“Kapitan Alatriste”, Arturo Perez-Reverte
“Kapitan Alatriste” Pereza-Reverte, to pierwsza część całego cyklu opowieści o XVII-wiecznym hiszpańskim awanturniku. Pomysł genialny w swej “prostocie”. Wybrać ciekawą epokę, wymyslić niejednoznacznego moralnie bohatera i wrzucić go w sam środek przeróżnych intryg. To że epoka jest interesująca nie ulega wątpliwości.

Hiszpania u schyłku swej potęgi angażująca się w coraz to nowe wojny, płonące stosy Świętego Oficjum, walka o władzę przy tronie Filipa IV. A w środku tego wszystkiego kapitan Alatriste, były żołnierz, obecnie awanturnik i rapier do wynajęcia, z funkcją kapitana nie mający nic wspólnego, a nazywany tak jedynie przez szacunek współtowarzyszy broni z czasów wojny w Niderlandach.
I tak oto poznajemy Alatriste jak otrzymuje zlecenie od skrywających swą tożsamość wpływowych ludzi na, no właśnie, z jednej strony na “pokiereszowanie” tajemniczych przybyszów z Anglii, a z drugiej na ich wyeliminowanie. Jak to jest możliwe? Ano, tak naprawdę jest dwóch mocodawców, których interesy stoją w sprzeczności, a że obaj są bardzo wpływowi, Alatriste z miejsca pakuje się niezłe tarapaty. Bez względu na to jak zlecenie zostanie wykonane i tak narazi się jednemu z możnych. Na całe szczęście okazuje się, że zagadkowi przybysze z Anglii nie giną dzięki litościwemu Alatriste, który w zamian zyskuje ich wdzięczność. A że są nie byle kim, bo następcą angielskiego tronu i jego zaufanym przyjacielem hrabim Buckingham, Alatriste na chwilę ucieka karzącej ręce jednego z mocodawców.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że jak na długość książki, zdecydowanie za mało się dzieje. Tak na dobrą sprawę w kilku zdaniach powyżej streściłem praktycznie całą fabułę ponad dwustustronicowej książki. Postać Alatriste jest faktycznie ciekawa, bo łotr ze skrupułami zawsze budził i będzie budził zainteresowanie, ale jego postępowanie jest rozdęte do zbyt wielkiej liczby stron. Fajnie wyszły Reverte wtręty do klasycznych utworów poezji i dramatu hiszpańskiego, a na dodatek jednego z autorów uczynił jednym z najbliższych znajomych głównego bohatera. Przez chwilę przewija się też Diego Velasquez, który poznaje naszego protagonistę, no i poza tym cała masa innych postaci historycznych. Chyba nienajlepiej książce wyszedł zamysł autora, by historię kapitana Alatriste przedstawić w kilku częściach, które są ze sobą powiązane właśnie przez historię z pierwszego tomu. Gdyby każda z książek była w pełni autonomiczną opowieścią, przypuszczam że z lektury możnaby odnieść większą przyjemność.
Na uwagę zasługuje tłumaczenie, bo Filipowi Łobodzińskiemu świetnie wyszła stylizacja na dawny język. Coś jak Sienkiewicz w trylogii. Oczywiście tłumacz nie poprawi oryginału, stąd taka a nie inna ocena.





