RIP wotmania – 1999-2009

Moja przygoda z fantastyką pozornie zaczęła się od Tolkiena. W siódmej klasie podstawówki chodziłem na lekcje angielskiego do native speakera, który pewnego dnia pokazał mi maleńką książeczkę, którą jak twierdził, przeczytał siedem razy. Gorąco mi ją polecał, więc po nią jakiś czas później sięgnąłem i tak przeczytałem “Władcę Pierścieni”. Ale tak naprawdę kolejna książka fantasy jaką przeczytałem, wpadła w moje ręce jakieś 3 lata później w drugiej, może trzeciej klasie liceum. Był rok 1994 lub 1995, a ja przypadkiem trafiłem w księgarni na “Wielkie polowanie” Jordana. Dziwna rzecz, bo zacząłem czytać “Koło Czasu” od drugiej połowy drugiego tomu… I totalnie wsiąkłem. Na tamte czasy, “Koło Czasu” spełniało wszystkie moje oczekiwania – jedyny problem polegał na tym, że polski wydawca potwornie zwlekał z wydaniem kolejnych tomów.

Rok 1995 to jeszcze nie był, wbrew temu co dzisiaj można by pomyśleć, czas internetu. Niełatwo było z internetu korzystać, a jedyną opcją był wdzwaniany dostęp przez słynne 0-20 21 22. Dlatego dopiero na studiach, pod koniec pierwszego i na drugim roku, w ubogich laboratoriach komputerowych zacząłem grzebać po sieci w poszukiwaniu informacji o “Kole Czasu”. Wtedy Google dopiero powstawał, a szukając czegokolwiek, korzystało się z Yahoo, Altavisty, HotBota, Lycosa, Go.com (kto jeszcze je pamięta?). I tak pewnego dnia w 1999 roku trafiłem na skromną stronę (wtedy tylko takie były) o “Wheel of Time”, pod nazwą wotmania na, było nie było, zasłużonych dla sieci Geocities.com. Zapisałem to co znalazłem na dyskietkach i…. zapomniałem. Na całe szczęście, rok później, gdzieś w okolicach października lub listopada 2000 r. powróciłem na wotmanię ponownie. Tym razem już pod własnym adresem wotmania.com. I tym razem zostałem.

Ot, kolejne internetowe forum, które jednak błyskawicznie pochłonęło mnie bez reszty, a samo zainteresowanie cyklem książek, ustąpiło pierwszeństwa interakcji z ludźmi z całego świata. Już po paru miesiącach nastąpiła wielka awaria serwerów, First Great Server Crash jak później go nazwaliśmy, i wtedy poznałem siłę społeczności. Nie społeczności w rodzaju Naszej-Klasy, Facebooka etc., ale po prostu zbiorowiska ludzi, którzy dzielili wspólne zainteresowania, a których poza tym różniło niemal wszystko: wiek, rasa, narodowość, język ojczysty, poczucie humoru itd. W mgnieniu oka powstało tymczasowe forum, a cały ruch i rozmowy się na nie przeniosły. W dwa, może trzy tygodnie zebraliśmy kilkaset (600 jeśli pamięć dobrze mi służy) dolarów na kupno nowego serwera i po krótkim czasie wszystko wróciło do normy. Potem nastąpił 9/11/2001 i gwałtowne poszukiwanie znajomych, których nigdy nie widziałem, ale z którymi spędzałem mnóstwo czasu online, a którzy mieszkali i pracowali w Nowym Jorku lub Waszyngtonie. Wspólnota znowu się wzmocniła.
Czytaj resztę wpisu »

wrzesień 1, 2009 • Opublikowane w: Blog, Internet, Varia • Komentarze (2)

Lista zaległości – kwiecień-wrzesień

Za jednym zamachem zrobię półroczne zestawienie obrazu nędzy i rozpaczy :) A co mi tam.

