“Mrok, który nas poprzedza”, R. Scott Bakker
Co jakiś czas, przemysł wydawniczy prezentuje nam nowego autora, kolejną wschodzącą gwiazdę fantasy, a dziwnym trafem ostatnio utarło się, że coraz większą popularność zdobywają autorzy kanadyjscy. Do Kaya dołączył Erikson, a teraz pojawił się Bakker, który ledwie zdążył wydać pierwszą część swojego epickiego cyklu “Książę Nicości”, a już został okrzyknięty wielką nadzieją.

Gatunkowe przyporządkowanie do fantasy zobowiązuje, więc i tutaj mamy walkę Dobra ze Złem toczącą się od tysięcy lat. Dwa milenia przed obecnymi wydarzeniami, Zło ucieleśniane przez Nie-Boga omal nie zwyciężyło. Ludzkości udało się obronić, jednak Nie-Bóg i jego wyznawcy nie zostali unicestwieni. Jak w idealnym gatunkowym schemacie, Zło powraca. Nadciąga Druga Apokalipsa, tymczasem świat jest podzielony między wyznawców różnych, wrogich sobie religii. Jakby tego było mało, główny inrithijski przywódca religijny (o nazwach własnych za chwilę) wzywa do Świętej Wojny z Fanimitami, którzy wieki wcześniej zajęli święte dla Inrithich miasto Shimeh.
Wśród mas prymitywnej i otępiałej z ekstazy religijnej tłuszczy nadciągają również jednostki, które pragną odnieść korzyści prywatne, a dominują wśród nich możni tego świata. Na dodatek, na Świętą Wojnę i knowania szlachty nakłada się odwieczny konflikt pomiędzy najważniejszymi szkołami magii w Trzech Morzach (wymyślona przez Bakkera kraina). Z jednej strony mamy Szkołę Powierników, która od dwóch tysięcy lat broni świata przed wyznawcami Nie-Boga i walczy z jego adeptami, czyli mityczną Radą. Z drugiej strony o wpływy rywalizuje najpotężniejsza jak dotąd szkoła Szkarłatnych Wieżyc. Cesarza Nansuru wspiera natomiast Cesarski Saik oraz Mysunsai, czyli grupa najemnych czarnoksiężników.
Tyle o generalnym tle cyklu. Najistotniejsze dla akcji są bowiem losy i relacje zachodzące pomiędzy głównymi bohaterami, a większość wśród nich stanowią naprawdę ciekawe jednostki. Drusas Achamian, czarnoksiężnik jest szpiegiem Szkoły Powierników wysyłanym na najważniejsze dla walki o władzę fronty, otrzymuje polecenie by zebrać informacje o przymierzu pomiędzy Szkarłatnymi Wieżycami a kościołem inrithich; Cnaiűr, wyjątkowy okrutnik, ale znakomity wódz jednego z barbarzyńskich klanów Scylvendów, zdradzony, pragnie zemsty; Esmenet, przyjaciółka Achamiana i jednocześnie prostytutka nieco przypadkowo włączona zostaje do wielkiej gry. I wreszcie Anasűrimbor Kellhus, tajemniczy Dűnyain, mnich i ostatni potomek legendarnych królów szuka ojca i walczy o kontrolę nad duszami ludzi.
Pomimo, że w szerszym ujęciu to polityczne manipulacje determinują kierunek, w którym posuwa się akcja, najważniejsze dla treści są relacje rozgrywające się między głównymi postaciami. Aczkolwiek Bakker na razie nie może marzyć, żeby dorównać kreacjom Martina, to w debiucie udało mu się stworzyć kilka całkiem ciekawych postaci. Cnaűiur i Kellhus to z pewnością dwie najważniejsze z nich, a co więcej, to między nimi trwa ciekawa próba sił. Cnaűir jest jak do tej pory jedynym człowiekiem, który potrafi się oprzeć niemalże nadprzyrodzonym zdolnościom do manipulacji i kontroli ludzkich uczuć, które wyćwiczył w sobie Kellhus. Kellhus jest natomiast zafascynowany i z lekka przerażony możliwościami oporu Cnaűira. Każdy z nich ma swoje plany, a to że zostają tymczasowymi sojusznikami wynika raczej z chwilowych sprzyjających okoliczności. Trzeba tutaj dodać, że Kellhus jest przedstawicielem dűnyainów, tajemniczego zakonu, który zajmuje się próbą zrozumienia uwarunkowania jakie narzuca na jednostkę społeczeństwo, otoczenie człowieka, historia zarówno ogółu jak i pojedynczego osobnika, by następnie wiedzę tą wykorzystać do uwolnienia od tegoż uwarunkowania. Przypadek Kellhusa jest o tyle specyficzny, iż jego przodkowie byli przywódcami walki z Nie-Bogiem, co w połączeniu z umiejętnościami dűnyainów stwarza mieszankę wybuchową i sporą obietnicę na przyszłość…
Fabuła powieści wiele niestety traci w odbiorze przez dwa największe przekleństwa fantasy, zwłaszcza w wersji epickiej. Po pierwsze to dziwaczność nazewnictwa, które stawia pod znakiem zapytania nie tylko możliwość wypowiedzenia szeregu nazw własnych jak i wyrażeń ogólnych. Chyba po raz pierwszy miałem do tego stopnia trudności z zaangażowaniem się w lekturę, że na kilka dni musiałem zrobić sobie przerwę wyłącznie z tego powodu. Gdyby nie zajmująca i rozkręcająca się akcja, być może książki bym nie ukończył. Po drugie, Bakker wykreował nowy świat i to świat zbyt przeładowany historią, kulturami i wielorakimi różnicami pomiędzy nimi. Nawet pomimo tego, że można dopatrzyć się podobieństw między cywilizacjami z naszego świata, a tymi z Trzech Mórz, nie wydaje się możliwe, by całe to bogactwo (lub raczej przesyt), rozładować w trzech tomach cyklu. Po pierwszych kilkudziesięciu stronach utraciłem chęć zagłębiania się w detale, przestałem również spoglądać na obowiązkowe mapki na końcu książki. Niestety, ale Bakkerowi kreacja świata nie wyszła, nie wystarczy bowiem stworzyć historię, kultury, społeczeństwa. Trzeba także uczynić je zrozumiałymi i akceptowalnymi dla czytelnika.
Pomimo tych potknięć, jest to ciekawy debiut, a na uwagę bez wątpienia zasługują bohaterowie cyklu “Książę Nicości”, którego początkiem jest “Mrok, który nas poprzedza”. Oby kolejne części nie przynosiły rozczarowań.





In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: Bakker, fantasy
