchowie jednego z kościołów zdobywających rosnącą popularność na Świecie Harlana. Przedstawiciele religii, która poglądami na rolę kobiety zbliżona jest do skrajnych fundamentalistów muzułmańskich, religii akceptującej służalczą rolę kobiety i pozwalającej na ich uśmiercanie według uznania mężczyzny.

Całość jednak zaczyna się od przebudzenia Kovacsa po…. dwustu latach, a już pierwszy rozdział nie wydaje się współgrać z prologiem. Ale spokojnie, wszystko wyjaśni się później. Podczas polowania na kapłanów, Takeshiemu przydarza się wybawienie z opresji pewnej kobiety i odtąd zaczyna się jazda. Okazuje się, że Sylvie może być kimś więcej niż osobą za jaką się podaje, choć rozszyfrowanie zagadki jej tożsamości będzie skomplikowane. Jakby tego było mało, Kovacsovi po piętach depcze najmniej spodziewany przeciwnik…

Mniej w tej książce akcji niż w poprzednich, więcej gadżetów technicznych, co może być na początku męczące, a i Kovacs nie jest już do końca taki sam. Takeshi się zmienia i choć dalej jest cynikiem, którego życie pozbawiło złudzeń, to jednak te same doświadczenia z przeszłości i obecne wydarzenia stopniowo go odmieniają. Kovacs staje w konflikcie z samym sobą (i to na kilka sposobów, zarówno fizycznie, jak i psychicznie), z własnym środowiskiem z czasów młodości i późniejszej służby wojskowej a także z rządzącymi planetą możnowładcami i organizacjami przestępczymi. Jak Funky Koval sam przeciw wszystkim. Chcąc nie chcąc uczestniczy w zdarzeniach, które mogą się przyczynić do powtórnej rewolty quellistów. W porównaniu do poprzednich powieści, Kovacs nabiera skrupułów i wydaje się dojrzewać, z dystansem patrzy na plany wprowadzenia w życie pomysłów Quellcristy, a jednocześnie siłą rzeczy musi niejako przy okazji uczestniczyć w ich realizacji. Kovacs jest tutaj bardziej ludzki, a kiedy wyjawia powód swojej krucjaty przeciwko kapłanom, akceptuję go bez wahania.

Na pewno zakończenie jest najlepsze z dotychczasowych i otwiera ogromne możliwości kontynuacji, ale jak zapowiedział sam autor, to prawdopodobnie ostatnia cześć perypetii Takeshiego Kovacsa. Szkoda cholera, bardzo szkoda, bo aż prosi się o kontynuacje. Z drugiej jednak strony Morgan chyba boi się casusu nieudanych kontynuacji “Gateway” Pohla. Może i dobrze, bo lepiej zakończyć na takim poziomie. Jak tylko wyjdzie polskie tłumaczenie muszę je natychmiast nabyć, bo bez wątpienia sporo mi umknęło podczas lektury oryginału, a wtedy jeszcze raz przeczytam sobie całą trylogię.

*****


Zobacz także:

  • Podsumowań roku cz. 2
  • Spis książek
  • Zapowiedzi wydawnicze na 2006 rok
  • “Upadłe anioły”, Richard Morgan
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2007 roku
  • listopad 11, 2005 • Tagi: , • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Zostaw komentarz