Planuję przeczytać:

Na pewno w tym miesiącu nie przeczytam:

sierpień 18, 2009 • Opublikowane w: Varia • 1 komentarz

Trochę statystyk na setną opinię :)

Jakiś czas temu przebąkiwałem o tym, ze mam pewien pomysł na notkę po setnym wpisie z opinią o przeczytanej książce. Jako że “Chrystus z karabinem na ramieniu” był tą setną (opisaną) książką, notka niniejszym ukazuje światło dzienne. Niestety nie w takiej fajnej graficznej formie, jak mogłaby być gdyby Widgenie.com działało prawidłowo, no ale trudno. Chałupniczo zrobione obrazki z Excela będą musiały wystarczyć :)

Pomysł nie jest może najgenialnieszy, ale prosty i to mi się w nim podoba. :) Niniejszym prezentuję kilka podstawowych statystyk dotyczących książek przeczytanych i opisanych w tym miejscu od początku jego istnienia. Znając życie zaraz pojawi się jakiś purysta gatunkowy i zacznie mi czynić różne zarzuty, więc od razu oświadczam, że wszelkie klasyfikacje gatunkowe i rodzajowe są moją suwerenną decyzją i nikomu nic do tego. A to że parę razy nie wiedziałem jak zakwalifikować daną pozycję, czy jako zbiór, czy też jako powieść to inna sprawa – dlatego pozostały nienazwane.

Patrząc na liczbę przeczytanych książek w roku, bezkonkurencyjny był 2006, z zastrzeżeniem że w 2005 trzeba by było dodać pięćdziesiąt kilka pozycji, o których pisałem jeszcze tutaj, poza tym kilka przeczytanych książek z 2008 i 2009 wciąż czeka na opisanie, więc statystyka docelowo się poprawi. Tak czy inaczej, średnia na przestrzeni tych 3,5 lat (2006-czerwiec 2009) nie wychodzi wcale tak źle, a to są dane prezentujące przecież rozkład tylko opisanych książek.

Rozkład według roku
Czytaj resztę wpisu »

czerwiec 20, 2009 • Opublikowane w: Blog, Varia • 1 komentarz

“Chrystus z karabinem na ramieniu”, Ryszard Kapuściński

Czy gdybym urodził się w Trzecim Świecie byłbym rewolucjonistą? Z moją nadpobudliwością i niewyparzoną gębą pewnie i u nas bym się łatwo kwalifikował. Problem w tym, że gdyby spojrzeć na “Chrystusa z karabinem na ramieniu”, jak na literalny zapis rzeczywistości Trzeciego Świata (tu rozumianego jako Palestyna-Gwatemala-Boliwia-Mozambik), to dla młodego człowieka istnieją tak naprawdę trzy drogi rozwoju: służba reżimowi (ty tańczysz na kurhanach wrogów), rewolucja (na twoim kurhanie tańczą oprawcy) lub pozornie spokojne życie obok (prawie na pewno dostaniesz po mordzie, a wielce prawdopodobne, że na twoim kurhanie też zatańczą oprawcy). Strasznie to sprostaczone, ale może to dlatego że mam takie poczucie, iż to pierwsza książka Kapuścińskiego, która nie do końca mi odpowiada.

Kiedyś Kapuściński stwierdził, że aby dobrze oddać rzeczywistość, dla napisania jednego słowa niezbędne jest przeczytanie stu słów w tekstach innych. Aby pisać o świecie, konieczne jest nie tylko obejrzenie go na własne oczy, ale zrozumienie go, poznanie głębiej, dotarcie do samej istoty opisywanego zjawiska. Widać to według mnie doskonale w “Chrystusie z karabinem na ramieniu”, w którym Cesarz reportażu stara się wyjaśnić czytelnikowi całe tło zjawisk zachodzących na opisywanych terenach. Mnie taka forma reportażu, albo raczej eseju reporterskiego odpowiada, choć tak naprawdę w pełnej skali ujawni się w jego późniejszych książkach. Godzę się tym samym z tym, że prawda przefiltrowana jest przez wrażliwość dostarczyciela obrazów, a co za tym idzie traci na absolutnej wiarygodności. Z drugiej jednak strony, gdyby chcieć absolutnie wiernego opisu rzeczywistości, nienacechowanego emocjami trzeba by stworzyć jakąś nowomowę, a to zabiłoby literaturę faktu.
Czytaj resztę wpisu »

czerwiec 19, 2009 • Tagi:  • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione • Brak komentarzy

“W rajskiej dolinie wśród zielska”, Jacek Hugo-Bader

“W rajskiej dolinie wśród zielska” przeczytałem rok temu, ale dopiero teraz usiadłem, żeby wreszcie spisać moje wrażenia. Musiałem jednak ponownie całość przeczytać, ale okazja tym zacniejsza, że czekam na dostawę najnowszej książki Hugo-Badera z kolejnym zestawem reportaży z postsowieckiej Rosji, “Biała gorączka”. Mam taką cichą nadzieję, że to będzie zresztą powrót do czytania. Tak czy inaczej, jedno nie ulega dla mnie wątpliwości – “Gazeta Wyborcza” ma szczęście do znakomitych reportażystów: Szczygieł, Jagielski, Hugo-Bader. Mają inny styl, ale wszyscy są doskonałymi obserwatorami rzeczywistości, a co więcej potrafią ją wyśmienicie opisywać.

