“Klub Dantego”, Matthew Pearl
Zastanawiam się, jak muszą się czuć ludzie, którzy wywalili na “Klub Dantego” 40 zł (twarda oprawa) i dostali to…. coś. Dla wszystkich z nich powinno być nauczka na przyszłość to, że jak wydawca reklamuje autora jako kolejnego Eco, a jeszcze swoje trzy grosze dorzuca taki “mistrz” pióra jak Dan Brown, należy książki nie trącać nawet kijem i to z daleka. Przy okazji dziękuję osobie, która książkę mi pożyczyła. Zaoszczędziłem dzięki temu na inną ![]()

Przenosimy się do Bostonu, rok 1865, raptem kilka miesięcy po wojnie secesyjnej. Grupa wybitnych poetów amerykańskich i wykładowców Harvardu wraz z wydawcą, pracuje nad pierwszym amerykańskim przekładem arcydzieła Dantego “Boskiej Komedii”. Równolegle do prac nad tłumaczeniem, w Bostonie następuje seria tajemniczych okrutnych morderstw, do których śledczy z policji bostońskiej nie mogą dopasować żadnego klucza. Okrucieństwo i wyjątkowa makabra morderstw zwraca w końcu uwagę znakomitych poetów i okazuje się, że inspiracją dla zabójcy są sceny z….. Dantego. Tając ten fakt bohaterowie zaczynają prowadzić równoległe śledztwo, tym bardziej że obawiają się ewentualnych skutków upublicznienia informacji o tym skąd morderca czerpie pomysły, na ewentualny zakaz publikacji dzieła. Na dodatek policja nastawiona jest na szybkie znalezienie kozła ofiarnego, a nie rzeczywistego sprawcy przestępstw.
Jak wszystko się skończy wiadomo od początku, bo tłumaczenie się ukazało, poeci dalej tworzyli itd. Istotne zatem jest co znajduje się pomiędzy, no i tu pojawia się ogromny problem. Otóż w zasadzie nie pojawia się nic, tj. nic co przyciągałoby uwagę czytelnika. Wprost przeciwnie, szczegółowe opisy życia w powojennym Bostonie mogą być interesujące dla historyka, ale zwykłego człowieka nużą. Nużą tym bardziej, że napisane są fatalnie. Całe gigantyczne fragmenty tekstu są niebywale rozlazłe, zasypane nic nie wnoszącymi do treści szczegółami. Nazwiska amerykańskich poetów i fragmenty ich utworów miażdżącej większości polskich czytelników nic nie mówią, a podejrzewam że i większość Amerykanów miałaby problemy z ich identyfikacją. Tak jak Brown tworzy niesamowicie wręcz drewniane dialogi rekompensując to chociaż wartką i wciągającą akcją, tak Pearl prezentuje nam przegadane opisy przeplatane mało interesującą, statyczną wręcz akcją (?!). Nie może być gorszej rekomendacji dla thrillera jak brak jakiegokolwiek napięcia. Mam nadzieję, że Pearl pozostanie przy karierze akademickiej badacza Dantego, bo do pisania kryminałów nijak się nie nadaje. Nuuuda panie.





In: Przeczytane, ocenione · Tagged with: kryminał
