“Wody głębokie jak niebo”, Anna Brzezińska

Na “opowiadania włoskie” Anny Brzezińskiej czekałem bardzo długo. W zasadzie chyba od kiedy po raz pierwszy ukazało się opowiadanie osadzone w tym świecie w jednym z miesięczników poświęconych fantastyce. Tym większy żal, że po przeczytaniu “Wód głębokich jak niebo” do kolejnych utworów z tego cyklu będę podchodził raczej obojętnie.

“Wody głębokie jak niebo” przedstawiają krainę zbliżoną mniej więcej do renesansowych Włoch chociaż znajdującą się w jakimś świecie Nigdy-Nigdy. W skrócie można napisać, iż cechą wyróżniającą jest obecność magii i magów, z których najpotężniejsi swoją siłą więżą demony i kształtują całe państwa. Świat jest okrutny, władcy są pozbawieni sentymentów, śmierć nadchodzi często i niejednokrotnie jest brutalna, a łzy są na porządku dziennym.

Z siedmiu opowiadań w tomiku, aż cztery były już wcześniej w różnych periodykach opublikowane. Teoretycznie nie powinno być zaskoczeń, ale jednak inaczej odbierałem np. “Życzenie” czytając je w “Nowej Fantastyce”, a inaczej kilka tygodni temu kiedy miałem już w ręku zbiorek. O ile i wtedy, i teraz styl w jakim napisane jest opowiadanie kojarzył mi się z Le Guin, to poprzednio wywierało na mnie większe wrażenie. Przepraszam, dzisiaj przeszedłem nad tym tekstem do porządku dziennego, a lektura pozostawiła mnie obojętnym w stosunku zarówno do tekstu, jak i bohaterów. Jest to w zasadzie mój zarzut odnośnie całego zbiorku, bo tylko trzy teksty wzbudziły we mnie jakąś reakcję. We wszystkich opowiadaniach są bohaterowie, którymi targają silne uczucia, problem w tym, że emocje nie przenoszą się na czytelnika (mnie).

Tak naprawdę ciągle wspominam jedynie opowiadania albo poświęcone bezpośrednio Arachne (“Zaćmienie serca”), albo częściowo z jej obecnością (“Jej cień”), lub nawet z jej szczątkowym wspomnieniem (“Śmierć czarnoksiężnika”), gdyż potrafiły do mnie przemówić. Zwłaszcza zakończenie “Zaćmienia serca” i pewna scena (nawet dwie) w “Śmierci czarnoksiężnika” wyzwalały gwałtowny wybuch uczuć. Tylko co z resztą? Przecież każde z opowiadań jest napisane świetnym językiem. Niestety w tym tkwi problem, ponieważ odniosłem wrażenie, że autorka zbyt wiele czasu poświęciła dopieszczając swoje teksty pod każdym możliwym technicznym względem, a zapomniała stworzyć postaci lub wykreować zdarzenia, które wyzwoliłyby we mnie empatię. Język jest naprawdę cudowny, nawet jeśli opowiadanie jest niewspółmiernie długie do wywołanego wrażenia (“Filary Nieba”), przypominający mi pisarstwo Le Guin albo G.G. Kaya, jednak w większości opowiadań przez swoją techniczną perfekcyjność staje się sterylny emocjonalnie. Ostatecznie oceniam zbiorek wysoko, ale przez pryzmat techniki pisania, a nie wrażeń z lektury.

****


Zobacz także:

  • “Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, Anna Brzezińska
  • Spis książek
  • Lista zaległości – sierpień
  • Moje (czytelnicze) podsumowanie 2008 roku
  • “Za króla, ojczyznę i garść złota”, Anna Brzezińska, Grzegorz Wiśniewski
  • maj 11, 2005 • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione

    Zostaw komentarz