Zanim jeszcze zacząłem poszukiwać tej trudnej do dostania książki, Hugo-Badera pamiętałem z “Magazynu Gazety Wyborczej”, a zwłaszcza z jego reportaży o podróży koleją transsyberyjską. To wtedy zrodziło się we mnie pragnienie wyprawy tym środkiem lokomocji i zwiedzenia przepastnych obszarów azjatyckiej części Rosji. Z drugiej jednak strony, Rosja, jakkolwiek by nie była fascynująca, jest dla mnie jednak krajem zła, nieczającego się być może w pojedynczych jednostkach, ale głęboko zakodowanego na poziomie społeczeństwa, krajem, który najlepiej by było, gdyby nie istniał, tak wiele złego wyrządził na poziomie pojedynczego człowieka, jak też i całych grup. Tym niemniej w tych dwóch sprzecznościach można chyba znaleźć coś fascynującego, co nie pozwala się od Rosji uwolnić, a najlepszym przykładem na to jest przecież sam Hugo-Bader, powracający do postsowietów od kilkunastu lat (reportaże ze zbioru “W rajskiej dolinie wśród zielska” powstawały na przestrzeni 8-9 lat).
Czytaj resztę wpisu »

czerwiec 17, 2009 • Tagi:  • Opublikowane w: Przeczytane, ocenione • Brak komentarzy

The end of the world as I know it (and I don’t feel fine)

Od czasu do czasu, chyba każdy dla kogo czytanie książek jest niekłamaną przyjemnością, przeżywa kryzys czytelniczy. Sięgnięcie po jakąkolwiek książkę, staje się zadaniem nie do udźwignięcia. Konieczna jest przerwa, chwila odpoczynku, nabranie dystansu. Ten półżywy blog jest tego najlepszym dowodem. Co jednak zrobić, gdy nieczytanie nie jest świadomym wyborem będącym skutkiem przesytu, potrzeby oddechu, ale wynikiem całkowitego braku czasu i psychicznej oraz fizycznej siły?

Dobrej odpowiedzi nie ma, a przydałaby mi się w tej chwili jak rzadko kiedy. Ostatnie dwa miesiące to niemal ciągła praca, a minione dwa tygodnie to dosłownie praca 7 dni w tygodniu od 7 rano do 23 wieczorem. Wyjście z biura tak naprawdę nie zmienia stanu umysłu, bo po kilkudziesięciu minutach człowiek i tak zasiada z powrotem przed ekranem komputera i dalej pracuje nad ważnymi projektami.

Z rozrzewnieniem zaczynam wspominać czasy licealne czy studenckie i to bynajmniej nie z powodu mniej lub bardziej hucznych zabaw, ale tęsknię za momentami gdy brakowało nie czasu, ale środków na kupno kolejnych upragnionych książek. Dzisiaj, gdy osiągnąłem stan finansowej stabilizacji, gdy nie ma obaw o spłatę kolejnej raty kredytu za mieszkanie, czynszu i dziesiątków innych wydatków, kiedy swobodnie mógłbym kupować nawet kilkadziesiąt książek miesięcznie, nie potrafię i nie mam siły zrobić zakupów obejmujących choćby jeden tytuł. Wiem, że i tak nie będę w stanie go przeczytać, że zostanie kolejnym “półkownikiem” zbierającym kurz jak wiele innych.

Najgorsze jest chyba jednak to, że nie mam ochoty zrobić sobie przerwy i powrócić do czytania, bo praca nad kilkoma ważnymi sprawami sprawia mi niekłamaną satysfakcję. Ostatnio usłyszałem, że przydałby mi się urlop, a ktoś inny stwierdził że wyglądam jak zombie.

