“Porzucone królestwo”, Feliks W. Kres

Feliks W. Kres mnie nie przekonuje. Moje pierwsze spotkanie z jego twórczością na długi czas mnie odrzuciło. “Północna granica” była zaskakująco słaba, a i powszechnie wychwalany “Król Bezmiarów” cytując klasyka (Kazimiera Szczuka) był “siakiś taki…”. Nie tak dawno temu, w księgarni z tanią książką trafiłem na “Porzucone królestwo”. Za 9,50 gotowy jestem dać szansę każdemu (no prawie każdemu), dlatego Kresa kupiłem i choć powieść jest całkiem całkiem, to dalej Kres nie potrafi do mnie przemówić.

Odnoszę wrażenie, że choć zarówno warsztatowo, jak i pod względem umiejętności tworzenia fabuły między dwoma pierwszymi częściami “cyklu szererskiego”, a “Porzuconym królestwem” jest przepaść (na korzyść tego ostatniego), to dalej Kres nie potrafi według mnie stworzyć interesującego wątku. Teoretycznie szansę na to dawałaby chęć odbudowy królestwa w Grombelardzie, przy jednoczesnych tajnych planach innych stron. Niestety, przez ponad trzysta stron akcja toczy się w tempie starego żółwia, a ostatnich kilkadziesiąt stron przynosi zbyt szybkie tempo wydarzeń, a i do tego dosyć według mnie absurdalnych. Takie samo wrażenie miałem po lekturze “Króla Bezmiarów”, więc wychodzi na to, że parafrazując poetę, przyczyna nie tkwi w gwiazdach, tylko w Kresie. Szkoda, bo uwzględniając naprawdę bardzo dobry warsztat pisarza, mogło być o wiele lepiej.

Obawiałem się trochę nadmiernego przeładowania fabuły przeróżnymi opisami broni, ale tutaj Kres się popisał i jest pod tym względem czysto i przejrzyście. W równowadze na przestrzeni całej powieści znajdują się dwa wątki: rozbójników powracających do Grombelardu i “piracko-londowski” z Armą, Riolatą i Ramadanem, tyle że akurat bardziej pociągający był dla mnie ten drugi. Od czasu lektury “Kapitana Blooda” czy trylogii o Janie Martenie, opowieści o piratach dażę dużym sentymentem.

Absolutnie na plus twórczości Kresa trzeba zaliczyć postaci kobiece. Rzadko kiedy spotyka się tak przekonujące wizje bab, tym większe zaskoczenie, że wychodzą spod ręki mężczyzny. Pod tym względem Kres jest na pewno Pierwszym Feministą Wśród Fantastów ;)

Podobno, tak wiele osób utrzymuje (raczej wbrew faktom i logice), opowieści z “cyklu szererskiego” można czytać osobno, bez znajomości tomów poprzednich. Bzdura. Żeby naprawdę zrozumieć wzajemne relacje i zależności pomiędzy postaciami z “Porzuconego królestwa”, trzeba przeczytać “Króla Bezmiarów” i jak przypuszczam “Grombelardzką legendę”. Zwłaszcza, że to tam pojawia się po raz pierwszy Rbit…

Krótko: Na pewno ta powieść troszkę moje zdanie o Kresie zmieniła, ale nie ulega też wątpliwości, że jego entuzjastą nie jestem i ewentualne kolejne powieści cyklu kupię jedynie w Taniej Książce, względnie przeczytam po pożyczeniu.

***½


Zobacz także:

  • Spis książek
  • Zapowiedzi wydawnicze na 2006 rok
  • “Warunek”, Eustachy Rylski
  • sierpień 20, 2005 • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Zostaw komentarz