Mój dzisiejszy kontakt z literaturą ogranicza się do coraz to nowych audiobooków, których w ostatnich miesiącach przesłuchałem kilkanaście, może już wręcz kilkadziesiąt. Codzienne przejazdy do pracy czy wyjazdy w wielogodzinne delegacje są okazją do odkrywania nowych książek na nowo, tym razem w wersji mówionej, lub też poznawania innych po raz pierwszy. Co tu dużo pisać – jest to powierzchowny kontakt z literaturą, który wrażeniami nie może się równać ze słowem pisanym. Aż szkoda, że do tego doszło; że audioksiążki całkowicie zastąpiły mi te prawdziwe.

Ale cóż zrobić. Lepsze to nic zupełna pustka.

Wszelkie porady (wyjątkowo) mile widziane.

kwiecień 28, 2009 • Opublikowane w: Varia • Komentarze (6)

Lista zaległości – marzec

Tego jeszcze nie było. W ostatni dzień miesiąca piszę o aktualnej sytuacji. Cud, że w ogóle dałem radę.

Planuję przeczytać:

Na pewno w tym miesiącu nie przeczytam:

Oficjalnie od jutra jestem do świąt na urlopie. W praktyce w delegacji. Jak coś przeczytam to chyba tylko cudem.

marzec 31, 2009 • Opublikowane w: Varia • Brak komentarzy

Kolejne legalne ebooki za darmo

Kiedy rok temu, jedno z największych wydawnictw amerykańskich specjalizujących się w fantastyce zaczęło rozdawać darmowe ebooki, napisałem, że raczej nie należy się spodziewać częstnych akcji o podobnym charakterze.

Cóż, najwyraźniej coś się zmienia, bo coraz więcej można w internecie znaleźć za darmo. Być może nie tak często i obficie, jak człowiek by sobie tego życzył, ale zawsze to kolejna dostępna książka. Teraz serwis Suvudu.com, własność innego giganta wydawniczego, Random House, rozpoczyna własną akcję promocyjną.

Od dzisiaj dostępne za darmo są następujące tytuły:

Czytaj resztę wpisu »

marzec 4, 2009 • Tagi:  • Opublikowane w: Literatura w sieci • 1 komentarz

“Samo ostrze”, Joe Abercrombie

Po lekturze “Samego ostrza”, moje priorytety czytelnicze uległy pewnemu przeszacowaniu. Na pewno nie będę się spieszył z zerknięciem do drugiego tomu trylogii “Pierwsze prawo”, czyli “Before They Are Hanged”. Skończone właśnie “Samo ostrze”, absolutnie nie zaostrzyło wystarczająco moich apetytów, bo nie jest to żadna rewelacja. Ot, książka, która powinna być dzisiaj standardem, ale nie wyznacznikiem nowej jakości.

W zasadzie wszystko jest tu takie same, jak w każdej typowej dla tego gatunku powieści. Gdzieś w środku świata[1]istnieje sobie Unia. Państwo, które czasu świetności ma raczej za sobą, choć usilnie stara się przekonać świat i samo siebie, że jest inaczej. Unia ta już wkrótce znajdzie się w stanie wojny nie tylko z groźnym, dzikim i nieobliczalnym sąsiadem z północy, ale także z ekspansjonistycznie nastawionym starym wrogiem z południa. I jakby tego było mało, o władzę nad samą Unią, toczy się permanentna zakulisowa walka wśród najważniejszych dostojników królestwa, w którym monarcha jest stetryczałą, zaślinioną i ubezwłasnowolnioną marionetką.
Czytaj resztę wpisu »


  1. tak mniemam, bo co i rusz słychać o tym, że na południu i północy coś się dzieje, a nawet gdzieś stało napisane, że Adua zbudowana została dokładnie pośrodku świata. Trudno jednak to potwierdzić, bo brak jakiejkolwiek mapy – i to akurat dla fantasy typowe nie jest []

Lista zaległości – luty

Rany, prawie miesiąc się kończy, a ja dopiero z tym wpisem się pojawiam. No, ale w kryzysie praca ma niestety pierwszeństwo :( Do tego stopnia, że znowu padam na twarz ze zmęczenia i nie tyle nie mam czasu na czytanie, co po prostu nie mam siły. Dwadzieścia, trzydzieści stron co drugi dzień to już jest spory wysiłek.
Czytaj resztę wpisu »

luty 25, 2009 • Opublikowane w: Varia • Brak komentarzy